Imperium burz

Wydanie
Uroboros, .
Liczba stron
920
Wymiary
13,5 × 20,2 cm
Cykl
Szklany Tron
Oprawa
Miękka
ISBN
9788328037304
Język
polski
więcej detali

Kategorie

Opis książki

Kontynuacja bestsellerowej serii Droga do tronu Terrasenu dopiero się rozpoczęła. I choć młoda królowa z każdym dniem coraz lepiej poznaje potęgę swojej magii, to wie, że nie wygra wojny z Erawanem w pojedynkę. Nadszedł czas szukania sojuszników. Kto odpowie na jej wezwanie? I jaką cenę będzie skłonna zapłacić za zwycięstwo z siłami ciemności? Imperium burz to piąty tom bestsellerowej serii Szklany tron.

Opinie czytelników

(4.44)
591 ocen, w tym
43 opinii
5
34
4
6
3
2
2
0
1
1
Proszę , aby dodać opinię.
Twoja ocena
Tytuł opinii
Treść
Uwaga! Proszę wypełnić wymagane pola.

Imperium burz, rozchwytywany piąty tom Szklanego tronu! Maas ponownie pokazała na co ją stać, co tom, to szczena opada. Im dalej w las, tym więcej przygód. Serio, jestem pod wrażeniem jej wyobraźni i trochę jej zazdroszczę talentu pisarskiego. Dwie serie... Ba! Dwie rewelacyjne serie, jakie stworzyła, kocha cały świat. Tyle talentu w jednej osobie, podzieliłaby się no! Ale wracając do Imperium burz... Po prostu... Wow! Ja nie wiem, jak wytrzymam do kolejnego tomu. Nie wiem! Królowa cieni była genialna, sądziłam, że Maas może tylko utrzymać poziom, ale nie. Ona sama sobie podniosła poprzeczkę. Aż się boję, co też zaserwuje nam w tomie szóstym. Poważnie, zastanawiam się co jeszcze wymyśli, żeby przyprawić mnie o kolejnych pięć zawałów serca. Krew się leje, serca i kości się łamią. Łzy, rozczarowania, nadzieje, cała masa emocji... Niektórych nie da się nawet ogarnąć. Ja nie wiem jak ona to robi, serio, nie wiem. Dodaj napis W Imperium burz dzieje się tyle, że ciężko to ogarnąć w tej opinii... Dlatego napiszę, że jest to istny rollercoaster wydarzeń. Jak nie wiedźmy, to fae, jak nie fae, to wojny. I tak w kółko. Nie ma czasu na nudę. Tak sobie wracam myślami do tomu pierwszego i muszę przyznać, że pewnie teraz, znając już dalsze części, Szklany tron oceniłabym dużo niżej. Wiem już na co stać Maas i kurczę, ona jest coraz lepsza. Rewelacyjnie rozwija akcje, postaci i w ogóle świat. Czasami zastanawiam się skąd autorka czerpie wenę... I ja chcę tego dilera! Jeśli o postaciach wspomniałam, to nie mogę nie napisać więcej chociażby o samym Dorianie, którego znamy już od pierwszego tomu. To, jakie chłopak zrobił postępy... To, jak rozwinął się na kartach powieści, jest czymś WOW! W ogóle sama główna bohaterka poczyniła taki skok wprzód, że ciężko ogarnąć. A Chaol? Brak słów. Tak wiele się zmieniło od pierwszych tomów, że mózg w poprzek staje. Nie tylko relacje pomiędzy bohaterami (kosmos), ale to, jak dojrzeli... Jak bardzo zmieniło się ich myślenie i podejście do otaczającej ich rzeczywistości. Ja naprawdę nie wiem, co będzie w kontynuacji, ale nie nastawiam się na nic, bo Maas na pewno mnie zaskoczy! Sarah J. Maas jest jedną z moich ulubionych pisarek. Jej dwie fantastyczne serie sprawiły, że mam fisia na punkcie Rowana i Rhysanda. Serio, ostatni raz miałam takiego fisia na punkcie postaci z serii Cassandry Clare. Sądzę, że to sprawa tego, jak autorka tworzy bohaterów... Jak opisuje ich zachowanie i relacje z innymi postaciami. Ogólny obraz zawsze wychodzi na plus. Chyba nie znam osoby, która czytałaby Dwór Cierni i Róż, i nie pokochałaby chociażby wspomnianego Rhysanda. Maas ma dar i jest to niezaprzeczalny fakt. Czy polecam? Ha! Z całego serca polecam! Głównie fankom fantasy, sądzę, że mężczyźni, którzy lubią typowe, "męskie" fantasy niekoniecznie polubią się z dziełami Maas, aczkolwiek nie odradzam. Kto wie! sol-shadowhunter.blogspot.com

Przeczytaj całą opinię
2017-05-09
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4272978

10 gwiazdek jest przeznaczone dla ksiazek bardzo dobrych, jednak caly cykl "Szklany Tron" zasluguje na 11 gwiazdke. Od samego poczatku kazdy rozdzial, kazda strona I wszystkie zamieszczone slowa, maja tak wielkie znaczenie ze, to co czytacie w tomie 5 wprawia Was do tego stopnia ze zakldacie konto by wydac swoja opinie..Latwo zapomniec w ktorym swiecie zyjecie tak naprawde. Mass nie jest jedna z "tych" autorek ktore, pragnie sie zamknac w piwnicy by nieprzerywalnie pisaly, Ona jest ta jedyna.

Przeczytaj całą opinię
2017-05-09
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4272978

Do każdej książki Sarah J. Mass wydawcy powinni dawać ostrzeżenie: „Uwaga książka silnie uzależniająca. Przed użyciem sprawdź zapas chusteczek i środków na uspokojenie, gdyż czytanie może powodować nieodmienne zmiany na psychice i rozwalić twoje serce na małe kawałki.” Sarah J. Mass NIENAWIDZĘ CIĘ za to co robisz ze mną ilekroć sięgam po książkę. Czemu zawsze się daję nabrać? Czemu tak bardzo idę na samozniszczenie, jak ćma do ognia? Jestem wstrząśnięta tym, co przeczytałam i okropnie zła. Zła na Maeve, zła na wszystkich bogów i boginie i na wszystkie nieśmiertelne istoty! Mam zamiar pojechać do Mass i normalnie nie wiem co jej zrobić, a potem pewnie jeszcze błagać ją na kolanach, by napisała koleją część, bym w końcu wiedziała jak się to skończy, jak to dalej będzie. Chyba już gadam głupoty, ale musicie mi uwierzyć, że nic nie jest w stanie opisać tego jak się w tej chwili czuję. Zawsze po skończeniu lektury spod pióra Mass mam zapewnione rozmyślania przynajmniej przez kilka dni. Cała seria jest dla mnie rewelacyjna, a moje wszystkie emocje są niczym huragan szalejący w moim sercu. Nienawidzę tego uczucia, bo nie mogę się od niego uwolnić, a jednocześnie kocham to uczucie, bo przepełnia mnie do głębi. Czy ja sobie przeczę?! Ech…. Nie ważne. Powiem jedno, jeśli ktokolwiek chce poczuć emocje, zatracić się w świecie potworów oraz prawdziwych bohaterów zdolnych do poświęceń niech sięga po tę książkę jak w dym. Ja wiem, że nigdy się od tej serii nie uwolnię.

Przeczytaj całą opinię
2017-05-08
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4272978

„Prawdziwe serce ognia, narzędzie tworzenia i zniszczenia.” Autor: Sarah J. Maas Tytuł: Imperium burz Seria: Szklany tron #5 Wydawnictwo: Uroboros [Grupa Wydawnicza Foksal] Narracja: trzecioosobowa Główny bohater: Aelin Ashryver Galathynius — 19 lat Romans: Aelin + Rowan Ogumienie: Kiedy okładka po raz pierwszy ujrzała światło dzienne ludzie nie byli zachwyceni. Przede wszystkim przez te płomienie, które mocno rzucały się w oczy. Pierwsze cztery części nie miały czegoś tak wyrazistego. Ja nie czułam irytacji, ale również nie zostałam zachwycona. Dla mnie nadal numerem jeden pozostaje okładka Dziedzictwa ognia. Nie zmienia to jednak faktu, że na swój sposób lubię każdą z nich. UWAGA! RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY Z PIERWSZEJ, DRUGIEJ, TRZECIEJ I CZWARTEJ CZĘŚCI [SZKLANY TRON, KORONA W MROKU, DZIEDZICTWO OGNIA ORAZ KRÓLOWA CIENI]! CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ! Najlepsze zastosowanie: Aelin uwolniła Adarlan od złego króla i przywróciła magię. Dokonała tego z niemałą pomocą, jednak większość ludzi myśli, że to wyłącznie jej zasługa. Teraz przyszedł czas, aby objąć tron Terrasenu. Razem z Rowanem, Aedionem, Lysandrą i Evangeline wyruszają na północ, gdzie spotkają się z lordami, aby wybadać jaka sytuacja panuje w kraju. I żeby dowiedzieć się czy ma ich poparcie. Jednak wszystko zaczyna się komplikować. Wiedźmy szykują atak na Rithford, więc trzeba ratować Doriana i kompletować armię przeciw wojskom Erawana. Wszystko na głowie Aelin, która nie tylko musi się martwić ziemskimi sprawami, ale również bogowie mają dla niej zadanie. Królowa zmuszona jest wypełnić ich wolę, co nieco spowalnia jej poszukiwanie sprzymierzeńców. Sprawy zaczynają się piętrzyć. Ludzie liczą na Aelin i czekają na nią. Szukają potwierdzeń, że jest to ich wspaniała królowa, która uwolni ich ze szponów złych władców. Liczą na nią. Aelin czuje odpowiedzialność na swych barkach, dlatego stara się jak najmocniej. Jednak czy jej się uda? Kiedy nawet lordowie z Terrasenu zdają się przeciw niej? Nic nie jest łatwe, zwłaszcza, kiedy z kilku stron nadciąga wróg. Królowa musi liczyć się z konsekwencjami swoich decyzji i próbować uratować jak najwięcej osób. Jednak czy jest to możliwe? Czy uda jej się uratować świat przez Królem Valgów i Meave, Królową Fae? Tykać to kijem?: Po pierwszych dwóch tomach nie czułam zachwytu, jeśli chodzi o tę serię. Trzeci tom zaczął nieco zmieniać w moich spostrzeżeniach, natomiast czwarty już był naprawdę intrygujący. Byłam niezwykle ciekawa w jakim kierunku pójdzie autorka i czy uda jej się utrzymać poziom, który nam zaprezentowała w Królowej cieni. Bohaterowie: Gdybym miała opisać każdą interesującą postać, która przewija się przez tę książkę, zabrałoby mi to tak wiele miejsca, że prawdopodobnie nikt by tego nie przeczytał. Poważnie. Tutaj jest aż gęsto od ciekawych postaci, które ciężko pominąć, dlatego nie wiem od której zacząć i jak dużo miejsca na każdą poświęcić. Może zacznijmy od samej Aelin. W gruncie rzeczy, darzę ją sympatią. Nie powiedziałabym, że ją lubię — to trochę przesadzone, ale już mnie aż tak nie irytuje. Znaczy, mam do niej pretensje, że o swoich planach nikogo nie informuje, załatwiając wszystko samodzielnie i na boku. Ciężko jej zaufać własnemu kuzynowi czy towarzyszowi życia? Może jakoś to zrozumiem. Szczerze mówiąc zginął mi gdzieś Rowan. Znaczy, nadal jest obecny, i to dość często, ale coś mało wyrazisty był. Co prawda nigdy nie byłam jego fanką, ale całkowicie popieram jego związek z Aelin. Facet mógłby być jednak bardziej interesujący. Przejdźmy do towarzyszy powyższej dwójki — Aedion i Lysandra. Niezwykle ciekawe postaci, które krążą wokół siebie przez całą książkę. Jednak to nie jest jedyna interesująca rzecz. Oni po prostu mają bardzo intrygującą osobowość. Co prawda Lysandrę w ludzkiej postaci dostajemy niezwykle rzadko, ale co to są za momenty! I ostatnia czwórka. Zacznijmy od Elide. Uwielbiam tę dziewczynę! Zdeterminowana, pewna swego i mimo że przez większość czasu na straconej pozycji przez swoją kostkę, zawsze potrafi się postawić. Ma w sobie ogień. Zdecydowanie. Warto również wspomnieć Manon — decyzje, które przyszło jej podjąć w tym tomie oraz sprawy z przeszłości, które wyszły na jaw nadały jej niezwykłego kolorytu. Liczę, że będzie pojawiała się częściej. No i zostali nam dwaj panowie. Zacznijmy od Lorcana. Przyznaję się bez bicia, że zupełnie nie pamiętałam jego osoby z poprzedniego tomu. Najwidoczniej coś mi umknęło. Jeśli chodzi o to, co tutaj od niego dostajemy — jeszcze nie mam w pełni wyrobionej opinii na jego temat. Na pewno ma w sobie coś zastanawiającego, ale nie jestem pewna czy to pozytywne coś. No i na koniec ten, którego najbardziej lubię z całej serii — Dorian. Pojawia się tutaj niezwykle często, jednak pozostaje na uboczu. Nie angażuje się mocno, chyba, że zostanie o to poproszony, albo czuje zagrożenie. Myślę, że to taka jego taktyka. Wiecie, cicha woda brzegi rwie. Liczę, że w dalszych częściach nieco narozrabia i pokaże na co go stać. Pióro: Ostatnio słyszałam wiele głosów, że styl autorki nie należy do najlepszych. Że to tak jakby książkę napisała gimnazjalistka. Nie wiem czy to coś nie tak jest ze mną (czy z nimi), ale nie widzę nic takiego. Czytywałam powieści napisane dużo gorzej. Może Maas pisze prosto, ale czy to jakaś wielka ujma? Raczej nie, moim zdaniem dzięki temu łatwiej zrozumieć to, co ma na myśli. Całokształt: Od czego zacząć? OD CZEGO ZACZĄĆ? Nie mam pojęcia. Naprawdę. Ta książka zrobiła ze mną coś złego. Sprawiła, że nie potrafię zebrać myśli. Nie wiem, co powinnam Wam powiedzieć, a co zostawić w spokoju. To nie jest takie proste. Myśli przebiegają mi przez głowę przez co nie wiem jak to wszystko zebrać. Przede wszystkim jak to zrobić, aby nic nie zaspoilerować. Może zacznę od mankamentów. Co prawda nie ma ich zbyt wiele, ale może coś tam wygrzebię z odmętów pamięci. Z pewnością nie podobało mi się to w jaki sposób został tutaj potraktowany Dorian. Jest go naprawdę niewiele, jednak nie tylko o to chodzi. Wszyscy jak jeden mąż nie widzieli w nim władcy. Wyglądało to trochę tak, jakby stał niżej od nich w hierarchii. I nie mówię tego tylko dlatego że go lubię. Po prostu moim zdaniem królowa i król powinni być traktowani na równi, nawet jeśli rządzą innymi krainami. Nie chcę przedłużać, więc przejdę do tego, co mi się podobało. Przede wszystkim połączenie z poprzednimi częściami i nowelkami z tego świata. Nie spodziewałam się, że autorka w taki sposób to wszystko połączy. Jestem naprawdę pod wrażeniem jej pomysłowości i sprytu. Tu wszystko łączy się ze sobą i ma znaczenie. Naprawdę, to jest wspaniałe. Nie ma zdarzeń, które byłyby bez znaczenia. I ostatnia rzecz — zakończenie. Jak można coś takiego zrobić. Nie mam pojęcia jak ja przetrwam tę część o Chaolu. Naprawdę. To po prostu niebywałe, że autorka po zrzuceniu takiej bomby. Po takim zakończeniu, chce nam jeszcze zaserwować tom, który dzieje się w tym samym czasie, co wydarzenia w Imperium burz (przynajmniej ja to tak zrozumiałam). Jak można to odwlekać? Zwłaszcza, kiedy zostawia się czytelników z czymś takim. Maas, jak mogłaś? Kasia radzi: Jeśli jest tu jeszcze ktoś, kto nie miał okazji przeczytać Szklanego tronu to po tym tomie z pełną świadomością polecam, naprawdę polecam tę serię. Może i pierwsze części nie powalają. Ale to, co dzieje się tutaj to majstersztyk. Warto było przecierpieć trzy tomy i nowelki, zostać zaintrygowanym przez czwórkę, aby dostać coś takiego. POLECAM. Mój osąd: Słodki anioł — 9/10

Przeczytaj całą opinię
2017-05-05
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4272978

Jak zwykle nie zawiodłem się. Książka bardzo fajna ale zakończenie trochę denerwujące.

Przeczytaj całą opinię
2017-05-05
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4272978

Zakończenie !!! o_O

Przeczytaj całą opinię
2017-05-05
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4272978

Miałam przyjemność i zaszczyt sięgnąć po przedpremierowy egzemplarz za co serdecznie dziękuję wydawnictwu i chcę Wam powiedzieć, że... OMG CO TO BYŁO!!! UWAGA!!! OSTRZEGAM!!! PRZED SIĘGNIĘCIEM PO „IMPERIUM BURZ” STANOWCZO NALEŻY ZAPOZNAĆ SIĘ Z NOWELKAMI, W PRZECIWNYM RAZIE KILKA WĄTKÓW BĘDZIE DLA WAS BEZSENSOWNYCH!!! „Imperium burz” jest moim szóstym spotkaniem z niepokorną kobietą zwaną tak wieloma imionami, że sama w nich się gubię – Celaena (za każdym razem robię tu błąd xD), Aelin, Ogniste serce, Królowa suka, Zabójczyni itp. Itd., stworzonej przez docenianą na całym świecie 31-letnią mieszkankę Pensylwanii Sarah J. Maas. Tym razem Aelin stara się, aby sprawiedliwość zapanowała nie tylko w jej ukochanym mieście, ale by cały świat zrzucił okowy ciemności i mógł ogrzać się w blasku płomieni mieszkających w jej sercu. Jej przeciwnikiem jest nie tylko Maeve, Królowa Fae, której nastąpiła na odcisk podczas swej wizyty w Doranelle ale i Erawan – Król Valgów, który odzyskał moc po długiej drzemce, którą zgotowali mu Elena i Gavin. Po przeczytaniu „Królowej Cieni” zadawałam sobie mnóstwo pytań. Kogo Ognista Królowa ujrzy przy swoim boku, a kto stanie przeciwko niej? Czy uda się jej ocalić najdroższych jej sercu przyjaciół i czy dane jej będzie cieszyć się szczęściem z ukochanym Rowanem? Jak przebiegnie podróż niepozornej dziewczynki z chromą nogą i jak bardzo w historii namieszają wiedźmy? Czy Dorian będzie miał do odegrania jakąś rolę? I gdzie w tym wszystkim będzie miejsce dla zmiennokształtnej Lysandry i wojowników Fae? I na ponad ośmiuset stronach Sarah nie dosyć, że odpowiedziała na wszystkie moje pytania, to jeszcze sprawiała mi istny rollercoaster wrażeń. Na przemian śmiałam się i płakałam, wstrzymywałam oddech i próbowałam zrozumieć intrygi Aelin, której każde, nawet najmniejsze działanie okazywało się drogą prowadzącą do celu. Jej potknięcia zdawały się sprowadzać zagładę na cały świat, a interwencje bogów nie zawsze kończyły się dobrze. Powracają echa przeszłości, kilka, wydawałoby się mało istotnych wydarzeń, nabiera sensu, a wskazówki stają się co raz wyraźniejsze. Pozostali bohaterowie wale nie zostają z tyłu! Każda ich historia, każdy punkt widzenia są pełne życia, niesamowitych zwrotów akcji oraz plastyczności i dynamiki. Sprawiają, że podczas czytania nie czuje się upływającego czasu lecz żegluje się z bohaterami przez ocean, puszczę czy powietrze... I te naturalnie prowadzone wątki romantyczne - czuć romantyzm, więź, troskę, cierpienie i przywiązanie – rzadko spotykam się z tak plastycznie opisanymi uczuciami i relacjami <3 Widać jak historia jak i sama bohaterka niesamowicie ewoluowała od pierwszego tomu. Aelin odkrywa swą moc, zarówno jej oczyszczającą jak i niszczącą stronę. Królowa zaczyna zauważać jak podejmowane przez nią decyzje wpływają na innych, a ogromny ciężar odpowiedzialności ciągle spoczywa na jej barkach. Powieść jest jak pulsująca, wielokolorowa nić tkająca drogę do nieuchronnego końca i wielkiego rozstrzygnięcia, gdy nagle nożyce przeznaczenia dłoniami autorki przecinają oczywistości, a cała akcja wywraca się do góry nogami. I po zakończeniu zwyczajnie nie wiesz co ze sobą zrobić…. Nie wiesz czy w Twoich uczuciach przeważą podziw, radość, nadzieja, smutek, żal czy podekscytowanie. Chcesz jak najszybciej uchwycić zerwane końce, dowiedzieć się jak dalej posplatają się losy bohaterów, których nawet nie podejrzewałeś o pewne tajemnice, a premiera kolejnego tomu dotyczącego Rowaelin to perspektywa co najmniej roku… Myślałam, że po „Królowej cieni” niewiele mnie zaskoczy. Jakże głęboko się myliłam… Każda kolejna historia stawia poprzeczkę co raz wyżej! „Imperium burz” wręcz kipi szczegółami, tajemnicami, magią, akcją, targa czytelnikiem i nie pozostawia go w spokoju nawet na moment, na koniec zostawiając go oniemiałego i błagającego Sarah o dalszy ciąg. Jestem pewna, że dwa kolejne tomy uraczą nas jeszcze większa dozą doznań, a cały cykl będzie długo zaczytywany przez kolejne pokolenia odbiorców. Niech seria „Szklany tron” rozpali serca! Ogniste Serce świeć nam jak najdłużej!

Przeczytaj całą opinię
2017-05-04
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4272978

Płomienie ogrzewają. Przynoszą ciepło. Pomagają rozproszyć wszechobecną ciemność. Ale potrafią także zabijać. Palić żywcem i nie pozostawiać po sobie niczego prócz popiołów. Są piękne, oszałamiające, intensywne, ale również śmiertelnie niebezpieczne. W końcu to ogień, prawda? Bardzo ciężko go okiełznać, a przy tym nigdy nie wiadomo co się stanie. Może i płonie jasno jak słońce, ale czy na pewno nie zgaśnie pochłonięty przez mrok? Po tym, co działo się w Królowej Cieni, nie mogłam czekać ani chwili, by poznać dalsze losy Aelin i jej dworu. Obawiałam się nieco, że Sarah J. Maas będzie chciała poznęcać się trochę nad czytelnikami... I moje przypuszczenia się spełniły. Ciężko było mi się pozbierać po zakończeniu, ale z drugiej strony przeżywam deja vu. Po raz kolejny zastosowała zagranie rozgrywające serce. Znam to już z Dworu mgieł i furii. Jak można aż tak grać na emocjach? Wystarczyły mi zaledwie dwa dni, aby pochłonąć tę dość pokaźnych rozmiarów cegiełkę. Ile tam było akcji, ile magii i wałki! A brakło mi słów, by to wszystko opisać. Dawno tak świetnie się nie bawiłam. Uwielbiam ten niepokojący i niezwykle klimatyczny świat wypełniony istotami, o których nawet się nie śniło. Wiedźmy, nieśmiertelni Fae, Valgowie i wiele innych. Przepadłam. Maas znowu pochwyciła mnie w swoje sidła. Jestem pod wrażeniem kreacji bohaterów. Pojawiło się ich całkiem sporo, ale każdy z nich został dopracowany w najdrobniejszym szczególe. Aelin ciągle zaskakiwała i nie grzeszyła chęcią skopania tyłka każdemu, kto na to zasłużył. To jedna z najlepszych postaci, jakie znam. Wreszcie w pełni przekonałam się do Rowana i zaczęłam go uwielbiać. Na dodatek Manon i Dorian kompletnie mnie rozbrajali swoim zachowaniem. Nowym odkryciem okazała się Elide, która wreszcie dostała większą rolę w fabule. Każde z nich było ze sobą sprytnie powiązane, że nawet bym tego we wcześniejszych tomach nie przewidziała. Nareszcie znalazło się więcej miejsca na wątek romantyczny, który okazał się całkiem miłym uzupełnieniem. Cóż tam się działo! Kły, usta i inne części ciała poszły w ruch. Z zaintrygowaniem śledziłam, jak wspólne przeżycia zbliżały kolejno niektóre osoby do siebie. Autorka dostarczyła mi mnóstwo satysfakcji, uśmiechu i zaskoczeń. Nie można było narzekać na brak miłości. Podsumowując, Imperium Burz to istna bomba emocjonalna. Jest po krańce stron wypełniona wartką akcją i magią. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Ta recenzja może wydawać się nieco chaotyczna, ale wciąż się zbieram. Ostatnie rozdziały to było takie: Nie, Maas nie rób mi tego po raz kolejny! Nie kończ tak tej książki! Nie wiem, jak ja wytrwam do premiery kolejnego tomu, to był cios poniżej pasa. Jeśli ktoś jeszcze nie zna tej serii, to namawiam (a nawet rozkazuję!) do przeczytania. Z pewnością zachwyci każdego fana fantastyki. Bo kto potrafiłby oprzeć się Aelin, Rowanowi, czy Dorianowi? zagubiona-wslowach.blogspot.com

Przeczytaj całą opinię
2017-05-04
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4272978

Aelin Galathynius nareszcie może sięgnąć po swoją koronę. Wraz ze swoim nielicznym dworem planuje przejąć władzę, jednak nie jest to takie proste. Jej droga do Terrasenu usiana jest niebezpieczeństwami, a lordowie nie chcą uznać jej dziedzictwa i oddać ziem młodziutkiej królowej. Wraz ze swoim ukochanym Rowanem cały czas uczy się panować nad ognistymi mocami i wybuchowym temperamentem. Są ludzie, którzy wytykają jej, że życie jakie prowadzi nie przystoi władczyni i nie chcą jej poprzeć. Dodatkowo Erawan, król Valgów zebrał liczną armię i zamierza zadać ostateczny cios ludzkości, a Aelin ma do pomocy jedynie przyjaciół i starych dłużników. Gra toczy się o wielką stawkę i czy dawna Zabójczyni Adarlanu sprosta wszelkim przeciwnościom losu? Seria "Szklany tron" należy do jednej z moich ulubionych i wielbię każdą książkę, która wychodzi spod pióra Sarah J. Maas. Muszę jednak przyznać, że odkąd Aelin porzuciła miano Cealeny Sardothien, to nie darzę jej już taką sympatią. Bohaterka przeszła ogromną metamorfozę, a liczne doświadczenia ukształtowały ją. O ile wcześniej nie przeszkadzały mi jej buta, impulsywność, arogancja i skrytość, tak teraz mnie to irytuje. Myślę, że jako prawowita władczyni powinna zachować się z godnością i porzucić wizerunek rozpieszczonej dziewczyny. Ponadto czasem miałam wrażenie, że Aelin sięga po wszystko, na co tylko ma ochotę, nawet jeśli na to w żaden sposób nie zasłużyła. Bohaterka ma wiele twarzy i raz ją uwielbiam, by za chwilę czuć do niej niechęć. Nadal nie potrafię także zaakceptować Rowana. Książę Fae został dobrze wykreowany i jest wspaniałym wojownikiem, jednak nie potrafię go sobie wyobrazić z Aelin. Zapewne dlatego, że już od pierwszej części moim faworytem był kapitan gwardii Chaol, którego ku mojej rozpaczy w tej części zabrakło. Na całe szczęście dużą rolę odegrali Aedion, król Dorian, Lysandra i Manon Czarnodzioba, którzy są fantastycznymi postaciami. Wielkim zaskoczeniem były rozdziały napisane z perspektywy Elide i Lorcana. W poprzednich częściach autorka nie pozwoliła ich nam bliżej poznać, natomiast tym razem mogliśmy zachwycać się ich wspólną historią. Wszyscy bohaterowie są barwni,temperamentni, żywiołowi i zdeterminowani walczyć za Aelin Galathynius. Pisarka coraz bardziej rozwija jej historię i buduje nowe, bardzo ciekawe wątki, które przyspieszają bicie serca. Magia wiedzie tu prym, ale nadal możemy cieszyć się zwykłymi potyczkami zarówno bronią jak i słownymi, które dawno temu tak mnie oczarowały. Jeśli chodzi o zakończenie, to totalnie mną ono wstrząsnęło i przeraziło. To, co wydarzyło się na ostatnich kartach tej powieści było tak emocjonujące, że nie wiem, jak ja wytrzymam do wydania kolejnego tomu! "Imperium burz" uważam za fenomenalnie napisaną książkę, która wbija w fotel. Mimo niewielkich zgrzytów, jakie miałam z główną bohaterką, to nie mogę nic innego jej zarzucić . Sarah J. Maas wykonała kawał dobrej roboty i aż się boję tego, jak dalej potoczą się losy moich ulubionych bohaterów.

Przeczytaj całą opinię
2017-05-02
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4272978

Gdy skończyłam czytać „Imperium burz” nie mogłam zasnąć-nagle całe zmęczenie zniknęło, moje oczy pomimo późnych godzin nocnych były jak pięć złotych, a w głowie panował chaos. Czytelnikom poprzednich tomów te objawy raczej nie są obce, ale na pewno po najnowszym się one nasilą. Sarah J Maas weszła na nowy poziom grania na uczuciach i dowiodła, że od samego początku każdy wprowadzany wątek ma znaczenie, a nowelki nie są byle jakim dodatkiem, tylko pełnymi istotnych informacji opowiadaniami!

Przeczytaj całą opinię
2017-05-01
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4272978
z 5