Gottland

Wydanie
Czarne, Wołowiec, .
Liczba stron
248
Wymiary
12,5 × 19,5 cm
Cykl
REPORTAŻ
Oprawa
Miękka ze skrzydełkami
ISBN
9788375361674
Waga
0,29 kg
Język
polski
więcej detali

Kategorie

Opis książki

"Wybór znakomitych reportaży poświęconych Czechom, uwikłanym w czasy, w jakich przyszło im żyć. Czechosłowacja i Czechy - Gottland - to kraj horroru, smutku i groteski. "Gottland" Mariusza Szczygła nie ma nic wspólnego ze stereotypową opowieścią o kraju wesołków, zabijających czas przy piwie. Aktorka Lida Baarova - kobieta, przez którą płakał Goebbels; rzeźbiarz Otakar Szvec – twórca największego pomnika Stalina na kuli ziemskiej, który nim skończył dzieło, postanowił się zabić, autentyczna siostrzenica Franza Kafki, która do dziś żyje w Pradze; piosenkarka Marta Kubiszova, której komunistyczny reżim na 20 lat zabronił śpiewać i skasował nagrania z radiowych archiwów; legendarny producent obuwia Tomáš Bata, który stworzył kontrolowane przez siebie miasto na 10 lat przed pomysłami Orwella; pisarz Eduard Kirchberger, który stworzył siebie na nowo i został Karelem Fabianem oraz wielu innych – to bohaterowie tej książki. Poprzez ich barwne życiorysy Mariusz Szczygieł opowiada o czasach, w jakich przyszło im (i nam) żyć. Opowiada o wygórowanej cenie, jaką musieli zapłacić za pozornie nieważne decyzje, o tragicznym splocie przypadku i przeznaczenia, kształtującym życie całych pokoleń. "Mądra, ciekawa i potrzebna książka. Poprzez opowieść o losach ludzkich, Szczygieł opowiada skomplikowane dzieje naszych południowych sąsiadów. Zafascynowany niepowtarzalną czeską kulturą i obyczajowością, zmysłem ironii, humorem i sarkazmem, przypomina czeskie spotkania z *historią spuszczoną z łańcucha"". Czytamy te opowieści przez pryzmat własnych losów, co czyni lekturę jeszcze bardziej zajmującą. Losy mieliśmy podobne, a jak bardzo odmienne. Pasjonująca książka". Adam Michnik "Świetna książka. Potwornie przygnębiająca panorama czeskich losów XX wieku. (Obejmuje też wiek nowy, który równie przygnębia). To, co mnie zawsze w czeskim losie pociągało, to nieustanna, dynamiczna, tragiczna i zarazem śmieszna niejednoznaczność. Mariusz Szczygieł wychodzi z tradycji polskiego reportażu i na tę właśnie niejednoznaczną czeskość nakłada swoją metodę. Efekt jest bardzo mocny, oryginalny, zaskakujący. Dla mnie większość tych obrazów ma ewokującą siłę. Od dawna nie odbyłam równie intensywnej podróży do moich młodzieńczych doświadczeń, pytań i fascynacji. Ale ich lektura wprawiła mnie w głęboki smutek. Czekam na drugą część tych reportaży - esejów - opowiadań (bo i gatunek nie jest do końca określony) w nadziei, że możliwe jest jakieś katharsis, że może z pułapki tego środkowoeuropejskiego losu można się wyplątać." Agnieszka Holland "To nie jest książka, to klejnot". "Le Figaro" "Wielka literatura pod płaszczykiem reportażu". "Wiener Zeitung" "Halucynacyjne bajki pełne niepokoju". "Liberation" Książka Gottland w trzy lata po pierwszym wydaniu w 2006 roku została przełożona na 9 języków. Znalazła się w finale Nagrody Literackiej Nike 2007. Otrzymała: Nike Czytelników, Nagrodę Warszawskiej Premiery Literackiej – Książka Roku 2007, Nagrodę Beaty Pawlak 2007; Gratias Agit 2009 (w Czechach); Prix Amphi 2009 (we Francji). W grudniu 2009 przyznano jej w Brukseli Nagrodę Europejskiej Książki Roku (European Book Prize 2009), której patronuje Parlament Europejski, a jurorami są krytycy i publicyści z krajów członkowskich Unii.

Opinie czytelników

(3.89)
7273 ocen, w tym
288 opinii
5
120
4
138
3
25
2
3
1
2
Proszę , aby dodać opinię.
Twoja ocena
Tytuł opinii
Treść
Uwaga! Proszę wypełnić wymagane pola.

Pamiętam, że już pierwszy reportaż "Ani kroku bez Baty" wyrzucił mnie z butów. Nie, nie chodzi o treść, choć ta, owszem, jest ciekawa, ale o styl i te krótkie zdania. Jak serie z karabinu. Zapadające w pamięć. Pozostające. Zmuszające do myślenia. Potem było coraz ciekawiej, a Szczygieł coraz bardziej mnie zaskakiwał. Po "Gottlandzie" uświadomiłem sobie, a po kolejnych lekturach ugruntowałem przekonanie, że jest on absolutnie wybitnym reportażystą. Trudno było mi to zrozumieć, bo w pamięci miałem go głównie, jako bardzo miałkiego prowadzącego talk show "Na każdy temat". Widać jednak, że z pozoru najbardziej infantylne pytania "Naprawdę? Tak po prostu wstawiła pani wodę na herbatę? I co było potem?" są kluczem do potem świetnie opowiedzianych historii. "Gottland" ma oczywiście jeszcze jedną kapitalną wartość - przybliża nam Czechów. Sąsiadów, z których lubimy się śmiać i czujemy się od nich lepsi. Bo są mniejsi, bo mają śmieszny język, bo Niemców w Pradze witali kwiatami... Szczygieł pomaga ich zrozumieć. Ich mentalność, spokój, dystans, luz i humor. Wszystkie te wartości, które sprawiają, że Czesi pozostaną na zawsze... Czechami.

Przeczytaj całą opinię
2017-03-30
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/49798

Fenomenalnie się czyta. Ciekawy ale też przerażający obraz Czechosłowacji w czasach komunizmu

Przeczytaj całą opinię
2017-03-19
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/314288

Wyjątkowa i świetnie napisana książka, która pozwoliła mi spojrzeć inaczej zarówno na naszych sąsiadów, jak i na Mariusza "A co na to rodzina, znajomi" Szczygła. Gratuluję autorowi lekkiego pióra, umiejętności otwartego patrzenia na świat i poczucia humoru. Obowiązkowa pozycja dla ciekawych świata.

Przeczytaj całą opinię
2017-03-02
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/314288

"Koledze, który od lat pisze o katach i ofiarach stalinizmu, opowiadam o ich niechęci do pamiętania. - To ze strachu - mówi Piotr Lipiński. - Po pięćdziesięciu latach? Dziś, gdy nie powinni się niczego bać? - Wszyscy, których spotkałeś, mają koło osiemdziesiątki. Ostatnie piętnaście wolnych lat to w ich życiu epizod. Zbyt krótki, aby nabrać pewności, że to już stan trwały i niezmienny. Pomnik Stalina w Pradze istnieje."

Przeczytaj całą opinię
2017-02-01
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/49798

Kocham Czechy :)

Przeczytaj całą opinię
2017-01-30
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/314288

Zupełnie zaskakujące spojrzenie na kraj, którego już nie ma na mapie, a wspomnienia z niego są często zakłamane lub wybrakowane. Kiedy myślimy o obywatelach Czech, wyobrażamy sobie przyjaznych ludzi z kolorowego kraju, którzy robią świetne piwo i wydali na świat Krecika. Nic bardziej mylnego! Reportaże są w większości zwięzłe i treściwe. Wszystkie, bez wyjątku, zmieniają obraz świata czytelnika. Koniecznie!!!

Przeczytaj całą opinię
2017-01-22
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/314288

Kapitalna książka! Niesamowite historie ludzie, którzy mieszkają (mieszkali) bardzo blisko, a tak niewiele o nich wiemy. Przeszli przez "komunę" jak Polacy, a jednak wyglądało to u nich inaczej. Dodatkowo niesamowita "Baty"... Książka ma jeden mankament - jest za krótka!

Przeczytaj całą opinię
2017-01-11
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/314288

Z mojego zadurzenia do Czechów, nawet zakochania, już się wyspowiadałem. Na stronach lubimyczytac. Przy okazji recenzowania powieści Milana Kundery „Nieznośna lekkość bytu”. Że niby za odwagę, za pragmatyzm, za lekkoduszność (jest takie słowo?). Bo nie warto inaczej. Czesi mnie kręcą. Prawidłowo i praworządnie brzmiałoby, że kręcą mnie Czeszki, hehehe. I kto uważa, za idiotę, debila, kretyna, Szwejka, od mojej opinii niech ucieka. Ucieka, jako i ja przed nim uciekałem. Oj uciekałem… A mnie ten diabelny Hasek dogonił. I wytaplał w błocie. Bagnie. Mojego ego. Mojego zarozumialstwa. Mojego jestestwa. Mojej złudnej „męskości”. Mojego samouwielbienia. Tak jak cholerny Szczygieł. Tymi swoimi, cholernymi reportażami. I przyznam, znowu to zrobiłem, nie zajrzałem, nie zapoznałem się, nie przeczytałem, opinii. Na bogini!, wśród mych „ulubionych” stron internetowych: LC. Bo może gdybym przeczytał, nie sięgnąłbym. Bo odważny to ja nie jestem. Tchórz. I tyle. Bo pomyślałem. Ech tam, co taki Mariuszek Szczygieł, może mi zrobić, nic. Czytałem już „Zrób sobie raj”, a jakże! Leciutkie, sprawnie napisane, podobało się. Po tych wszystkich, ostatnich pozycjach recenzowanych, niektórych, beletrystycznych, średnich, kiepskich, żałosnych… (patrz na mój profil i oceniaj, oceniaj, oceniaj… ;-) moje ego tego łaknie :-). No co? A nic! Że niby „Szczygiełek” ciut poruszył mój system kompilacji (istota ludzka nie myśli, kompiluje ;-). Ale siem pomyliłem. Bo Mariusz Szczygieł zagłębił się. Wstecz. Dwa wieki. Wiek. I bliżej też. Zagłębił się. A ja z nim. On uzbrojony. Ja nie. Nie miałem akwalungu, bo kto się spodziewał? Nie ja. Miało być lekko, jak w „Lekkości…” Milana ;-))) I Czeszki. Piękne i chętne. Wkurwiające siedzących w czołgach i wozach bojowych, rosyjskich „sołdatów”, pocałunkami złożonymi na ustach nieznajomych, przygodnych Czechów, obnażonymi cyckami, z drwiącymi ustami złożonymi w niemy przekaz: na pohybel, wam, (przerażonym narzuconymi ideami), skurwysynom! Nie ma lekko. Tonąłem. Łaknąłem tlenu. Otumaniony. Jego brakiem. Potrzebowałem powietrza. Ale cholerny Szczygieł nie pozwolił. Na choćby jeden haust. I brnąłem tak. Pół martwy. W półśnie. W pół jawie. Przerażony. I szczęśliwy. Jak na haju. Cholerny drań… A zaczął, niwecząc wszystko, co wiedziałem do tej pory, o samodoskonaleniu, o samorealizacji, o samodochodzeniudowykurwistegohajcu.com (nie szukać, nie wiem czy taka strona istnieje ;-))) Zdetronizował Tracy’ego, Kiyosaki’ego, a nawet Robbins’a Anthony’ego, naprawdę, sam w to nie wierzę, (nie dotyczy Ciebie, Mateuszu (Grzesiak) jesteś poza „rozgrywką”, napisałeś piękną „rzecz” „Ego-rcyzmy” – dziękuję!, ale reszta to „shit”, jak wszystko innych;-). Zaczął nasz Mariusz Szczygieł od czeskich przedsiębiorców, męskich potomków szewca, rodziny Bata. Czytałeś „bożyszczy” motywacyjnych, których wymieniłem wyżej? Nie znasz czeskiego szewca o nazwisku Bata i jego potomków? Nie wiesz na ten temat nic. Absolutnie nic. I tu było nawet nieźle. Wystarczyła fajka do nurkowania. Lub dłuższe wstrzymanie oddechu. Na poziomie wydolności poławiaczy pereł, hehehe. I nie, nie byli oni dobrzy, ci Bata, ani fajni. Oj nie. Tego akurat Mariusz nie rozlicza. Jest reporterem. Jego rola to ukazanie. Nie ocenianie. I z tego się wywiązuje. Ja sobie mogę. Oceniać. I to robię. Kiedyś, pewną piękną i młodą istotę uczyłem, że żeby do „czegoś” dojść, naprawdę dojść, jest tylko jedna droga, być fanatykiem tego „czegoś”. Nadal czuję do siebie wstręt, pomimo, że miałem rację ;-) Potem to już głębia, prawdziwa, czarna, brak tlenu, brak szans, brak nadziei. Na cokolwiek. Bo potem jest czerń prawdziwa - nazizm, komunizm, ciut demokracji, równie obrzydliwej i zakłamanej, a tfuj… I są zbrodnie, zbrodnie, zbrodnie. Bo są Czesi, którzy, pomimo mego do nich uwielbienia, nie jestem ślepy, zhańbili się zbrodnią, „zabijania” książek. Może to i lepsze niż nazistów i inkwizycji ich palenie. Może to lepsze. „Ludzkości” z „przemielonych” zdań, akapitów, myśli… coś z tego przemielenia zostaje… choćby papier toaletowy. Jakże niezbędny. Cóż… I jest Goebbels, jest Hitler, jest zdrada aliantów (skąd my to Polacy znamy?), i nie martwmy się, jesteśmy i my Polacy (1968) a jakże ;-), jest największy z największych pomników Stalina (gdzie rżałem do utraty tchu), jest piękna Lidia Baarová, której przyznam nie znałem, jest Josephine Baker i jej cycuszki (cycuszki, zwrot zamierzony, hehehe), jest Bohumil Hrabal, jest Milan Kundera, jest Karel Gott, jest wielu, wielu innych, i jest porno, którego nie było, są wypowiedzi, być może spreparowane, są podsłuchy, jest SB, jest skurwysyństwo, jest skurwysyństwo, jest skurwysyństwo, upsss, zapomniałem się… to przecież portal literacki. Ale to wszystko wina Mariusza Szczygła. Pociągnąć do odpowiedzialności!!! I to wszystko przejmujące. Ludzkie. Indywidualnie potraktowane. Indywidualnie pokazane. Znakomicie. Reportersko. Beznamiętnie. Boleśnie. Ja tam byłem. Byłem tam!!! Dzięki niemu. Czy mu dziękuję? Mariuszu, czy Ci dziękuję? No nie wiem. Bo widziałem, na własne, przez Twoje oczy, zakłamanie i kłamstwo, udrękę i boleść, rozpacz i przerażenie, zabójstwa i morderstwa, brak miłości i nienawiść. Nienawiść! Oglądałem to!!! Ten kurewski, ludzki świat, ten niewyobrażalny brak nadziei. Tam chciałeś mnie, Mariuszu, zaprowadzić? I czytając pytałem. Czy się wstydzę? Być człowiekiem? Ludzkości, gdzie zapierdalasz? Człowieku, gdzie biegniesz? Co tworzysz, niszcząc siebie? Odpowiedz! Póki jeszcze, choć zmiażdżony, jak Bohumil… czekam. Jeszcze chwilę… czekam. Kogo niszczysz, próbując siebie odnaleźć? Czym jesteś? I po co istniejesz? Odpowiedz… W co się zmieniasz? I ile wytrzymasz? Jedząc własny ogon? Odpowiesz..? ..! ..? Kończę. Jestem na ostatniej stronie. I... Patrzę w okno. Powoli jaśnieje. Świt. Patrzę. Bezmyślnie. I nawet nie rodzi się już pytanie: dlaczego? Kiedyś takie zadawałem. Dawno temu. Wiek temu. Teraz, zanim powstanie. Więdnie. Jak kwiat w wazonie. Każdy. Nieważne komu podarowany. Jest martwy. W chwili, wzniosłej, darowania. Patrzę. Na budzącą się szarość za oknem. Przez szybę. Przez mgłę. Piekące oczy. Ze zmęczenia, czytania, całą noc. I kropla. Spadnięta. Na papier. Na ostatnią stronę książki. Skąd? I dziwne swędzenie. Na twarzy. Obcieram twarz, wierzchem dłoni, kilkudniowy zarost drapie. Policzek jest wilgotny…

Przeczytaj całą opinię
2016-12-20
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/314288

Genialne!!!

Przeczytaj całą opinię
2016-12-16
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/314288

Szczygieł jest wybitnym pisarzem, uwielbiam jego reportaże. Czuć, że autorowi nie brakuje pomysłów, konkretów. Wycinek rzeczywistości potrafi opisać lepiej niż jakąkolwiek fikcję. Przyjemność to niezwykła przebywać w towarzystwie tak inteligentnego i zdolnego człowieka.

Przeczytaj całą opinię
2016-12-06
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/49798
z 29