Jedz módl się kochaj

Wydanie
Rebis, Poznań, .
Liczba stron
1
Wymiary
14,0 × 12,5 cm
Typ publikacji
Płyta CD
Nośnik główny
CD-MP3
Ilość nośników
1
Oprawa
Kartonowa Foliowana
ISBN
9788375106305
Waga
0,06 kg
Język
polski
więcej detali

Kategorie

Opis książki

Ponad 145 tysięcy wydanych egzemplarzy w Polsce. Ponad 7 milionów egzemplarzy sprzedanych na świecie. Przeczytały ją i polubiły Oprah Winfrey, Hillary Clinton oraz Meg Ryan. Elizabeth Gilbert przed trzydziestką miała wszystko, o czym powinna marzyć nowoczesna kobieta: męża, dom za miastem, dobrą pracę. Mimo to nie była ani szczęśliwa, ani spełniona. Przeżyła rozwód, ciężką depresję i nieszczęśliwą miłość. A potem zaczęła szukać siebie na nowo. Jedz, módl się, kochaj mówi o tym, co może się zdarzyć, kiedy bierzemy odpowiedzialność za zadowolenie z własnego życia. To książka dla każdego, kto kiedykolwiek obudził się rano z nieodpartym pragnieniem zmian. Elizabeth Gilbert jest autorką m.in. powieści Ludzie z wysp (REBIS 2009) i The Last American Man (w finale National Book Award). Pracowała jako dziennikarka w „GQ”, jej artykuły uzyskały trzy nominacje do National Magazine Award. ANNA DERESZOWSKA - polska aktorka mająca na swoim koncie role teatralne, filmowe oraz serialowe. Pasjonuje się śpiewem (była nominowana do Fryderyka za płytę z zespołem Machina del Tango), współpracuje ze studiami dubbingowymi oraz Teatrem Polskiego Radia. Popularność przyniosła jej rola przebojowej Korby w filmie Lejdis z 2008 roku. Od tej pory najczęściej wciela się w postacie kobiet samodzielnych, dynamicznych, śmiało realizujących swe cele. Aktorkę coraz częściej usłyszeć możemy również w wydaniach audioksiążek, w tym w kontynuacji bestsellerowej powieści Elizabeth Gilbert Jedz, módl się, kochaj zatytułowanej I że cię nie opuszczę… Czyta: Anna Dereszowska

Opinie czytelników

(2.85)
6006 ocen, w tym
198 opinii
5
15
4
47
3
47
2
41
1
48
Proszę , aby dodać opinię.
Twoja ocena
Tytuł opinii
Treść
Uwaga! Proszę wypełnić wymagane pola.

W zasadzie nawet jedna gwiazdka to dla tej ksiazki o wiele za duzo... jedyny powtarzam jedyny jasny punkt to czytanie pani Anny Dereszowskiej ktora nadala ciutke zycie w tym oceanie nudy... w przedmowie autorka wspomina o zainspirowaniu miliona kobiet i jesli tak jest to jestem przerazona... przede wszystkim tym ze miliony ja przeczytaly :) no w sumie jestem w tej grupie za co mi bardziej wstyd niz za przeczytanie jedynej... no okej to byl audiobook sluchalam tego przy pracy w opgrodzie i tylko dlatego dalam rade, choc zastanawiam sie jak to sie stalo ze jestem jeszcze normalna?! Zostajemy uraczeni historia nieudanego malzenstwa i romansu, morza lez i recepty na szczescie pani Gilbert... a wiec wystarczy zerwac wiezy zwiazku (o jakie szczescie ze nie bylo dzieci, przeciez nasza bohaterka ich nie chce), opuscic kochanka (ktoremu autorka sie narzuca) i wyruszyc w roczna podroz po swiecie a tam jestesmy uraczenie jeziorem nudy w italii, morzem w indii a oceanem w Indonezji... jesli spodziewaliscie sie romansu mozecie o tym zapomniec jest tylko nuda, mozolnie poznajemy z Lisa zwyczaje panujace w odwiedzanych krajach, ciekawostki (??) o nich i jestesmy poddani nachalnej propagandzie jak znalesc szczescie (recepta powyzej) ... myslalam, naprawde wierzylam ze zobacze cos wiecej poza egoistka myslaca tylko o sobie i nieliczaca sie z calym swiatem, TO przecierz moje zycie wiec mam prawo niszczyc wszystko inne zgadza sie? JA Jestem najwazniejsza i to mnie nalezy sie wszystko, droga medytacji dobrego jedzenia i podstarzalego brazylijczyka znajde w szczescie i rownowage i zrozumie sama siebie... moze jakby to nie bylo takie nudne jakos bym przez to przebrnela ale nuda w powiazaniu z glowna bohaterka to juz za wiele , jest to na pewno kandydatka do najgorszej ksiazki ktora kiedykolwiek wzielam do reki...

Przeczytaj całą opinię
2017-04-11
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/21587

Bohaterką książki jest Amerykanka, kobieta sukcesu, która pozornie ma wszystko – żyje w jednym z ciekawszych miast, Nowym Jorku, ma męża, przyjaciół i związaną z podróżami pracę, którą lubi. Jednak pewnej nocy, szlochając na łazienkowej podłodze nad faktem, że przestała kochać męża, przy boskiej pomocy dochodzi do wniosku, że musi zmienić swoje życie. A konkretniej - zrobić coś dla siebie (nie będę się tu pastwić i nie zapytam, co więc robiła do tej pory). Nie wiem, jakie założenie przyświecało Gilbert przy opisywaniu swojej depresji i destrukcyjnego romansu, w który wplątała się niedługo po rozstaniu z mężem, być może wszystkie te harlequinowate fragmenty miały mieć charakter jedynie informacyjny i wprowadzający czytelnika w fabułę, bo niestety nie opisała swoich egzystencjalnych problemów w sposób, który mógłby wzbudzić moje współczucie i zrozumienie. Powiem więcej, zirytowana jej rozczulaniem się na sobą miałam raczej ochotę krzyknąć, by wzięła się w garść. Przecież to nie ona została znienacka porzucona, i to ona, będąc już kobietą dojrzałą, powinna mieć świadomość tego, że związki „na pocieszenie” rzadko kiedy są dobrym pomysłem. Strach pomyśleć, jak swoje problemy rozwiązałaby Elisabeth Gilbert, gdyby skazana była na żywot przeciętnej rozwódki z Harlemu, którą stać na szukanie pocieszenia najwyżej w pobliskim zakładzie fryzjerskim. Tutaj powoli zaczął mi się wyłaniać obraz egocentrycznej kobiety, która po osiągnięciu wszystkich celów nie wie, co dalej z życiem zrobić. Nie chciałam jednak na wstępie oceniać jej zbyt powierzchownie, przecież to w założeniu miała być książka o duchowym rozwoju i poznawaniu siebie. Idea podróżowania w poszukiwaniu sensu życia jest niezwykle atrakcyjna zarówno dla podróżnika, jak i czytelników. A jeśli dodać do tego podróżowanie po tak fascynujących krajach, jak Italia, Indie i Indonezja, to opis takich wojaży powinien być literacką ucztą. Gilbert w wyżej wymienionych miejscach przez rok próbowała zmienić swoje życie. We Włoszech oprócz języka uczyła się też czerpania przyjemności ze zwykłych rzeczy – jedzenia, spotkań z przyjaciółmi czy relaksowania się przy fontannie. W Indiach przebywała w aśramie z nadzieją, że za pomocą medytacji, powtarzania mantr i praktykowania jogi zbliży się do Boga. W Indonezji próbowała połączyć to, czego nauczyła się we Włoszech i Indiach, a jako dodatek znalazła dawno przepowiedzianą miłość. Brzmi pięknie, ale to wszystko. Jedynie czytając początek części poświęconej Włochom, miałam ochotę podążyć śladami Elisabeth, opisy potraw były naprawdę sugestywne, czuć też było atmosferę przyjemnego, niespiesznego życia. Druga część, o Indiach, jest już dużo słabsza. Partie dotyczące medytacji i ogólnie religii Wschodu są niezbyt głębokie i raczej banalne. Nie zaskoczyła mnie niczym, a nie jestem specjalistką w tej tematyce. Autorka nie umie przekonująco przedstawić swojego duchowego rozwoju. Może dlatego, że takie rzeczy trzeba przeżyć, a może dlatego, że, pozwolę sobie tutaj na małą złośliwość, Gilbert w jej egzaltacji wydało się, że przeżyła coś mistycznego. Indonezja nieco ratuje tę książkę, choć bardziej z powodu ciekawych postaci drugoplanowych. Nie jest to książka wybitna także pod względem podróżniczym. Ciągle miałam wrażenie, że autorka pisze o tym, co tak naprawdę chciała w trakcie tych podróży zobaczyć i poczuć – Rzym to dla niej miasto pełne przyjaznych i energicznych Włochów, Indie są w zasadzie krajem świętych krów i pstrokato ubranych, filozoficznie podchodzących do życia ludzi, a Indonezję, z racji tego, że tubylcy nosili kwiaty we włosach, początkowo entuzjastycznie odebrała jako kraj ludzi szczęśliwych. Nie dowiadujemy się o tych krajach jednak nic nowego – o tym, że Berlusconi jest głupi, a Włosi kochają piłkę i pizzę – wiemy; o tym, że Indie są biedne i mają dużo świątyń – wiemy; o tym, że w muzułmańskiej Indonezji kobiety znaczą niewiele – wiemy. I nie jest to wiedza tajemna, zarezerwowana dla specjalistów. Jedyne ciekawe fragmenty, np. o historii języka włoskiego czy historii Bali, są wyjęte prosto z encyklopedii. Czytanie tej książki nie należało do przyjemności. Na początku obawiałam się, że będzie o podróży życia kobiety z problemami, która wiedziona poradami rodem z „Cosmo” jedzie szukać oświecenia w modnych zakątkach globu. Później autorka już tylko utwierdzała mnie w tym przekonaniu. Wszystko w niej jest jak amerykański sen – Gilbert po kosztownym rozwodzie nie ma pieniędzy, Gilbert niespodziewanie dostaje zastrzyk gotówki od swojego wydawcy; Gilbert podczas podróży poznaje nowych ludzi, ludzie z miejsca ją uwielbiają i zostają jej szczerymi przyjaciółmi; Szaman przepowiada jej uroczą przyszłość, przepowiednia oczywiście się sprawdza. Gilbert osiąga wszystkie swoje zamierzenia, i byłoby to naprawdę piękne, pocieszające i zachęcające do refleksji nad życiem, gdyby nie było napisane w sposób tak naiwny i egzaltowany.

Przeczytaj całą opinię
2017-02-09
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/21587

Książka została przeze mnie przekartkowana a nie przeczytana. Główna bohaterka budzi się nagle ze snu które, nazywała życiem. No i mamy rozwód, depresję, pobudkę, szukanie, znalezienie. Sparafrazowałabym to jeszcze, wkładając okrutnie w jej usta monolog niczym z jednej sceny z filmu "Dzień świra": jadłam, jadłam, jeździłam, jeździłam, mówiłam, mówiłam, zwiedzałam, zwiedzałam, modliłam, modliłam, całował, całował. Słaba!

Przeczytaj całą opinię
2017-01-31
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/21587

Nie mój typ literatury. Zmęczyłam ten urodzinowy prezent i odstawiłam na półkę. Swoiste wynurzenia kobiety zmęczonej życiem (odczuwalne;), z którego radość chce odzyskać. Narrator i bohaterka w jednym, próbuje odnaleźć utracone szczęście szukając pomocy w kilku miejscach świata. Większość z nas mogłaby zbliżoną opowieść sporządzić. (Bohaterka przynajmniej miała dużo kasy i mogła sobie "popodróżować", w celu złapania dystansu i świeżego spojrzenia na swój los). To emocjonalna, uczuciowa, ckliwa, zalatująca depresją, tętniąca egzaltacją i egocentryzmem opowieść autorki o sobie. Próba "autospowiedzi"(?) pisana językiem prostym i przystępnym. To zbiór kobiecych emocji ubranych w słowa. Takie introspekcje my kobiety znamy z autopsji, mamy niemal na co dzień;), a pisanie o nich po to, "by świat mnie zauważył", jest ostatnią rzeczą jaką chciałabym z nimi zrobić. Wieje oczywistością i nudą. Pomimo, iż autorka była w wielu ciekawych miejscach, to opisy ich są bardzo skąpe na niekorzyść książki. Momentami występują próby przeintelektualizowania przeżyć, niezbyt udane, frustrujące. Bohaterka stale skupia się na własnych uczuciach, a jedyny morał z tej książki jest taki, że pieniądze szczęścia nie dają, ale dzięki nim można poszukać tego szczęścia hen,hen, daleko.... i je znaleźć. W sobie. Choć autorka tak tego nie ujęła; ośmielam się wyciągnąć powyższy wniosek, by móc zaznaczyć 1 gwiazdkę. Ta pozycja była potrzebna- samej autorce, której wydało się istotnym ogłoszenie światu niczego. Pomimo tylu emocji, rzekomo z głębi płynących odbieram ten twór jako płyciznę niemiłosierną. Gniot jakich mało. Jedyne co podobało mi się w tej książce to fakt, że się skończyła. Kwestia gustu. Ja zdecydowanie wolę Bolka i Lolka. Przy tym badziewiu to i Ferdynand Kiepski jawi się geniuszem! Co zresztą jest prawdą niepodważalną.

Przeczytaj całą opinię
2016-12-08
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/21587

Okropna ksiazka..... przeczytalam az 100 stron co mnie bardzo dziwi, nie wiem jak mi sie to udalo. Juz dawno nie mialam w rekach tak nudnej, nie interesujacej ksiazki. Autorka opisuje przewaznie swoje odczucia, gdzie byla, co robila, co widziala i co jadla.

Przeczytaj całą opinię
2016-11-27
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/21587

dziś mam dzień uzupełniania notatek w profilach książkowych... co znajdę w jednym przeklejem i uzupełniam, w drugim...... Cieszę się, że najpierw przesłuchałam "i że Cię nie opuszczę", bo ta druga podobała mi się znacznie bardziej i podejmowała ciekawszą, mniej znaną mi tematykę. gdybym zaczęła od Jedź módl się,,, , nie chciałabym, chętnie kontynuować "przygody". Bohaterka przeżywa kryzys i rozterki jak tysiące ludzi, postanawia uciec, zacząć wszystko od nowa, to już jest tak, że zależy na kogo trafisz w jakim momencie, ukierunkuje Cię w inną stronę. większość książki jest dla mnie niewiele nowego wnoszącym słowotokiem, ale perełki myślowe również się znajdą.

Przeczytaj całą opinię
2016-10-14
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/21587

Czytałam tę książkę długo, gdyż nie chciałam jej kończyć. Wywołała ona we mnie tyle łez, smutku i radości, jak jeszcze żadna inna powieść tego nie zrobiła. Liz została moją mentorką życiową, a "Jedz, módl się, kochaj" moją drugą Biblią. Nie dajcie się zwieść okładce, to nie jest komedia romatyczna!! Czytajcie tę książkę całym sercem i duszą.

Przeczytaj całą opinię
2016-09-03
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/21587

Recenzja sprawozdawcza MDKK: 17 lutego 2012 r. młodzież z ryńskiego Młodzieżowego Dyskusyjnego Klubu Książki spotkała się w Czytelni Biblioteki, aby podyskutować na temat książki "Jedź, módl się, kochaj" autorstwa amerykańskiej pisarki Elizabeth Gilbert. Bohaterką powieści jest trzydziestokilkuletnia kobieta. Teoretycznie ma wszystko. Dom, męża, pieniądze... . Jednak mimo tych wszystkich dobrodziejstw nie jest ani szczęśliwa ani spełniona. Rozwodzi się, wpada w depresję i stara się odszukać siebie samej w bałaganie życia. Postanawia odbyć duchową wędrówkę po trzech krajach "I" - Italia, Indie oraz Indonezja. Podróże te obfitują w opisy miejscowych obyczajów nakładając szczególny nacisk na sztukę kulinarną. Wędrówka w głąb siebie samej zdaje się jednak przerastać bohaterkę. Odkrywa nieznany dotąd dla siebie świat. Poznaje ludzi, których problemy życia codziennego zaczynają zmuszać ją do refleksji nad swoją egzystencją. Co za tym idzie? Jak uznali klubowicze, nic. Opisy jej filozoficznych przemyśleń są pełne słusznych wniosków do ,których ona sama się jednak nie stosuje. Im głębiej zachodziliśmy w powieść tym bardziej utwierdzaliśmy się w przeświadczeniu iż bohaterka nie jest kobietą z problemami, a jedynie snobką, która usiłuje stworzyć wizerunek męczennicy. Młodzież zauważyła też, że poruszone kwestie mają większy wpływ na czytelnika niźli na samą bohaterkę. Po zebraniu wszystkich opinii pozytywnych jak i negatywnych uznaliśmy iż omawiana książka idealnie wpasowuje się w modny ostatnio nurt odnośnie pomieszania wątków podróży cielesnej, duchowej oraz kulinarnej.

Przeczytaj całą opinię
2016-09-03
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/21587

Jako zamiłowana podróżniczka uznałam, że koniecznie należy przeczytać "Jedz, módl się i kochaj". I to był błąd. Książka w ogóle mi się nie podobało, a podejście autorki/narratorki było dla mnie chwilami nie do zniesienia. Sama spędziłam cztery miesiące we Włoszech i aż mnie serce bolało, gdy czytałam, co Gilbert wypisywała na temat tego kraju. Jeśli natomiast chodzi o pozostałe części - jak dla mnie zdecydowanie zbyt "wzniosłe". Choć wiem, że książka to prawdziwa historia autorki, całość wydaje mi się absurdalnie nieprawdopodobna. Niestety.

Przeczytaj całą opinię
2016-09-02
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/21587

Zdecydowanie bardziej podobał mi się film, którym byłam zachwycona. Książka niestety nie jest już tak ciekawa, ale nie jest też zła. W książce najbardziej podobała mi się część ostatnia, gdyż tam się najwięcej działo. Dwie pierwsze części trochę są przegadane, autorka kilkakrotnie wraca do tych samych przemyśleń i w kółko powtarza to samo, co nieco nudzi i zniechęca. Ogólnie książka jest w porządku, taka prawie na wakacje, można ją przeczytać.

Przeczytaj całą opinię
2016-08-29
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/21587
z 20