Biuro kotów znalezionych

Kociarstwo bez przesądów

Wydanie
W.A.B., Warszawa, .
Liczba stron
256
Wymiary
13,5 × 20,5 cm
Oprawa
Miękka ze skrzydełkami
ISBN
9788377479551
Waga
0,30 kg
Język
polski
więcej detali

Kategorie

Opis książki

To opowieść o życiu i rozterkach miłośniczków kotów - od pierwszego stopnia zakocenia do założenia domu tymczasowego.

Opinie czytelników

(2.95)
117 ocen, w tym
37 opinii
5
11
4
5
3
17
2
3
1
1
Proszę , aby dodać opinię.
Twoja ocena
Tytuł opinii
Treść
Uwaga! Proszę wypełnić wymagane pola.

Kinga Izdebska zagłębia nas w tajniki fundacji zwierzęcych w tym przypadku kotów, w rolę wolontariuszy oraz co to w ogóle jest dom tymczasowy i na czym polega. Autorka opisuje co wydarzyło się po magicznym "chcę pomagać", "chcę zostać wolontariuszką". Miała ona możliwość spotkania innych wolontariuszy, którzy prowadzą domy tymczasowe, dowiedzieć się od nich najważniejszych informacji na temat opieki nad zwierzętami, jak przeprowadzać wywiady adopcyjne, jak wybierać odpowiednich ludzi dla kotów tymczasowych. Ale praca wolontariusza to nie tylko dom tymczasowy, to również możliwość zostania karmicielem, czyli codzienne odwiedzanie kotów w wyznaczonym miejscu, gdzie podaje im się jedzenie i picie, a przy okazji ma się oko czy do stada dołączyły nowe osobniki, czy jakieś zwierzęta nie wyglądają na chore i czy nie potrzebują pomocy. Dodatkowo można zostać wolontariuszem, który łapie koty do kastracji lub sterylizacji. Po złapaniu kot zostaje zawieziony do weterynarza, który oprócz zabiegu sprawdzi ogólny stan zdrowia, a jak będzie trzeba podejmie leczenie, po którym kot jest wypuszczany z powrotem do swojego stada. Inną ważną rolą jest osoba opiekująca się w fundacji kotami, które zostały złapane do zabiegu albo są w czasie leczenia. Do tego oczywiście dochodzą ludzie, którzy organizują różnego rodzaju spotkania, kiermasze, dni otwarte, w których zbierane są pieniądze na funkcjonowanie fundacji. Często przy takich okazjach można zakupić własnoręcznie zrobione rękodzieła. Oczywiście dzisiejszy świat w dużej mierze funkcjonuje za pośrednictwem internetu i mediów społecznościowych, więc również tam fundacje działają, zbierając pieniądze, ogłaszając koty do adopcji, informując o różnego rodzajach akcja, albo prosząc, np. o głos aby móc wygrać w jakimś konkursie dużą ilość jedzenia dla kotów, która nigdy nie jest wystarczająca bo potrzeby każdej fundacji są duże, bo dużo kotów żyje bezdomnych i bez jakiejkolwiek opieki.

Przeczytaj całą opinię
2016-06-20
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/191120

dla każdego miłośnika kotów

Lektura obowiązkowa dla każdego miłośnika kotów, każdego kto żyje razem w symbiozie z tym wspaniałym i dumnym zwierzątkiem.

Przeczytaj całą opinię
2014-10-20
źródło: http://www.empik.com/p1079981241,ksiazka-p

Gdy czytałam po raz pierwszy odłożyłam, w zachowaniu autorki wyczułam pewne niezdecydowanie. Strasznie mnie irytowała. Teraz po latach książkę przeczytałam w dwa dni, nie obiecywałam sobie po niej strasznie dużo, chciałam po prostu poznać trochę specyfikę organizacji pro zwierzęcych. Trochę dojrzałam, trochę zrozumiałam... Lektura przyjemna, choć nie wybitna :)

Przeczytaj całą opinię
2016-06-05
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/191120

Wzruszająca

"Biuro kotów znalezionych" od dawna znajdowało sie na liście książek jakie chciałam przeczytać.W końcu zdobyłam swój egzemplarz.Dzięki tej książce wiele dowiedziałam się o działaniu schronisk i innych organizacjach zajmujących się bezdomnymi zwierzętami.Historia kobiety, która czuła wewnętrzną potrzebę pomocy bezdomnym kotom nie pozostała wobec nich obojętna.Stworzyła dom tymczasowy w którym zamieszkali Szara, Ósemka i Artur.Ta książka otworzyła mi oczy na problem kotów w Naszym kraju, rozmnażanie się ich w zastraszającym tempie nie pomaga zminimalizować ich bezdomności co więcej większość ludzi ma tak naprawdę gdzieś co się z nimi dzieje jednak są ludzie, ktorym los tych biednych kotów nie jest obojętny.I za to wielki ukłon.Sama kilka razy dokarmiałam bezdomne koty mieszkające w pobliżu mojego bloku i jestem szczęśliwa ze chociaż w ten sposób mogłam im pomóc. W domu mam kota i nie wyobrażam sobie bym mogła oddać go na ulicę. Zdaję sobie sprawę z tego, że te koty często są nara

Przeczytaj całą opinię
2014-03-11
źródło: http://www.empik.com/p1079981241,ksiazka-p

Przecudowna książka o miłości do kotów, opisująca realia Polskich fundacji, kotów ulicznych, adopcji i niedoli naszych małych przyjaciół, a temu wszystkiemu winny jest człowiek nieświadomy, który nie kastruje swoich kotów, który wypuszcza je blisko ulic, a koty nie wracają, to wina również ludzi, którzy "lubią mieć małe kotki, bo są słodkie", a nie widzą ile kotów jest w schroniskach, ile z nich czeka na dom. Coś o tym wiem, mieszkam koło schroniska dla zwierząt, a i tam, jak wiadomo, zwierzakom nie jest najlepiej. To nie jest ckliwa historia, ja czekałam na coś takiego, co wstrząśnie choć trochę ludźmi, choć widzę, że nie wszyscy zrozumieli przekaz tej książki. Ta historia nie jest zmyślona, nie ma być napisana wybitnym językiem, opowiadać historii szczęśliwych. Ta książka miała być prawdziwa. Czy ktoś wie jak grubą książkę trzeba by było napisać, by nakreślić w niej wszystko w tym temacie? By pokazać czytelnikowi, że trzeba pomagać, że trzeba zauważyć ten problem? Jeśli komuś się nie podoba ilość stron, to mamy internet, zachęcam do czytania na ten temat, do zobaczenia ludzkiego okrucieństwa wobec zwierząt, to się dzieje codziennie. Czuję się jakby ten temat był tabu wśród czytelników, ale też w całej Polsce, bo najlepiej mieć klapki na oczach i nie widzieć, tylko przejść obojętnie. Kto tak jak ja działa w fundacjach na rzecz zwierząt, ten o Kindze Izdebskiej słyszał już dawno. Zaangażowana wolontariuszka Koterii, która sama przyjmuje koty na tzw. DT (dom tymczasowy) by kot nie trafił na ulicę i miał szansę na dom, bo jak wiemy - niestety nie da się mieć stu kotów, a przynajmniej stu szczęśliwych kotów. Osiem, czy dziesięć i to przy dobrym zarobku utrzymać ciężko. Dobra karma, weterynarze, kastracje - to wszystko kosztuje, a z samej miłości zwierząt nie utrzymamy. Dlatego też są tacy ludzie jak Pani Kinga, ludzie którzy dają z siebie wszystko by pokazać zwierzętom, że nie każdy człowiek jest zły. Ta kobieta opisuje swoje codzienne sytuacje, swoją, można powiedzieć, rutynę. Mówi o swoich kotach, o początkach, lękach co do tematu DT, opowiada o swoich przeżyciach w Koterii, a i prawdziwą organizację z początku zastępuje zmyśloną nazwą, by czytelnik nie brał tego jako reklamę. Książka jest świetna, szczera do bólu, ukazująca rzeczywistość i szczerze ją polecam, by nie tylko "umilić" sobie czas, ale też by więcej się dowiedzieć na temat życia bezdomnych zwierząt w naszym kraju.

Przeczytaj całą opinię
2016-03-15
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/191120

Koci świat

No właśnie.Świat widziany ludzkimi oczami.Wielka wrażliwość autorki tej pozycji.Kupiłem po przeczytaniu fragmentu w salonie empiku.Świadomy wybór i nie zawiodłem się.Dużo tu życia,tragedii,nadziei i zwykłych smutków przeplatanych radościami.Polecam kotofilom.

Przeczytaj całą opinię
2014-01-30
źródło: http://www.empik.com/p1079981241,ksiazka-p

Długo nie sięgałam p tę książkę z uprzedzenia. Wyobrażałam sobie, że będzie to obowiązkowy romans (może w wydawnictwie poradzą, żeby się "czytało") i stos niechcianych kociąt, nad którymi wylewa łzy nieradząca sobie bohaterka. A tu nic z tych rzeczy. Autorka opisuje, jak zaczęła współpracować z organizacją (na użytek książki pod wymyśloną nazwą CIACH), najpierw pomagając przy komputerze, później tworząc Dom Tymczasowy opieki nad kotami do czasu znalezienia im domów na stałe, aż do jego zamknięcia. Łzy są, ale tylko na pierwszych stronach, relacja jest szczera i w sumie rzeczowa. "Niewystarczająca" emocjonalność została poddana krytyce w recenzjach, nawet mniej na LC, bo w jakiś blogach posypały się na autorkę gromy za "brak entuzjazmu". A mnie się podobało i uważam to za zaletę. Już w połowie książki sprawdzałam w internecie, co to za organizacja i czemu autorka sugeruje na początku książki, że niemal jedyna, która postawiła sobie za cel sterylizację kotów miejskich, bo mnie się wydaje, że prawie wszystkie fundacje tym właśnie się zajmują. Dobrze, że autorka utrzymuje długo anonimowość organizacji, w ten sposób przekaz jest bardziej uniwersalny, ale że zdradza w podziękowaniach, o czym napisała, pozwolę sobie wyjaśnić, że chodzi o warszawską Koterię/ARGOS. Koteria (sprawdzałam) ma świetnie zaplanowaną stronę internetową i jasny przekaz. Poza tym koty miejskie są do opanowania, tylko domy nie są, gdzie wciąż ludzie swoich kotów nie sterylizują, rozmnażają, wyrzucają małe i duże, a najlepszym wypadku rozdają przypadkowym osobom. I populacja się mnoży (i zwiększa bezdomność). Podobało mi się, że autorka nie roztkliwia się nad ślicznymi małymi kociętami przyjętymi do domu (bo najłatwiej), tylko docenia koty dorosłe, nie manipuluje emocjami i że ogólny wydźwięk książki jest optymistyczny, za co daję dodatkową gwiazdkę.

Przeczytaj całą opinię
2015-10-25
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/191120

Los zwierząt

Lektura obowiązkowa!!! Dla wszystkich, których choć odrobinę obchodzi los biednych i bezbronnych zwierząt. To opowieść o pokonywaniu przeciwności w dążeniu do celu, który istnieje, pomimo tego że często jest daleko i nie mamy do końca sprecyzowanego sposobu jego realizacji. Polecam każdemu przyrodnikowi.

Przeczytaj całą opinię
2013-10-12
źródło: http://www.empik.com/p1079981241,ksiazka-p

Początkowo planowałam zdobyć wszystkie książki w tej serii. Nosi ona wdzięczną nazwę "Biosfera" i z wszelkich opisów zapowiadała się naprawdę ciekawie. Moim zdaniem wszystko, co jest o korelacji pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem zasługuje na chociażby moment zastanowienia się nad daną pozycją. Tak myślałam przed przeczytaniem tej książki. Może oczekiwałam od niej za dużo. Może uznałam, że będzie to wręcz nieśmiertelna historia o tym, że nie tylko kot zależny jest od człowieka, ale i człowiek od kota. Chciałam czegoś mocnego, wciągającego, pasjonującego. Dostałam czytadło, które jak szybko się zaczęło, tak szybko skończyło. Można to było czytać w każdym miejscu, bo tak naprawdę nie trzeba było przy tym myśleć. Autorka pakowała nie tylko wiedzę, ale i swoje uczucia w głowę czytelnika i nic więcej. Z perspektywy czasu i ilości książek, które znacznie przewyższają tę pozycję stwierdzam jedno - historia dobra na lato, na plażę, lekka i przyjemna. Zacznijmy jednak od początku. "Biuro kotów znalezionych" zostało napisane przez panią Kingę Izdebską. Prawdopodobnie chciała ona pokazać jak życie zmienia się dzięki (/przez) pewnym futrzakom. Zamysł wydawał mi się nawet dobry. Sama jestem kociarą i z chęcią czytam o kotach. I tak pewnego słonecznego dnia zakupiłam tenże egzemplarz, nie przejmując się wydanymi pieniędzmi. A to tylko dlatego, że wierzyłam, że lektura przyniesie mi uczucia, myśli i konkluzje na wyższym poziomie niż poradnik (wymyślony na poczekaniu dla przykładu) "Siedem trików jak żyć z kotem". Nie twierdzę jednak, iż poradniki są złe. Te, które napisano z dużym poczuciem humoru i dystansem do otaczającego nas świata cechują się ogromną paletą żartów mniej lub bardziej śmiesznych, informacji potrzebnych lub całkiem zbędnych, ale jednak ich podanie było kluczowe. Co prawda nie sądziłam, że ta książka będzie cyniczna czy ironiczna. Ale może to jest mój błąd? Oczekując czegoś na poziomie - przeliczyłam się. I nie wyszło mi to na dobre. Sama postawa autorki, którą ta prezentuje na kartach swojej powieści jest... kiepska. Czytając o tym, jak wzrusza się nad kolejnym dzikim kocurem, jak przeżywa wszystko niczym małe dziecko, miałam ochotę nią potrząsnąć i krzyknąć prosto w twarz "otrząśnij się kobieto!". Jak wiadomo, nie mogłam tego zrobić, więc czytałam dalej. I jakby na złość, pojawia się kolejna cecha, która jest zawsze przypisana stereotypowej kociary. Stara, zaniedbana panna. Ludzie, sama uwielbiam koty, może i panną jestem, ale ani ja stara, ani zaniedbana! A tu co? Kolejny kwiatek, który objawia się oczywiście w postaci ogólnego zaniedbania się autorki . Zgrzytam zębami i zastanawiam się czy to może ze mną jest coś nie tak i wymagam tekstu elitarnego? Pewnie większość myśli sobie po co w ogóle kończyłam tę książkę. Otóż dlatego, iż byłam zwyczajnie ciekawa. Tego, czy z dziecięcej kobiety wyrośnie wreszcie dorosły. Oczywiście doceniam jej pracę. Pod względem chęci pomocy kotom jest dla mnie niczym mentorka. Pokazała prawdziwą drogę, której wielu ludzi szuka. Podziwiam ją za to, iż była w stanie przygarnąć koty z ulicy; całkiem dorosłe, dzikie, nienawykłe obecności człowieka czy chore. To jest według mojej miary godne oklasków. Ale problem jest w tym, że reszta jest zwyczajnie słaba. Plus jest taki, że czytało się to szybko. Jednym z elementów tejże książki są całkiem często wstawiane zdjęcia kotów. W niektórych przypadkach były idealnym uzupełnieniem książki, ale niekiedy miało się wrażenie, że wstawione są po to, by zapchać dziurę. Zdaję sobie sprawę, że brzmi to strasznie niemiło, ale takie odczucia mi towarzyszyły podczas czytania. Tak na koniec dodam, że po zakończeniu czytania tej pozycji, wybrałam jeden z jej elementów, który spodobał mi się najbardziej. I może wydać on się sprzeczny z tym, co napisałam o zachowaniu autorki, o jej ciapciatowatości, ale nie jest, gdyż jej w ogóle to nie dotyka. Mam na myśli to, iż postarała się opisywać koty i ich dalsze losy ze sporą dozą szczerości. Dodatkowo poświęciła całkiem sporo uwagi na zagadnienia związane z kociosferą, która w tego typu książkach powinna być nakreślona. Za to ma u mnie plus i pewnie z tego powodu przekażę ją w najbliższej przyszłości dalej do czytania.

Przeczytaj całą opinię
2015-10-17
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/191120

Polecam!

Jest to pozycja lepsza od niejednego "kociego" poradnika. Niezwykle interesująca książka utrzymana w formie dziennika, mnóstwo w niej cennych informacji i trafnych spostrzeżeń. Wspaniała książka nie tylko o kotach, ale też o poczuciu odpowiedzialności za los innych istot. Naprawdę warto przeczytać!

Przeczytaj całą opinię
2013-10-08
źródło: http://www.empik.com/p1079981241,ksiazka-p
z 4