Bogactwo i ubóstwo

Wydanie
Zysk i S-ka, Poznań, .
Liczba stron
508
Wymiary
14,5 × 20,5 cm
Oprawa
Miękka ze skrzydełkami
ISBN
9788377854952
Waga
0,62 kg
Język
polski
Tłumaczenie
Kropiwnicki Jerzy
więcej detali

Kategorie

Opis książki

„Postęp nie bierze się z wiedzy, lecz z ignorancji… przychodzi ten, który nie wie, że tego nie da się zrobić – i on właśnie to robi” George Gilder Gilder w swoje bestsellerowej książce Bogactwo i ubóstwo łamie wcześniej obowiązujące dogmaty w ekonomii. Interwencjonizm i pomoc społeczna okazały się nieskuteczne, generując coraz więcej wykluczonych. To człowiek i jego kreatywność jest źródłem bogactwa narodów, a nieskrępowana przedsiębiorczość dostarcza ekonomicznej siły i nadziei dla ubogich. Autorowi przyświecało głębokie przekonanie, że mentalność kapitalistyczna nie wyrasta z chciwości, tylko z pobudek bliskich altruizmowi. „Daj, a będzie ci dane” — oto dewiza „rasowego” kapitalisty, dzięki której nie tylko może on osiągać zyski, ale także przyczynia się do wzrostu gospodarczego. Żywy, publicystyczny język, ciekawe i przełomowe tezy nadały Bogactwu i ubóstwu miano „katechizmu kapitalizmu”, który stał się obowiązkową lekturą w czasach kryzysu. „Codziennie przed snem czytam dwie strony Biblii i dwie strony Bogactwa i ubóstwa George’a Gildera” Ronald Reagan „Gilder jest niezwykle inspirujący, nawet jeśli się z nim nie zgadzam. Przeważnie jednak przyznaje mu rację” Bill Gates

Opinie czytelników

(2.58)
13 oceny, w tym
2 opinie
5
0
4
0
3
1
2
1
1
0
Proszę , aby dodać opinię.
Twoja ocena
Tytuł opinii
Treść
Uwaga! Proszę wypełnić wymagane pola.

Książka merytorycznie na najwyższym poziomie, jednak język, którym operuje autor, jest ciężkostrawny - a wystarczyłoby budować mniej zdań wielokrotnie złożonych, wplatać mniej porównań i powtórzeń, by lektura stała się łatwiejsza w odbiorze.

Przeczytaj całą opinię
2016-01-29
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/116587

Czym jest bogactwo, a czym ubóstwo? Na pierwszy rzut oka, obie kojarzą się prosto: ze stanem posiadania. Wikipedia mówi na temat ubóstwa, iż jest to „stały brak dostatecznych środków materialnych dla zaspokojenia potrzeb jednostki, w szczególności w zakresie jedzenia, schronienia, ubrania, transportu oraz podstawowych potrzeb kulturalnych i społecznych”, bogactwo będzie więc jego przeciwieństwem. Czy jednak można to tak jednoznacznie określić? Czy stan, który dla jednego będzie biedą, dla innego nie może być pożądany jako o wiele lepszy od aktualnego? Po chwili zastanowienia można dojść do wniosku, że te pojęcia nie są ani tak jasno określone, ani tak proste, jak mogłoby się wydawać. „Bogactwo i ubóstwo” to książka podejmująca trudny temat zdefiniowania obu tych terminów i wyjaśnienia, jak mają się one do rzeczywistości. Biorąc pod uwagę różne systemy – najbardziej socjalizm, kapitalizm i liberalizm – omawia przyczyny obu stanów, ich przejawy i skutki, porównując je ze sobą. Autor szczególnie skupia się na kapitalizmie, i choć trudno wyczuć jakie naprawdę ma podejście do tematu, wnika głęboko do korzeni samego zjawiska, rozprawiając się nie tylko z jego technicznymi założeniami, ale przedstawiając też społeczne skutki przemian w obrębie systemu, podając konkretne przykłady. Ciekawym elementem jest analiza – w odniesieniu do przemian systemowych właśnie – modeli rodziny i jej zachowań, zmian pod wpływem wysokości zarobków, ilości osób pracujących i jakości ich pracy. Rozważone to zostało w kontekście nie tylko statystyk zawieranych małżeństw, rozwodów i ilości dzieci, ale też ogólnej satysfakcji z własnej sytuacji życiowej, ilości wolnego czasu i tego, jak jest on wykorzystywany, a nawet poziomu stresu. Zarówno pojęcie „ubóstwa” jak i „bogactwa” są w książce opisane osobno, o każdym z nich, szczegółowo, traktuje jeden rozdział, a raczej podrozdział, bo ujęto to głównie w odniesieniu do kapitalizmu, i to jedynie w Stanach Zjednoczonych, co oczywiście słabo przekłada się i na obecną chwilę (książka pochodzi oryginalnie z roku 1981 i nie była uaktualniania), i do rzeczywistości polskiej. Jest też przesycona ideałami autora i jego wizją przyszłości, co zwraca uwagę już po chwili czytania, choć osobiście zwaliłam to na początku na karb własnego, czasem zbyt sceptycznego, podejścia – pewne rzeczy brzmią zbyt pięknie, by były prawdziwe. Wyjaśnia się to, gdy uświadomimy sobie rok pierwszego wydania dzieła pana Gildera. I to też stanowi główny minus – idealizm i nieadekwatność przekonań, widoczne zwłaszcza w przykładach, przytaczanych w tekście. Pomimo świetnie, zdawałoby się, wykonanych obliczeń, omawianie małżeństw składających się z dwojga osób pracujących jako bardziej „optymalne” zarówno gospodarczo, jak i życiowo, i rzadziej prowadzących do rozwodów brzmi ładnie – pozornie - ale skąd taki wniosek? Ze źródeł z 1979 roku, kiedy rozwody były o wiele rzadsze nie tylko z czysto ekonomicznego punktu widzenia? Wyraźnie inne jest też podejście do pracujących kobiet, i o ile racją jest, że kobieta pracująca zawodowo ma mniej czasu na zajmowanie się domem, o tyle… chyba nie w ten sposób myślimy już. A już na pewno nie ograniczamy ról domowych do żony i gosposi, i nie traktujemy mężczyzny w domu jako osobnika ściśle skupionego wyłącznie na karierze. Amerykański ruch feministyczny zweryfikował zresztą te poglądy w ciągu kolejnych paru lat. Muszę przyznać, że książkę czytało się trudno. Z ekonomią nigdy nie miałam wiele wspólnego, sięgnęłam więc po „Bogactwo i ubóstwo” z przekonaniem, że wreszcie wyrównam braki w temacie, i… niezbyt mi się to udało. Nie jest tu przyczyną niedostatek informacji w tekście, bo jest ich tam solidna i odpowiednia do tematu dawka, okraszona hojnie cytatami i opatrzona bibliografią, jednak problemem stał się dla mnie już na początku styl pisania autora. W żadnym wypadku nie mogę określić książki jako podręcznika czy dzieła naukowego, bo w ostatecznym rozrachunku więcej w nim filozofii niż faktów, co wprowadza momentami chaos. Ponadto, specyfika poglądów autora i niejasność w sposobie ich wyrażania powodują zmęczenie, przez częste (i nieskuteczne zazwyczaj) próby domyślenia się, co właściwie miał on na myśli i co chce powiedzieć przez to, co powiedział - czy jego opis miał na celu pokazanie, że rzecz popiera, czy też nie, skoro neutralności nie można się w całości dopatrzeć? Książkę mogę polecić tylko osobom „siedzącym” w ekonomii – choć może nie przeczytają niczego nowego, to mogą skonfrontować założenia autora, poczynione ponad trzydzieści lat temu z sytuacją aktualną; zaprzyjaźnią się też z nią, z dobrym skutkiem zapewne, osoby mniej lub bardziej luźno interesujące się zagadnieniami ekonomicznymi. Za to przeciętnym czytaczom proponuję, by mierzyli siły na zamiary, stawiając za przykład siebie: po lekturze dobrych pięciuset stron rozprawy pana Gildera nie czuję się mądrzejsza ani nawet nieco bardziej „ogarnięta” w temacie, za to chaos w głowie mam zacny. I poczucie, że ekonomia to chyba jednak nie dla mnie jest. http://asafewarmplacewithbooks.blogspot.com/2015/05/od-definicji-do-rzeczywistosci-bogactwo.html

Przeczytaj całą opinię
2015-05-07
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/116587