Jedyna

Wydanie
Jaguar, Warszawa, .
Liczba stron
336
Wymiary
14,0 × 21,0 cm
Oprawa
Miękka ze skrzydełkami
ISBN
9788376862873
Waga
0,38 kg
Język
polski
Tłumaczenie
Kaczarowska Małgorzata
więcej detali

Kategorie

Opis książki

Ostatnia część bestsellerowej trylogii. America jest jedną z czterech dziewcząt, które utrzymały się w ścisłej czołówce Eliminacji. Ukochana przez zwykłych ludzi, znienawidzona przez obecnego króla, dziewczyna wciąż nie jest pewna swych uczuć. A jednak nadchodzi moment ostatecznego wyboru, tym trudniejszego, że cały los Illei może spoczywać właśnie w rękach Ami. Czy dziewczyna powróci do swej dawnej miłości, czy zdecyduje się zostać królową i podjąć walkę o lepszy świat dla siebie i wszystkich mieszkańców Illei?

Opinie czytelników

(3.94)
6539 ocen, w tym
610 opinii
5
304
4
186
3
81
2
29
1
10
Proszę , aby dodać opinię.
Twoja ocena
Tytuł opinii
Treść
Uwaga! Proszę wypełnić wymagane pola.

Trzeci tom serii "Rywalki" już za mną, udało się dojść do przewidywalnego zakończenia rywalizacji o księcia Maxona. Książkę czytało się szybko (czytałoby się jeszcze szybciej, gdyby nie matury). Jeżeli ktoś pokochał pierwsze dwie części jak ja, to "Jedyną" musi przeczytać obowiązkowo! Polecam :)

Przeczytaj całą opinię
2017-05-07
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/228568

//Opinia do przeczytania również na: http://kaginbooks.blogspot.com/2017/05/91-jedyna-kiera-cass.html America jest jedną z czterech dziewcząt, które utrzymały się w ścisłej czołówce Eliminacji. Ukochana przez zwykłych ludzi, znienawidzona przez obecnego króla, dziewczyna wciąż nie jest pewna swych uczuć. A jednak nadchodzi moment ostatecznego wyboru, tym trudniejszego, że cały los Illei może spoczywać właśnie w rękach Ami. Czy dziewczyna powróci do swej dawnej miłości, czy zdecyduje się zostać królową i podjąć walkę o lepszy świat dla siebie i wszystkich mieszkańców Illei? Czy nadmiar cukierkowatości się skończy, czy eksploduje niczym pośpiesznie zjedzona wata cukrowa, popita colą? To już ostatni tom trylogii, przez wielu uważanej za "bestsellerową". A ja wciąż nie pojmuję fenomenu - i tak jak pisałam wcześniej, odniosłam bolesne wrażenie, że to wata cukrowa (za która nie przepadam, bo jest za słodka dla mnie) popita równie upierdliwie słodką colą. I jak lubię słodycze, tak ich nadmiar doprowadza mnie do mdłości. Fabuła jest głęboka jak łyżka stołowa: ona wciąż nie umie wybrać, król jej nienawidzi, królowa kocha, mamy rebeliantów, mamy nieoczekiwanie wielką przyjaźń i śmierć, atak rebeliantów, który wygląda tak, jakby autorka nie była w ogóle pewna, jak taki atak może wyglądać, więc opisała swój wariant, otulony profilaktycznie poduszkami, dużo łez - w tym łez Ameriki - happy ending i jeszcze więcej łez. Meh! W tej części mamy wszystko - niezdecydowaną Amerikę, której rozterki sercowe są na poziomie przedszkolnym, płaskiego byłego chłopaka, który i tak w końcu wybiera Lucy, Maxona, który jest jak miękka klucha, po prostu się toczy w tle... W zasadzie, jeśli ktoś oglądał kiedyś disneyowską, animowaną adaptację "Kopciuszka" - zauważy olbrzymie podobieństwo do tamtejszego księcia. Też takiej trochę kluchy. Szczytem było jednak dla mnie nieoczekiwanie zawieszenie broni między Ameriką a Celeste (której zresztą od początku kibicowałam, bo jako jedyna miała mocny rys), a potem wielka przyjaźń. Na pstryknięcie nieomal, bo zdjęcie w gazecie i wystąpienie naszej głównej niezdecydowanej w "Biuletynie" (czymś w rodzaju cotygodniowych wiadomości z obwieszczeniem wszystkiego od rządu i śledzeniem losów Eliminacji...) podnosi jej magicznie słupki, deklasując pozostałe 3 dziewczyny. Do tego dochodzi przyjaźń z rebeliantami z północy (aha), odkrycie przez Americę "spisku", co znaczy Gwiazda Polarna, jej imię, ilość buntowników z północy, etc, etc... a, i zapomniałam, Maxon robi z siebie chorągiewkę, "odkrywa" romans Ami z Aspenem (w końcu...) i wywala ją z pałacu, bo "złamała mu serce, ale mimo to wciąż ją kocha", a potem już mamy prawdziwy, happy ending. Meh, nawet teraz boli mnie żołądek od nadmiaru słodyczy w tym tomie. Pomijając już tą nieszczęsną i mikrą fabułę, która kleiła się niczym zużyta guma mamba (i to nie błąd) i absurd wielu sytuacji, to seria "Rywalek" jest mocno niedopracowana. Postacie są zwyczajnie płaskie (dobrze, Amerika w końcu dorosła i nie zalewa się łzami co chwilę) i nie wnoszą wiele, a wątki poboczne są zarysowane tak słabo, że równie dobrze mogłoby ich nie być. Mam wrażenie, że Kiera Cass zwyczajnie liczyła na rozwinięcie wszystkiego, a wyszło odcinanie kuponów. Podejrzewam też, że za późno zorientowała się, że "Jedyna" to koniec podstawowej trylogii (przypominam, są jeszcze 3 książki należące do serii "Rywalek") i trzeba jakoś to sfinalizować. Wyszło... kiepsko. Przynajmniej jak o fabułę chodzi - którą i tak pomijam, bo tak źle zarysowanej nie widziałam już jakiś czas. Gdyby nie fakt, że to czytadełko wchłania się na jedno posiedzenie z kawą - zapewne bym porzuciła infantylność w kącik, grzecznie bym oddała książki i przeprosiła, że to nie dla mnie. Niestety, ale przez cały czas miałam wrażenie, że czytam dopiero szkic, zarys całkiem dobrze (sic!) zapowiadającej się serii, którą na siłę skrócono, wygładzono i sprzedano, bo tak. Intrygi pałacowe i wątek rebeliantów był tak naciągany, że tylko obserwować, kiedy by pękł niczym guma. A im bliżej końca tomu, tym więcej wydarzeń "na siłę" i upchniętych, by się stało wszystko. Jedyny plus? Uśmiercenie (w końcu) kilku postaci, choć też, miałam wrażenie, że to uśmiercenie było na siłę i z przymusu, a nie przemyślanie. Po fakcie - nie wiadomo co się stało ze zmarłymi, bo już był ślub ;) Czarna dziura przeskoku sprawiła, że zwątpiłam. Podsumowując, to "Rywalki" nie są cyklem złym. Są... przeciętnym czytadełkiem, dobrym na jedno popołudnie - ot, przeczytać, odłożyć, zapomnieć. Nie rozumiem fenomenu z nimi związanego, nie pojmuję olbrzymiej sympatii dla bohaterów, którzy tak po prawdzie, zarysowani byli tylko ogólnikowo. No ale, ja nie jestem od zrozumienia tego fenomenu ;) Dość, że "Jedyna" to zakończenie przewidywalne i nie wnoszące wiele odmienności w nurt antyutopijnego young adult. Jeśli ktoś czytał poprzednie tomy - ten mu się pewnie spodoba, jeśli tamte również uznał za co najmniej dobre. Ale jeśli miał mieszane uczucia, i nie jest zdecydowany, by dociągnąć do końca farsę wyboru jedynej spośród 35, później 6 a na koniec 4 dziewcząt - nawet niech nie próbuje. A ja? A ja zasiadam do innych książek, chwilowo odpoczywając od "Rywalek"... ;)

Przeczytaj całą opinię
2017-05-04
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/228568

Kolejna część serii, którą wręcz "pochłonęłam", gdyż trudno to nazwać "czytaniem". Bardzo zżyłam się z Americą, kibicowałam jej i przeżywałam wszystko razem z nią. "Złam mi serce. Złam je tysiąc razy, jeśli zechcesz. Możesz z nim robić, co chcesz, bo należy tylko do ciebie". Wydawało się, iż ta seria może być wręcz banalna, ale nic bardziej mylnego! Zdecydowanie nie mogłam się od niej oderwać. W tej części dzieje się naprawdę wiele i być może dlatego podoba mi się najbardziej ze wszystkich, które dotychczas przeczytałam. Czuję, iż muszę to napisać: Celeste zasługiwała na coś lepszego. "To nie będzie "Żyli długo i szczęśliwie". To będzie o wiele więcej."

Przeczytaj całą opinię
2017-04-24
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/228568

Zakończenie trylogii równocześnie mnie zaskoczyło i spełniło oczekiwania. Spodziewałam się takiego finału Elimininacji, a przyjaźń dziewcząt przeszła kolejne etapy, o których bardzo przyjemnie się czytało. Natomiast wątek rebeliantów okazał się totalną niespodzianką, rozległość sieci, sposób działania... Nagle okazało się, że zapewne wiele w trakcie czytania przeoczyłam, bo nie wiedziałam, na co zwracać uwagę. Całą trylogię oceniam jako miłą, bardzo ładnie i dobrze językowo napisaną opowieść dla młodzieży, choć nie tylko. Chyba każdy potrzebuje czasem odskoczni od powagi życia codziennego i chciałby zagłębić się w świecie jak z bajki o Kopciuszku ;)

Przeczytaj całą opinię
2017-04-14
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/228568

Po przeczytaniu mam wiele myśli i mieszanych uczuć. Nie wiem czy mam się cieszyć czy płakać nad tym co się tutaj wydarzyło. Nie sądziłam, że taka lekka książka zrobi ze mną to co zrobiła. Podczas czytania doznałam szoku, cieszyłam się i miałam łzy w oczach. Bardzo mi się spodobała. Jestem niezmiernie szczęśliwa, bo książka od, której nie spodziewałam się czegoś wielkiego własnie to mi dała. Nie mogę się doczekać kiedy sięgnę po kolejne książki tej autorki. Zachęcam do tego wszystkich. Nie mówię, że spodoba się wszystkim, bo każdy ma inny gust, ale moim zdaniem naprawdę warto spróbować. Może zaskoczy Was tak jak mnie :)

Przeczytaj całą opinię
2017-04-14
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/228568

Czytaliście kiedyś książkę lub serię, która mimo swoich drobnych błędów ogromnie Wam się podobała? Może to nie być jakieś wielkie dzieło przekazujące same najwyższe wartości. Może to być coś lekkiego na odstresowanie i oczyszczenie umysłu od codziennych trosk. Coś, czego czytanie po prostu sprawiło Wam przyjemność. U mnie taką odskocznią od codzienności z pewnością była ''Selekcja''. ''Nie jesteś światem, ale jesteś tym, co sprawia, że ten świat jest dobry. Bez ciebie wciąż żyję, ale to, wszystko co jestem w stanie robić.'' Tysiące, a może nawet miliony dziewcząt zgłosiło się do Eliminacji, chcąc zyskać lepsze życie. Trzydzieści pięć młodych dam trafiło do pałacu, by walczyć o serce księcia Maxona i koronę Illei. Teraz dziewcząt jest coraz mniej, ale wszyscy wiedzą, że tylko jedna zdobędzie zaszczytne miejsce. Będzie nosiła piękne stroje i kosztowną biżuterię. Przed nią jednak nie tylko życie w luksusach, ale także trudne wyzwania. ''Czegokolwiek pragniesz, dąż do tego z całej siły.'' Wybranka Maxona powinna być niezwykle piękna, ale przy tym pełna pokory. Nieśmiała, ale nie tchórzliwa. Pogodna, a przy tym interesująca towarzyszka rozmów. Będzie musiała wspierać przyszłego władcę. A godność to powinno być jej drugie imię. Czy któraś z nich da radę udźwignąć ogrom obowiązków i nadal kochać księcia? Czy któraś na tyle poruszy sercem Maxona, by zostać jego żoną? ''Nie ma znaczenia, jak sama postrzegasz swój charakter, liczy się to, jak go wykorzystujesz.'' America wie już, czego chce. Chce młodego następcę tronu. Zawiodła jednak jego zaufanie i musi je odbudować. Nie jest to jednak takie łatwe, jak mogłoby się wydawać. W zamku znajduje się bowiem dziewczyna, która zbliżyła się do Maxona. America musi dowieść swojego uczucia i gotowości poświęcenia. Musi tańczyć tak, jak jej zagrają. Król robi wszystko, żeby wyrzucić rudowłosą dziewczynę z pałacu. Ona jednak się nie poddaje i stara się nie zwątpić w miłość Maxona. ''Dzielni ludzie zawsze mają jakieś blizny..'' Książka jak możecie się spodziewać, ogromnie mi się podobała. Fabuła nie była jakaś szczególnie oryginalna, ale pomysł z wymyśleniem Eliminacji na pewno mnie urzekł. Autorka pokazała to w taki sposób, że nie mogłam oderwać się na dobrych kilka godzin. Kiedy już przeczytałam ostatnią stronę, miałam ochotę wrócić do początku i zacząć przygodę z Americą od nowa. Historia dotycząca relacji dwojga ludzi, którzy z pozoru nie pasują do siebie pod żadnym względem. Właśnie, ''z pozoru'', bo jest dokładnie na odwrót. ''- Jak się czujesz, moja miła?- Czuję, że mam ochotę ci przyłożyć za nazywanie mnie "twoją miłą". - Szturchnęłam jego odsłonięty brzuch. Z uśmiechem podciągnął się, żeby usiąść koło mnie. - Niech będzie. Moja kochana? Moja najdroższa? Moja malutka? - Każde może być, jeśli zarezerwujesz je tylko dla mnie.'' Kiera Cass nie stworzyła klasycznych, przeciętnych bohaterów w swojej powieści. Jej mistrzostwo w pisaniu sprawiło, że bajka o kopciuszku zmieniła się w bardzo wciągającą lekturę o miłości (i nie tylko). O miłości, która potrafi być tak silna, że czasami sprawia ból. Zostaje on jednak szybko zaleczony. ''Złam mi serce. Złam je tysiąc razy, jeśli zechcesz. Możesz z nim zrobić, co chcesz, bo należy do ciebie. [...] Będę cię kochał do ostatniego tchnienia. Każde uderzenie mojego serca jest twoje.[...].'' Co do wydarzeń z książki.. hmmm.. Cieszy mnie to, że powieść nie została zamieniona w typowe romansidło i nie wszystko dzieje się wokół miłości. Ukazane nam zostały różnice w społeczeństwie. Wahania nastrojów w narodzie. Trud władania państwem. Postawę rebeliantów. Znęcanie się nad dzieckiem. Poświęcenie. Miłość rodzicielską. Przyjaźń. Jak sami widzicie sporo tego wszystkiego. To nie jest jednak wada. To zaleta. Autorka tak genialnie umie opisywać historię, że przekazuje dużo ważnych wartości pod powłoką leciuteńkiej lektury. ''- (...) kiedy jesteś na dnie, możesz tylko obwiniać tych, którzy są na szczycie.'' Cieszy mnie również to, że America się nie zmieniła. Pozostała sobą, chociaż mało brakowało, żeby uległa presji. Losy Marlee również trafiły do mojego serca. Nawet losy Celeste.. bez nich książka nie byłaby taka sama. Wybór Americi także mnie usatysfakcjonował, ponieważ zarówno Aspen jak Maxon zajmują szczególne miejsce w moim sercu. ''- Powiem wprost: nikt się z tobą nie zgadza. - Powiem wprost: nie obchodzi mnie to.'' Książka naprawdę genialna. Lekka, łatwa i przyjemna, a przy tym momentami pouczająca i przekazująca ważne wartości. Siądźcie z nią, a ona Was wciągnie i nie wypuści, aż do końca. Nawet jak odłożycie ją na przytulną półeczkę to zostanie w Waszej głowie na jakiś czas. ''To nie będzie "Żyli długo i szczęśliwie". To będzie o wiele więcej.''

Przeczytaj całą opinię
2017-04-07
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/228568

Jestem absolutnie zakochana w tej serii. Ja nie wiem, co ja teraz będę czytać? Kiera Cass postawiła poprzeczkę bardzo wysoko. Przedstawiła niezykle urocza historię, która była obfita w różne wydarzenia. Naprawdę trzeba mieć łeb by wymyślić tak wspaniałą historię!

Przeczytaj całą opinię
2017-03-19
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/228568

Przeczytałam całą trylogię w trakcie jednego wieczora i jednego poranka. Coś niesamowitego :D

Przeczytaj całą opinię
2017-03-16
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/228568

Uwaga, spoiler! [pokaż]

Kiera Cass wspominała w wywiadzie, iż zakończenie tej książki planowała kilka razy, a jej pisanie rozpoczęła od epilogu. Czy te działania faktycznie osiągnęły skutek pomyślny dla większego grona czytelników? Może to i dobrze, że America powiązała się z Maxonem. Chociaż w sumie, większość z nas - czytelników trylogii miała nadzieję na związek Mer x Aspen. Jak wiele postaci na łamach tej powieści przeżyło przemianę? Mnótwo. Od pokojówki Ameriki po oschłą Celeste. Definitywnie, momentem od którego nie mogłam się oderwać był atak Rebeliantów - morderców i nagła śmierć wyżej wspomnianej faworytki, ale przede wszystkim pary królewskiej. W mojej ostatecznej opinii ostatnia część - "uwieńczenie przygody naszej Piątki" - zasługuję na ocenę bardzo dobrą.

Przeczytaj całą opinię
2017-03-16
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/228568

Moja bardzo subiektywna opinia (Czasami człowiek musi, inaczej się udusi): Zostanę pewnie zlinczowana przez fanki, ale 3 tom to już tylko śmieszna bajeczka o księciu Dupku i masochistycznym Kopciuszku. No, nawet nieźle napisana , lekko i płynnie się czyta, dopracowana. Jeśli idzie o opowiedzianą historię, to uczucia mam niejednoznaczne – najpierw się złościłam, jak można znosić takie traktowanie i zabiegać o miłość chłopaczka bawiącego się uczuciami zadurzonych dziewczyn, potem rozśmieszyło mnie zakończenie - Maxon zimny jak lodowiec, bezlitosny, w końcu został zdradzony – przecież jego America oparła ramiona na piersi gwardzisty, dawnego przyjaciela!. Wielkie rozstanie - Americo masz odejść z klasą - wynoś się, nie rób scen. To Kriss będzie jedyną… bla, bla, bla. A niedługo potem: oddam za ciebie życie, musisz żyć, jesteś – Ami – moją najdroższą, jedyną, wymarzoną! O Kriss – najdroższej, słodkiej, wycałowywanej niejednokrotnie dziwnie błyskawicznie zapomniał? Jakiś niezrównoważony? Normalnie „Moda na sukces” odcinek 12 465. America straciła dużo mojej sympatii zabiegając o uczucia tego dupka Maxona. „– Powiedziałeś, że mi nie ufasz. Dopiero co dla zabawy upokorzyłeś mnie, a wczoraj powiedziałeś tak naprawdę, że trzeba się mnie wstydzić. Kilka godzin temu sugestia, żebyś się ze mną ożenił, doprowadziła cię do furii. Wybacz mi, jeśli nie czuję się zbyt pewnie w naszym związku.” ZWIĄZKU!? O jakim związku ona mówi?! Ami jest chyba masochistką, słowo – normalna dziewczyna powiedziałaby mu otwarcie, co myśli o jego miłości i takim związku. Maxon jeszcze w 1 lub 2 tomie zadeklarował Ami, że wybrał ją i oświadczy się jej, gdy będzie gotowa. Potem America ciągle natykała się na Maxona - chyba przez tę jego ogromną miłość do niej - obściskującego Kriss, namiętnie całującego i miętoszącego półnagą Celeste, tu wspólny obiadek, tam spacerek, tu czułe szepty, tam uśmieszki i pocałunki – z wszystkimi dziewczynami, prócz Ami. Ona została wyśmiana, gdy zapaliła świece, stworzyła nastrój, założyła kuszącą suknię i pragnęła trochę uczuć księcia . "– Ze wszystkiego, co dotąd robiłaś, to jest zdecydowanie najzabawniejsze! – Maxon pochylił się, klepiąc kolana ze śmiechu. – Przepraszam? Pocałował mnie energicznie w czoło. – Zawsze zastanawiałem się, jak to by wyglądało, gdybyś się postarała. – Znowu zaczął się śmiać. – Przepraszam, muszę już iść. – Nawet w jego postawie widać było rozbawienie. – Do zobaczenia rano." No, prawdziwie zakochany facet… Tylko pozazdrościć! Niestety dla niej uścisków zabrakło – normalne, że najukochańszą kobietę całuje się w czółko:) Wstyd mi za Ami, że wypatruje oczy za takim dupkiem. Dawno twierdziłam, że powinna go zostawić. Była mądrą dziewczyną, teraz już Trójką, dałaby sobie radę, a ten bufon miał przecież swoje skarbeczki – słodką Kriss i gorącą Celeste! „– Zupełnie jakbym ja nie miała powodów do wątpliwości. Traktujesz Kriss jak wcielenie anioła, a potem przyłapuję cię z Celeste… – Wyjaśniłem to.” (Przypomnę, że potrzebował poczucia kwadransa normalności!!!). Biedaczek… Ale trzeba przecież zrozumieć jego problemy, to w końcu on dokonuje wyboru. Wprawdzie nieoficjalnie wyznał miłość Americe, ale musi wielokrotnie sprawdzić pozostałe kandydatki. A nuż by się pomylił! Ma wielkie serce – okazało się, że kocha je wszystkie! Ach, i taki kwiatuszek, coś co ujęło mnie najbardziej – czułe karesy do swojej wybranki : „– Proszę cię, Ami, powiedziałaś już i zrobiłaś tyle głupich rzeczy, że jestem zaskoczony, że w ogóle jeszcze się czegoś wstydzisz.” No i jak tu nie kochać takiego romantycznego kochanka… Dzięki takim historiom jak ta, przybywa nam feministek… HiHiHi. Nigdy się za takową nie uważałam, ale teraz – czemu nie – taki Maxon z każdej myślącej kobiety zrobi feministkę:)

Przeczytaj całą opinię
2017-03-10
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/228568
z 61