Dwór mgieł i furii

Wydanie
Uroboros, .
Liczba stron
656
Wymiary
13,5 × 20,2 cm
Oprawa
Miękka
ISBN
9788328021754
Język
polski
więcej detali

Kategorie

Opis książki

Między światłem a ciemnością Nowa, jeszcze mroczniejsza i bardziej zmysłowa odsłona bestsellerowej serii Dwór cierni i róż Po tym, jak Feyra ocaliła Prythian, mogłoby się wydawać, że baśń dobiega końca. Dziewczyna, bezpieczna i otoczona luksusem, przygotowuje się do poślubienia ukochanego Tamlina. Przed nią długie i szczęśliwe życie. Sęk w tym, że Feyra nigdy nie chciała być księżniczką z bajki. Zresztą zupełnie nie nadaje się do tej roli. W snach wciąż powracają do niej wymyślne tortury Amaranthy i zbrodnia, którą popełniła, by się od nich uwolnić. Pragnący zapewnić jej bezpieczeńtwo Tamlin próbuje zamknąć Feyrę w złotej klatce. W jej nowym nieśmiertelnym ciele drzemią moce, których dziewczyna nie umie opanować. W dodatku o spłatę swojego długu upomina się największy wróg Tamlina – Rhysand, Książę Dworu Nocy. Zwabioną podstępem Feyrę raz w miesiącu okrywa mrok jego niebezpiecznego królestwa. To pewne, że władca ciemności będzie chciał wykorzystać ją do swoich celów. Chyba że… to nie Rhysand jest tym, kogo Feyra powinna się obawiać. Na Dworze Wiosny również bowiem nie jest bezpiecznie, a sam Tamlin ma przed ukochaną coraz więcej tajemnic. Czy rzeczywiście tylko po to, by ją chronić? Gdy nad Prythian i krainę ludzi nadciąga widmo wojny tak groźnej jak żadna dotąd, Feyra musi zdecydować, komu może ufać. Stawką jest życie jej rodziny i losy całego świata. A w magicznym świecie fae przyjaciele potrafią być bardziej niebezpieczni niż wrogowie. Nowa, jeszcze mroczniejsza i bardziej zmysłowa odsłona bestsellerowej serii Dwór cierni i róż! Nie zaśniesz, nim nie odkryjesz wszystkich sekretów!

Opinie czytelników

(4.48)
2023 ocen, w tym
180 opinii
5
139
4
32
3
7
2
2
1
0
Proszę , aby dodać opinię.
Twoja ocena
Tytuł opinii
Treść
Uwaga! Proszę wypełnić wymagane pola.

Po pierwszym tomie byłam bardzo sceptycznie nastawiona do drugiego tomu. Mimo wszystko ciekawość nie dawała mi spokoju i musiałam dowiedzieć się jak potoczyły się losy głównej bohaterki. I tutaj wielkie zaskoczenie! Drugi tom jest dużo lepszy od pierwszego. Nie mogła się oderwać od tej książki i czytałam ją po nocach. Świetna!

Przeczytaj całą opinię
2016-06-24
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4039467

Uwaga, spoiler! [pokaż]

AAAAAAAAAAAAA! To było piękne!!! O many, pierwsza część była jak dla mnie średnia, momentami porywająca, ale średnia ogólnie. Pisałam wtedy, że miłość Feyre i Tamlina jest dla mnie jakaś taka niewyczuwalna - i, kurde, miałam rację. To co się działo w tej części rozdziera serducho, składa je do kupy, by ponownie rozwalić je w drzazgi i zasiać cholerny niepokój. Rhys okazał się zupełnie innym gościem niż w pierwszej części, normalnie jak wtedy miałam ochotę go powiesić za flaki na żyrandolu, tak w tej części to prawie ideał - cudny chłop, coś wspaniałego. Ich więź z Feyre jest niesamowita do potęgi. Kilkukrotnie miałam wypieki na twarzy, potem szalałam ze strachu, potem łzy leciały ze smutku, a na końcu to aż się włosy z głowy chce rwać z niepokoju i szaleństwa. Zwariuję w oczekiwaniu na trzecią część (beczy bardzo głośno).

Przeczytaj całą opinię
2016-06-23
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4039467

Już dawno żadna książka mnie tak nie wciągnęła, zdecydowanie było warto sięgnąć po tą serię, choć przyznam, że kiedy przeczytałam o typowym trójkącie miłosnym "ten dobry-główna bohaterka-ten zły" byłam bliska zrezygnowania z lektury. Cieszę się jednak, że tego nie zrobiłam, ponieważ ten wątek jest świetnie poprowadzony, ani razu (co nie zdarza mi się często podczas czytania tego typu lektur - dlatego też z reguły wolę ich nie czytać) nie byłam zirytowana postawą głównej bohaterki. Sama akcja również jest bardzo ciekawa, każdy wątek dobrze wytłumaczony, ale zdarzają się również momenty kompletnego zaskoczenia. Zdecydowanie polecam każdemu miłośnikowi dobrego romansu połączonego z fantastyką. A jeżeli po przeczytaniu pierwszej części ktoś miał wątpliwości co do czytania kolejnej - zróbcie to koniecznie, nie zawiedziecie się (zwłaszcza jeśli ktoś już zdążył pokochać Rhysa - ale dla zachęty nic więcej nie dodam ;))!!

Przeczytaj całą opinię
2016-06-11
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4039467

Po prostu rewelacja <3

Przeczytaj całą opinię
2016-06-02
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4039467

[ http://room6277.blogspot.ie/2016/05/a-court-of-mist-and-fury-sarah-j-maas.html ] To nowe piekło. Nowy wymiar koszmaru.* Według mitu, raz na kilka miesięcy mrok miał okrywać Persefonę. Odchodziła od świata wiosny żyjącej w kwiatach, rozkwitającego życia i blasku dnia, a witał ją świat wiecznej nocy, sekretów otulonych w ciemność i gwiazd skrzących się w oddali. Ci, którzy ją tracili – rozpaczali, a ci, którzy ją przyjmowali, świętowali. Rozdarta pomiędzy skrajnościami, nie należała do nikogo i należała do wszystkich. Uprowadzona, zwabiona podstępem, przekazywana z rąk do rąk pieczęć umowy pomiędzy bogami. Według mitu… ale to wcale nie było tak. Kolejny retelling, kolejne spojrzenie na historię Persefony i Hadesa. Tym razem spleciono ją z baśnią o Pięknej i Bestii, którą poznaliśmy we „Dworze Cierni i Róż". Sarah J. Maas sięga do tego, co znane i można by pomyśleć, że brakuje jej pomysłów na oryginalną opowieść, ale w tym przypadku zupełnie nie o to chodzi. „A Court of Mist and Fury” to dowód na to, że jej wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach. Persefona znała zarówno światło, jak i cień. Która z tych krain była jej bliższa? Jaką decyzję podjęłaby, gdyby otrzymała szansę na decydowanie o sobie? A gdyby w jej historii pojawiła się nić, której nikt wcześniej nie dostrzegał? Maas tworzy zupełnie nową historię, wywracając do góry nogami to, czego do tej pory byliśmy pewni. Nie tyle czerpie z mitu, ile inspiruje się tym, co mogłoby być. Wszelkie nawiązania są tak subtelne, że nie ma mowy o znudzeniu i przewidywalności (bo skoro to retelling, to na pewno konstrukcja historii jest taka sama i nic mnie nie zaskoczy). Podobnie było w pierwszym tomie - podstawa została pokryta warstwami oryginalnych rozwiązań i trzeba było dokopać się naprawdę głęboko, by znaleźć źródło inspiracji. Tutaj tradycyjnie powinno pojawić się nakreślenie fabuły oraz tłumaczenie anglojęzycznego opisu, ale ponieważ „Dwór Cierni i Róż” wydano w Polsce stosunkowo niedawno, wprowadzenie do drugiego tomu byłoby naszpikowane niewybaczalnymi spoilerami. Wystrzegajcie się opisów i streszczeń „A Court of Mist and Fury”, jeśli pierwszy tom macie dopiero w planach, albo jesteście w trakcie lektury, bo naprawdę zepsujecie sobie całą frajdę. Maas nad wyraz zręcznie kreuje klątwy, może dlatego one jej samej nie dotykają. Słaby drugi tom? Syndrom kontynuacji albo środkowej powieści? Nie, nie i nie. W tym przypadku, i piszę to z pełnym przekonaniem, „A Court of Mist and Fury” jest lepsze od „Dworu Cierni i Róż”. Obawiałam się, czy autorka podoła, czy będzie miała pomysł na dalszą kreację świata i poprowadzenie wątków, ale teraz już wiem, że w przypadku tej autorki nie ma się czego obawiać. Właściwie to nawet doszłam do wniosku, że Maas dopiero teraz rozwinęła skrzydła, że od początku miała konkretną wizję, którą pragnęła zrealizować i już pierwszy tom pisała podekscytowana z myślą „już nie mogę się doczekać, aż zabiorę ich w głąb świata Fae”! A czego w tym świecie nie ma… Są prastare opowieści, namiętności rujnujące dwory, zabójcze intrygi – i mnóstwo barw. Kraina Fae jest niesamowicie zróżnicowana, barwna i tętni od magii. Tyle w niej baśniowości, ile okrucieństwa. Lektura tej powieści to w gruncie rzeczy wyprawa oferująca mnóstwo wrażeń i trudno opowiedzieć o niej komuś, kto jeszcze jej nie przeżył. Z kolei ci, którzy mają ją za sobą, są niczym tykające bomby, bo tłamszą w sobie wszystkie te uczucia i przemyślenia, i wybuchają wtedy, gdy spotkają drugą bombę. Podczas recenzowania pierwszego tomu nieśmiało zaliczyłam serię do gatunku New Adult fantasy – w grę wchodził przede wszystkim wiek bohaterki oraz subtelna erotyka. Druga część zdaje się mocniej podkreślać swoją przynależność gatunkową. Nie ma mowy, żeby określać ją jako Young Adult, nie przy tym napięciu erotycznym, flircie czy scenach seksu. Rzecz jasna nie jest to erotyk pełną gębą, Maas raczej rzuca garść odważniejszych „momentów” i nie zgrywa drugiej E.L. James, ale nie da się ukryć, że jest doroślej, namiętniej, a między bohaterami iskrzy i o tym iskrzeniu można by długo opowiadać. Niektóre sceny są wręcz ciężkie od emocji i pożądania, w pełni przekonując nas, że ta para jest dla siebie stworzona. Chemia napędza historię i nim się spostrzeżemy, jesteśmy tak zaangażowani w losy Fae, że i nasze serca zaczynają mocniej bić. Po tym, co ją spotkało, Feyre nie mogłaby być tą samą osobą. I nie jest. „A Court of Mist and Fury” to również plejada interesujących bohaterów, wśród których prym wiedzie dziewczyna, której największą zbrodnią była walka o przetrwanie. Feyre zmieniła się – jest złamana, ale stara się być silna. Musi odnaleźć swoje miejsce wśród wiekowych, doświadczonych graczy, którzy nie obawiają się kruchości ludzkiego życia. Przemiana dziewczyny, wyraźnie zaznaczona na kartach powieści, na pewno zjedna jej kolejnych sympatyków. Feyre nie już jest bezwolną marionetką, nie jest Persefoną wyrywaną z rąk do rąk przez siły wyższe. Drugi tom wielu bohaterom upływa pod znakiem metamorfoz. Ci, których znamy, zmieniają się, gdy na scenę wkraczają nowe postacie. Niektórych możecie w ogóle nie poznać. Ach, ten dreszczyk emocji związany z dwulicowością, fascynującymi intrygami i kolejnymi tajemnicami! Wasza sympatia i niechęć będą wystawione na ciężką próbę, uwierzcie mi na słowo. I nadszedł finał… Finał, który sprawił, że miałam ochotę rwać włosy z głowy i nie mogłam zasnąć w nocy, bo obmyślałam plan machiny umożliwiającej podróże w czasie. Żądam trzeciego tomu tu i teraz! Cudowne, upiorne, perfekcyjne (jak cała powieść) zakończenie jest idealnym zwieńczeniem „A Court of Mist and Fury”. Emocje sięgają zenitu, a ciekawość i ekscytacja związane z trzecim Dworem to najlepsza rekomendacja. Z czytelników, którzy skończyli „A Court of Mist and Fury”, Sarah J. Maas może stworzyć sobie nowy dwór: Dwór Kaca Książkowego, który to będzie najpotężniejszym dworem we wszystkich krainach wyobraźni. Nie wiem, jak wytrzymam do premiery trzeciego tomu (no dobrze, wiem – zachomikowałam dotychczas wydane tomy „Szklanego Tronu” i na czas oczekiwania będą jak znalazł). Kapitalna kontynuacja udanego „Dworu Cierni i Róż” w pełni zaspokaja czytelniczy apetyt, jednocześnie budząc głód kolejnych tomów. ____________________ *„A Court of Mist and Fury” str. 599, tłumaczenie własne.

Przeczytaj całą opinię
2016-05-30
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4039467

Uwaga, spoiler! [pokaż]

Po tym co Feyre i Tamlin musieli przejść na dworze pod górą, zasługiwaliby na szczęśliwe zakończenie. Dzień ślubu nadchodzi coraz bliżej i bliżej, a Feyre zdaje sobie sprawę, że nie jest gotowa na taki krok. Podczas tego jak Feyre idzie do ołtarza, lord nocy Rhysand zjawia się, aby zarządać swoją część zapłaty za pomoc, którą dostarczył Feyre na dworze pod górą. Druga część nie jest gorsza od pierwszej, lecz w końcu zmęczyłam się stylem Maas. Książka jest bardzo przewidywalna, jakkolwiek przyjemna do czytania. Jeżeli chcecie się dowiedzieć o dalszych losach Feyrre, to polecam, ale nie jest to pozycja obowiązkowa!

Przeczytaj całą opinię
2016-05-21
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4039467

Niedosyt. To właśnie czuję po przeczytaniu tej książki. Sarah ma tę niesamowitą zdolność rozwijania coraz lepiej swoich historii z każdym następnym tomem. Szczerze mówiąc, czytając pierwszy tom – „Dwór cierni i róż” – przez ponad połowę książki trochę się nudziłam. Postać Tamlina niezbyt przypadła mi do gustu, miałam także mieszane uczucia, co do głównej bohaterki. Zdecydowałam się sięgnąć jednak po kolejny tom przede wszystkim ze względu na Rhysanda, postać, która zaciekawiła mnie najbardziej. Arogancki, bezwzględny i potężny, ale także tajemniczy fae wysokiego rodu, władca Dworu Nocy. W drugim tomie poznajemy go lepiej, jego sekrety, przyczyny wszystkich działań, jego przeszłość. Wydaje mi się, że jest on obok Feyre kolejną główną postacią i być może w trzecim tomie cyklu doczekamy się więcej rozdziałów z jego punktu widzenia, skoro w tym otrzymaliśmy jeden. W drugim tomie (uwaga na spoilery) – „A Court of Mist and Fury” – główna bohaterka zaczęła się zmieniać, rozwijać i muszę przyznać, że w bardzo dobrym kierunku. Jak to zostało w książce dobitnie podkreślone, ta ludzka dziewczyna, którą była, umarła w Dworze pod Górą. Narodziła się nieśmiertelna fae ze śmiertelną duszą. Feyre na początku jeszcze nie do końca wie, kim chce być, ale za to doskonale zdaje sobie sprawę z tego, kim być nie chce. Nie odpowiada jej rola „zwierzątka” wysokiego władcy, zamkniętego w złotej klatce. Ona chce brać czynny udział w wydarzeniach, jakie mają miejsce w Prynthianie, chce stawić czoło zagrożeniom, tak jak zrobiła to w Dworze pod Górą, przeciwstawiając się Amarancie. Niestety Tamlin nie potrafił tego zrozumieć, uszanować jej pragnień. Wydarzenia spod Góry złamały ich oboje i mimo iż walczyli o swoją miłość, koszmar, przez który oboje przeszli bardziej ich od siebie odseparował, aniżeli zbliżył. Jeśli chodzi o moją opinię, to z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że dobrze się stało. Ich „miłość” wydała mi się taka strasznie pusta, zupełnie bez polotu. Ludzka Feyre kochała Tamlina, który zapewnił jej opiekę i bezpieczeństwo, lecz Feyre fae ma zupełnie inne uczucia, pragnienia i potrzeby. Jako, że Feyre zawarła z Rhysandem umowę, musi spędzać jeden tydzień w miesiącu w jego dworze. O ile Dwór Wiosny wydaje się być pusty, obcy, o tyle zupełnie inne odczucia miałam czytając opis Dworu Nocy. Autorka sprawiła, że zapragnęłam się tam znaleźć, poczuć to, co Feyre, zobaczyć to, co ona. Poznać bliżej dom Rhysanda, a także jego przyjaciół. Maas wprowadziła w tym tomie kilka postaci, które wydały mi się o wiele przyjemniejsze i dużo bardziej ciekawsze niż Tamlin. Tak, tak nie lubię Tamlina, czy już o tym wspominałam? Całe szczęście, że autorka oszczędziła bólu czytania o nim, ponieważ praktycznie przez ¾ książki jest nieobecny, ustąpił pola innemu bohaterowi – Rhysowi. Im bardziej zagłębiałam się w książkę i poznawałam go bliżej, tym mocniej, tak samo jak główna bohaterka, przywiązywałam się do niego. Teraz już rozumiem, dlaczego jest on najbardziej ulubioną postacią samej Maas w całym cyklu. Jakie było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że więź między nim a Feyre jest mocniejsza i bardziej złożona od zawartego przez nich układu, a sam Rhysand poznał Feyre dużo wcześniej niż Tamlin, śniąc o niej, lub marząc – w zależności od tego, jak przetłumaczy się słowo dream. Dzięki temu pierwsze wypowiedziane do Feyre zdanie, gdy się spotkali podczas zabawy w Noc Ognia „Tutaj jesteś. Szukałem cię” nabiera zupełnie nowego znaczenia i chwyta mocno za serce. Ich relacja jest dużo bardziej złożona, głębsza, taka… prawdziwa, że nie mam wątpliwości, iż większość czytelniczek nie będzie zawiedziona tym jak potoczyły się ich losy. Co do Tamlina, to chyba najlepiej podsumuje ich relacje ten cytat: „Jeśli mnie stąd zabierzesz – wysyczałam w stronę Tamlina – jeśli rozdzielisz mnie z moim towarzyszem, zniszczę cię. Zniszczę twój dwór i wszystko, co jest ci bliskie.”. Kiedy to przeczytałam, aż ciarki przeszły mi po plecach, ale najbardziej wstrząsnęła mną końcówka: „Za późno. Tak cholernie za późno. Jednak wsparłam głowę na jego ramieniu, a on objął mnie w talii i poprowadził w stronę domu. – To nie ma znaczenia. Teraz jestem w domu. – Na zawsze – obiecał. – Na zawsze – powtórzyłam, rzucając okiem za siebie, gdzie na żwirowanym podjeździe wciąż stał Lucien. Poczułam na sobie jego spojrzenie. Twarz miał jak z kamienia. Jak gdyby przejrzał każde moje kłamstwo. Jak gdyby wiedział o drugim tatuażu, ukrytym pod rękawicą i zaklęciem, które na nim utrzymywałam. Jakby wiedział, że wpuścił lisa do kurnika. I nie mógł nic z tym zrobić. Nie, jeśli chciał jeszcze kiedykolwiek zobaczyć swoją towarzyszkę – Elainę.”. Kto tu jest czyim wrogiem i dlaczego? Z pewnością Maas nieco namieszała. Jedno jest pewne, karty już od dawna rozdaje pewien król Hybernii i wierzcie mi spotkanie z tym typem nie będzie należało do przyjemnych. Za to siostry Feyre zyskały w moich oczach, zwłaszcza Nesta i no cóż, teraz także one zostały włączone do gry. W jaki sposób? O tym już lepiej przeczytać, gwarantuję, że warto dać szansę temu cyklowi. Ja nie mogłam się oderwać.

Przeczytaj całą opinię
2016-05-07
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4039467

Uwaga, spoiler! [pokaż]

Jak dotąd najlepsza powieść pani Maas, (przebiła nawet 4 część szklanego tronu) :) O ile pierwsza część momentami mnie nudziła, tutaj nie mogłam się wręcz oderwać. Prawdopodobnie może być to zasługa tego, że Tamlin zszedł gdzieś na 2, 3 plan, parę razy było wspomniane jego imię, ale osobiście pojawił się na początku i na końcu. Co jest dla mnie wręcz wspaniałe, bo nigdy za tym facetem nie przepadałam, jego postać mnie w 1 części zwyczajnie irytowała, i prawdę mówiąc nie zmartwiłabym się gdyby zginął w trakcie finałowych scen ACOTAR :P Także można śmiało powiedzieć, że byłam TeamRhysand już przed lekturą, natomiast po niej... Kocham Rhysa i Feyre razem, absolutnie uwielbiam ich relacje <3 Nie mogę uwierzyć, że skończyło się to tak szybko, a teraz pozostaje czekać na kolejną część, mam nadzieję że równie dobrą, albo nawet lepszą :) Polecam, zdecydowanie lepsza od części 1 :)

Przeczytaj całą opinię
2016-05-07
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4039467

Uwaga, spoiler! [pokaż]

Pierwsza część ACOTAR była naprawdę świetna. Nie byłam pewna, czy "A Court of Mist and Fury" dorówna poprzedniej części, ale teraz mogę zdecydowanie stwierdzić, że jedynie podniosła poprzeczkę w górę. Historia z Amaranthą została domknięta, teraz Feyre mieszka razem z Tamlinem - ale nie może to być takie proste i życie tam przestaje jej pasować, nie odpowiada jej zachowanie Tamlina. Tu pojawia się Rhysand, i to właśnie do niego przenosi się Feyre. Autorka wprowadza nas w nowy konflikt - król Hybernii już od dłuższego czasu coś planuje i rezultaty mogą okazać się naprawdę fatalne… W ACOTAR zawsze mi coś w Tamlinie nie pasowało, a w tej części ze strony na stronę irytował mnie coraz bardziej. Na szczęście do akcji wkracza Rhys - jest moim faworytem, zawsze był, a w ACOMAF okazał się naprawdę wspaniałym bohaterem. Feyre wciąż uwielbiam - podoba mi się jej charakter, a w szczególności fakt, że potrafiła zdecydować, co tak naprawdę jest dla niej dobre. Na co tak naprawdę zasługuje - to ważne, a brakuje nam takich postaw w literaturze. Zostając przy bohaterach, Inner Circle Rhysa jest równie wspaniałe i całą nową czwórkę bohaterów polubiłam już od samego początku. Dużym plusem powieści - przynajmniej dla mnie - jest to, że romans został zsunięty na zdecydowanie dalszy plan. Historia Feyre i Tamlina zawsze wydawała mi się przyspieszona, sztuczna. W ACOMAF autorka powoli buduje relację między Feyre i Rhysem, i to takie historie uwielbiam najbardziej. Subtelnie, bez niepotrzebnego przyspieszania wszystkiego. Pod tym kątem było naprawdę świetnie. Jeśli chodzi o akcję samą w sobie, również jestem naprawdę pod dużym wrażeniem. Książka jest całkiem pokaźniej długości, ale nie przypominam sobie żadnego rozdziału - żadnej strony - przy której bym się w jakikolwiek sposób nudziła. Całość rozgrywa się płynnie, z punktami kulminacyjnymi w odpowiednich momentach. Historia intryguje, wciąga, praktycznie nie można się oderwać - na tyle, że nawet się nie zauważa, gdy zarywa się niemal całą noc, czytając. Krótko mówiąc, "A Court of Mist and Fury" to naprawdę, naprawdę genialna książka, dopracowana pod praktycznie każdym względem - wielkie brawa dla autorki. Zdecydowanie polecam wszystkim! Teraz pozostaje tylko czekać na kolejny tom…

Przeczytaj całą opinię
2016-05-06
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4039467

Cała bezspoilerowa opinia (i więcej pisków zachwytu) --> http://nocnycien.blogspot.de/2016/05/to-stars-who-listen-czyli-court-of-mist.html Wczoraj wieczorem SKOŃCZYŁAM czytać "A Court of Mist and Fury" SJ Maas. I już żałuję, tak bardzo żałuję, że sięgnęłam po tę powieść tak szybko. :( Ta książka jest niesamowita. Po prostu nie wiem co innego mogłabym Wam tutaj napisać. Przez pierwsze 100 stron tylko siedziałam i się wściekałam na Feyre, ponieważ była Tak - Bardzo - Denerwująca!, aż tu nagle, tak po prostu, wpadłam. Wciągnęłam się. Zaczęłam czytać na jednym oddechu. ‪ACOMAF‬ oczarował mnie na wiele nowych, intrygujących sposobów. Nawet nie podejrzewałam, że czytanie tej części sprawi mi tyle radości, a co dopiero, że cała seria ‪ACOTAR‬-u stanie się moją ulubioną historią stworzoną przez SJ Maaas. Tak dokładnie. Bardzo przepraszam Celaeno, bo - chociaż wciąż pozostaję wierna ‪#‎TeamRowan‬ - Fayre wygryzła cię z biznesu. ALL THE COURT FEELINGS, moi drodzy, ALL THE COURT FEELINGS! No i oczywiście The Night Court. Totalnie kocham. Sarah J Maas‬ wykorzystała każdy możliwy sposób, żeby the Night Court stał się najbardziej z niesamowitych, tajemniczych i fascynujących dworów. <3 Już nawet nie wspominając o Rhysandzie i tych wszystkich nowych, charakternych bohaterach oraz porywających wydarzeniach. Pozostaję ‪#‎TeamRhysand‬. Możecie sobie zabrać Tamlina, ja tam zaklepuję Rhysa.

Przeczytaj całą opinię
2016-05-06
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4039467
z 18