Herbatka o piątej!

Wydanie
Zysk i S-ka, .
Liczba stron
480
Wymiary
14,5 × 20,5 cm
Oprawa
Miękka ze skrzydełkami
ISBN
9788377859728
Język
polski
Tłumaczenie
Bieroń Tomasz
więcej detali

Kategorie

Opis książki

Wyprawy Billa Brysona to najlepsza rozrywka pod słońcem. Najnowszym reportażem autor broni tytuł mistrza literatury podróżniczej... i króla ciętego dowcipu! Herbatka o piątej! to uroczy i zabawny, ale i uszczypliwy pean miłosny na cześć Wielkiej Brytanii. Ukazuje się niemal dwadzieścia lat po bestsellerowym klasyku literatury podróżniczej - Zapiskach z małej wyspy - w którym Bill Bryson opisał swój pierwszy gorący romans z przybraną ojczyzną. Podążając trasami z Bognor Regis na południu do Cape Wrath na północy, zahaczając o całkiem nowe, nieopisywane wcześniej miejsca i spotykając ludzi, których zwykła codzienność jest źródłem nieustannego zagrożenia, ten niefrasobliwy Amerykanin odkrywa cudownie piękny, uroczo ekscentryczny i ujmująco specyficzny kraj. Czy to miasteczko perełka, uroczy pub, rozpieszczająca podniebienie lokalna przekąska, czy też korki na drogach, śmieci i nieuprzejme ekspedientki - każda anegdota powoduje coraz większą ochotę, by ruszyć śladami Brysona. Dzięki osobliwej zdolności autora do przyciągania rzeczy śmiesznych, dziwnych, zdumiewających i niedorzecznych jego przygody nabierają szczególnych rumieńców, a książka jest przyczyną niekontrolowanych wybuchów śmiechu. Trudno sobie wyobrazić lepszy przewodnik po Wielkiej Brytanii i równie pociesznego kompana!

Opinie czytelników

(3.57)
40 ocen, w tym
13 opinii
5
3
4
7
3
3
2
0
1
0
Proszę , aby dodać opinię.
Twoja ocena
Tytuł opinii
Treść
Uwaga! Proszę wypełnić wymagane pola.

Jak ja uwielbiam książki Billa! Z wielką niecierpliwością czekałem na jego nowe opowiadania. Książka jest dość gruba i stanowi doskonały przewodnik po Anglii przeplatany humorystycznymi opowiastkami idealnie oddającymi osobowość Brysona. Na pewno skorzystam z wielu jego rad i opi ii podczas zbliżającej się eksploracji Anglii. Polecam, bo Bill trzyma poziom!

Przeczytaj całą opinię
2017-04-30
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3747892

Tylko dla koneserów...

Filologów, nauczycieli, pasjonatów, tych, którzy pamiętają starą, tradycyjną, jeszcze nie zamerykanizowaną Anglię. Liczne dygresje, mnóstwo ciekawostek okraszonych dowcipem i cenną puentą. Autora, jednak, czasami za bardzo ponosi i robi się nudno.

Przeczytaj całą opinię
2016-11-28
źródło: http://www.empik.com/p1127264009,ksiazka-p

Jako fance Brysona ta ocena przyjdzie mi z trudnością, ale czuje że niewiele bym straciła, gdybym jej nie przeczytała. Uwielbiam jego styl, humorystyczne i czasami sarkastyczne żarciki, uwielbiam jego spostrzeżenia na tematy, na które sama nie zwróciłabym uwagi, ale... Mam wrażenie, że pod względem podróżniczym Bryson się wypalił. Może to kwestia wieku, nie można mieć o to do niego pretensji, ale jego podróże stają się coraz bardziej statyczne i przewidywalne. Tylko pociąg/autobus, ładny hotelik, a potem kamyk, kamyk, drzewo, ładny kościółek i restauracja, w której popija herbatkę. No nuda... A gdzie Bryson popijający piwko, czytający lokalne gazety w podrzędnych barach i podejmujący przelotne znajomości z "lokalsami"? Brakuje mi tej dynamiki i takich spontanicznych przeżyć. Naprawdę niewiele ciekawych informacji wyniosłam z tej książki. Pojawiła się masa miejscowości, które można zaklasyfikować albo do kategorii "dziura" albo "urocze miasteczko", a ich opisy mieszczą się w jednym akapicie, po czym wsiada do auta i jedzie dalej. Nie tego oczekiwałam, dlatego czuję niedosyt. Być może forma już mu nie pozwala na takie ekspedycje, które do tej pory wzbudzały śmiech czytelnika i sprawiały, że nie potrafiłam się oderwać od książki, ale może czas zmienić formułę, zamiast odgrzewać "stare kotlety"? Bardzo chętnie poczytałabym więcej książek w stylu "W domu" czy "Krótka historia prawie wszystkiego", bo Bryson ewidentnie ma talent, żeby otwierać ludziom oczy na rzeczy, które codziennie widzimy, z których korzystamy, ale nic o nich nie wiemy. Jakby nie było, nie zrezygnuję z jego kolejnych książek (oby było ich jak najwiecej!), a tę traktuję jako małe potknięcie :)

Przeczytaj całą opinię
2017-03-21
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3747892

Wielka Brytania jakiej nie znacie

Dwadzieścia lat od napisania „Zapisków z małej wyspy” Bill Bryson udaje się ponownie na wyprawę po Wielkiej Brytanii.Powód takowej wyprawy, dla tego urodzonego w Iowa Amerykanina, pisarza i podróżnika, od 1973 roku związanego z Wielką Brytanią, jest niebagatelny.Chce zdać egzamin umożliwiający uzyskanie brytyjskiego obywatelstwa.Niezmiernie cieszy go fakt, że nie musi zdawać egzaminu językowego, bo pomimo ponad 40 lat spędzonych w UK ma pewne wątpliwości czy angielski obowiązujący na Wyspach i ten, którym sam się posługuje od urodzenia to na pewno ten sam język.Do takiego wniosku doszedł znajdując błędy gramatyczne w podręczniku rekomendowanym dla przyszłych poddanych Jej Wysokości. Podobne wątpliwości budzą w nim dane geograficzne tam zawarte, ponieważ to nie Land “s End jest najbardziej wysuniętym na północ punktem Wielkiej Brytanii, ale oddalony od tego miejsca o całe 13 km - Dunnet Head.Tak więc Bill wyznacza sobie "Linię Brysona", która ma go poprowadzić z najdalszego zakątka południa czyli Bognor Regis, aż na północ Zjednoczonego Królestwa właśnie do Dunnet Head.W swej podróży odwiedza miejsca, których poza rdzennymi mieszkańcami nie zna prawie nikt.Wyprawa wiedzie przez Wielką Brytanię jakiej pewnie nigdy nie widzieliście i która dość mocno odbiega od standardu Londynu, Birmingham czy Glasgow.Bryson znajduje miejsca godne odwiedzenia oraz ostrzega przed takimi, których odwiedzać nie należy, bo skoro już poświęcił się, aby tam dotrzeć to inni mogą sobie tego oszczędzić :-)Trafia do nadmorskich kurortów, w których największą atrakcją jest… gigantyczny betonowy parking i do małych pełnych uroku miasteczek. Odwiedza angielskie wsie, ciesząc się możliwościami pieszych wycieczek jakie daje UK, a których nie uświadczysz w Iowa, gdzie podczas spaceru po polach można zamiast innych spacerowiczów spotkać: „…jedynie farmera ze strzelbą, który będzie się zastanawiał co do cholery robisz na jego polu lucerny..”. Kiedy podróżuje pociągami – opisuje historie związane ze zmianami, jakie dotknęły angielską kolej w latach 60. Jadąc samochodem opowiada o drogach, autostradach i generalnie ruchu kołowym w Zjednoczonym Królestwie.Herbatka o piątej! to świetny, napisany z dużym poczuciem humoru przewodnik po tym wyspiarskim państwie. Autor, z dającą się wyczuć sympatią opisuje swą drugą ojczyznę jednocześnie nie szczędząc (godnej rodowitego Brytyjczyka), złośliwości działaniom poszczególnych rządów w Londynie.Korzystając z doświadczeń Billa Brysona możemy wybrać się pozwiedzać Wielką Brytanię i poznać ją z innej strony, niż ta, do której jesteśmy przyzwyczajeni.Szkockie drogi na głębokiej prowincji nie naprawiane od lat 50 XX w. czy lekceważący stosunek do klientów w restauracjach czy sklepach – jak widać Wielka Brytania to nie tylko blichtr i gentlemani.Warto poznać opinie Autora, choćby po to, aby pozbyć się części polskich kompleksów wobec Brytyjczyków i pośmiać się z niektórych ich pomysłów (często równie racjonalnych jak działania polityków z kraju nad Wisłą).Z drugiej strony – chciałbym aby jakiś obcokrajowiec, nie oszczędzając naszych wad narodowych czy wariackich pomysłów typu świebodziński siatkobetonowy koszmarek architektoniczny (ale za to najwyższy na świecie) z taką sympatią i czułością napisał podobną książkę o Polsce.Sympatykom poczucia humoru Billa Brysona polecam też książkęKrótka historia prawie wszystkiego Więcej recenzji na naszym bloguhttp://niestatystycznypolak.blogspot.com

Przeczytaj całą opinię
2016-10-10
źródło: http://www.empik.com/p1127264009,ksiazka-p

Niezła, aczkolwiek nie zachwyca tak jak "Zapiski z wielkiego kraju" czy "Śniadanie z kangurami" Po pierwsze chyba dlatego, ze o Wielkiej Brytanii wiemy więcej, niż o Australii czy Stanach Zjednoczonych. Po drugie - za dużo miejsca poświęconego jest opisom w stylu: pojechałem do miasteczka - przeszedłem się ulicą - odwiedziłem muzeum - wypiłem piwo - powtórz. Trochę brakuje do tego najlepszego stylu pisania Brysona, ale to nadal Bryson - z poczuciem humoru i mnóstwem ciekawostek w zanadrzu, o których nie dowiemy się z żadnego programu przyrodniczego czy historycznego. Książkę mimo wszystko polecam, aczkolwiek trafi na półkę pewnie aż do momentu, kiedy ktoś będzie chciał ją pożyczyć

Przeczytaj całą opinię
2017-02-24
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3747892

Kolejna książka B.Brysona o Wielkiej Brytanii.Amerykanin (ale obecnie już obywatel brytyjski) opisuje czasem złośliwie , a czasem z pobłażliwością Brytyjczyków.Wraca do miejsc , w których był jako młody człowiek, kilkadziesiąt lat temu.Opisuje zmiany , które zaszły w Wielkiej Brytanii jak i w samych Brytyjczykach. Kto lubi ciętą ironię, polecam.

Przeczytaj całą opinię
2017-01-20
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3747892

Bardzo fajny język, napisana lekko przyjemnie zabawnie. Dużo cennych informacji krajoznawczych i kulturowych o Wielkiej Brytanii. Momentami troszkę nudziła, ale to można było ominąć i nie tracąc przy tym nic.

Przeczytaj całą opinię
2017-01-14
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3747892

Bryson przemierza linie Brysona i... robi to jak zawsze z humorem :) Jednak czasami wydawało mi się, że za bardzo marudzi. Jednak może mi się tak wydawało. Humor pisarzowi dopisywał, więc żarty i anegdoty na najwyższym poziomie.

Przeczytaj całą opinię
2017-01-03
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3747892

To w tej książce przeczytacie o mikroskopijnych domkach letniskowych, obleganych przez Brytyjczyków w latach 40’, a które bardziej przypominały kolonie karne niż wakacje. Czytając „Herbatkę o piątej” zwiedzimy odrestaurowane ogrody tworzące kompleks Heligan, niegdyś zapomniane, a teraz zatłoczone od turystów żądnych niezapomnianych wrażeń estetycznych. Autor przedstawia nam nie tylko historię danych miejsc, lecz także jej konfrontację ze stanem obecnym. Często po drodze racząc czytelnika anegdotkami na temat osób związanych z danym miejscem, historii jego powstania lub dziwnych epizodów, które wpłynęły na jego obecny stan. Jednym z przykładów jest chociażby historia zamykania dwóch tysięcy sześciuset trzydziestu sześciu stacji kolejowych w latach 70’ (słynny raport Beechinga). Na szczęście ten „błyskotliwy” pomysł nie doczekał się realizacji. Reasumując, po nową książkę Billa Brysona warto sięgnąć, jeśli szukacie uroczych opowiadań na wolne wieczory. Poszczególne rozdziały zabiorą was w podróż w nieznane, o których Bill Bryson mógłby mówić i mówić, i mówić, a z pewnością jeszcze więcej pisać. Wiedza jaką ma autor, poszukiwania, które jest w stanie przeprowadzić, aby znaleźć najróżniejsze informacje i sposób, w jaki ją podaje, kumulują się do znanego efektu – jego książki sprzedają się jak świeże bułeczki. Całość recenzji wkrótce na polskazwiedza.pl

Przeczytaj całą opinię
2016-12-10
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3747892

Na początek mały wstęp. To dopiero trzecia książka Brysona dopisana do przeczytanych, jeszcze cztery czekają na mojej półce, a w planie są wszystkie. O czym to świadczy? Ano o tym, że uwielbiam styl Brysona, jego humor, wspaniale niepoprawne społecznie czy politycznie uwagi, zgryźliwość i złośliwości. Nie jest to jednak uwielbienie bezkrytyczne. Nie do końca jednak jestem przekonany, czy mój krytycyzm powinien być kierowany do autora, czy nie również w takiej samej części do wydawcy. Jakiś czas temu czytałem „Śniadanie z kangurami” i byłem zachwycony. Nie podzielam jednak tego zachwytu po lekturze „Herbatka o piątej!” Czym różnią się te książki od siebie? Ano pierwsza opisuje przede wszystkim przyrodę kraju, po którym Bryson podróżuje, krajobrazy niewiele lub zupełnie nie skalane działalnością ludzką oraz potyczki ludzi właśnie z ową ożywioną i nieożywiona przyrodą. Nie trzeba specjalnej wyobraźni, żeby móc nadążać za Brysonem. Wystarczy mieć kilka stereotypowych obrazów Australii w mózgu, żeby mniej lub bardziej trafnie wyobrazić sobie to, co autor opisuje. W Przypadku „Herbatki” jest diametralnie inaczej. Bryson zwiedza to, co jest totalnie skalane historią ludzką, więc pada tu przytłaczająca masa nazw geograficznych. Miasta, jednostki administracyjne, wzgórza, doliny, wsie, zamki, latarnie morskie, wiadukty etc. Dla rodowitego Brytyjczyka to wszystko coś znaczy, jak dla Polaka znaczy Kraków, Wrocław, Pustynia Błędowska, Kanał Augustowski. Ale polski czytelnik, żeby dobrze i w pełni zrozumieć zachwyty (albo ich brak) autora musi co chwila wygooglać sobie jakieś zdjęcia w necie. Bo przecież, nawet biorąc pod uwagę to, że Brytania jest sporej części Polaków bardziej znana niż jeszcze 20-30 lat temu, to nie w aż takim stopniu, jakiego wymaga lektura książki. To – niestety – męczy i odbiera przyjemność czytania. Czy jest to jednak wina autora? Nie znam oryginalnych wydań książki, ale śmiem twierdzić, że wszystkie są bogato ilustrowane zdjęciami. Niestety polski wydawca (jak zresztą większość naszych wydawców) w pogoni za – nomen omen – zyskiem, wykupuje licencję na tekst, rezygnując z ilustracji. Dawno temu, kiedy seria wydawnicza „Naokoło świata” była wydawana w Iskrach, nie do pomyślenia było, żeby książki były pozbawione ilustracji. W książkach podróżniczych jest to po prostu element obowiązkowy. W „Herbatce” brak ilustracji wręcz razi. Stąd moja zaniżona ocena książki jako całości. Jeśli ktoś traktuje tom jako rodzaj wstępnego przewodnika po wyspie, to jest to przewodnik mocno wybrakowany. Z uwag ogólnych jeszcze – wbrew pozorom, wcale nie jest to druga część jakiegoś cyklu, co sugeruje opis na LC oraz podtytuł dodany przez wydawcę polskiego. Owszem, autor ponownie odbywa podróż po Wielkiej Brytanii (z naciskiem na Anglię). Owszem, autor nawiązuje do poprzedniej książki, czyli „Zapisków z małej wyspy”, niejednokrotnie. Niejednokrotnie też odwiedza „stare śmieci”, żeby przekonać się, co się zmieniło przez te dwadzieścia lat od tamtych podróży. Ale generalnie jest t o zupełnie odrębna książka, żadna część druga, żaden cykl. I na koniec uwaga ogólna. Odnoszę wrażenie, że w wydawnictwie ZYSK ktoś ma obsesję kulinarną, przynajmniej jeśli chodzi o książki Brysona. Tytuł oryginału faktycznie jest chyba nieprzetłumaczalny. „The Road to Little Dribbling” – nie udało mi się określić ewentualnej dwuznaczności, w dużych słownikach nie znalazłem żadnego idiomu, który by tu miał zastosowanie a Bryson nie odwiedza żadnej miejscowości widniejącej w tytule. Chyba że owe zapiski sa takimi malutkimi kropeleczkami sączącymi się z jego pióra. Ale czyż może być coś bardziej banalnego niż „Herbatka o piątej!”? Bo Anglicy kojarzą się nam ze słynnym five o’clock? A przecież Bryson w swych podróżach raczej mało spożywa herbaty, przede wszystkim wpada do pubów i restauracji na kawę lub piwo. W przypadku „Śniadania z kangurami” tytuł jest jak najbardziej przetłumaczalny i sensowniejszy, niż polski. Nie inaczej jest w przypadku „Pikniku z niedźwiedziami”. Odnoszę wrażenie, że nasi wymyślacze tytułów mają płacone nie za wierność tłumaczenia a za jak największa dziwaczność i nieadekwatność tytułu. A jednocześnie za jego łopatologiczność. Ale to już chyba specyfika nie tylko tego wydawnictwa. I nie tylko książek.

Przeczytaj całą opinię
2016-12-08
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3747892
z 2