Królowa bez Nobla

Rozmowy o matematyce

Wydanie
Demart, Warszawa, .
Liczba stron
295
Wymiary
16,5 × 24,5 cm
Oprawa
Twarda
ISBN
9788374278522
Waga
0,91 kg
Język
polski
więcej detali

Kategorie

Opis książki

Dla kogo właściwie jest tak książka? Dla zdeklarowanych humanistów, miłośników nauk ścisłych i przyrodniczych, ciekawych świata, otwartych, słowem dla tych, którzy lubią wiedzieć. Pełno w książce anegdot, porównań, ilustracji – naprawdę zaskakujących, dowcipnych. Każdy rozdział to osobna frapująca rozmowa: o dokonaniach starożytnych filozofów, gdyż to oni zajmowali się matematyką, o liczbach, o kanonach piękna, o malarstwie, o muzyce, o wielkich uczonych, o tym co matematycy mają jeszcze do zrobienia i dlaczego nie dostają nagrody Nobla…

Opinie czytelników

(3.86)
28 ocen, w tym
7 opinii
5
3
4
4
3
0
2
0
1
0
Proszę , aby dodać opinię.
Twoja ocena
Tytuł opinii
Treść
Uwaga! Proszę wypełnić wymagane pola.

Z pewnością najlepsza książka popularyzująca matematykę, jaką do tej pory czytałam! Myślę, że jest ona dla każdego bez względu na stopień znajomości królowej nauk. Osoby bliżej obcujące z matematyką znajdą w niej ciekawostki matematyczne, o których wcześniej nie słyszeli np dla mnie to było między innymi twierdzenie o kanapce:) Dla tych drugich książka może stać się dowodem na piękno i wszechobecność matematyki. Autorzy jak na matematyków przystało - udowodnili, co prawda nie twierdzenie, ale fakt, że o królowej (tej bez Nobla) można mówić prostym językiem tak, by właściwie każdy zrozumiał :)

Przeczytaj całą opinię
2017-01-28
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/177425

Czy ma sens czytać książkę popularną o nauce, która wydaje nam się za łatwa? Ma sens, szczególnie wtedy, gdy nam się tylko wydaje. "Królowa bez Nobla. Rozmowy o matematyce" to dla mnie taka właśnie książka. Autorzy, dwaj matematycy z UJ, to najbardziej utytułowani, żyjący popularyzatorzy matematyki w Polsce. Wcześniej napisali "Bezmiar matematycznej wyobraźni" i "Diamenty matematyki", uznane przez Polską Fundację Upowszechniania Nauki za najlepsze książki popularyzujące naukę (w ogóle, nie matematyczne!) w latach 1995-1998. To dla zaciekawienia lekturą i dla zaprezentowania autorów. Dla zachęcenia potencjalnego czytelnika do lektury, autorzy zastosowali ciekawą formułę. Książka zbudowana jest bowiem na zasadzie kilkunastu rozmów ucznia i nauczyciela. Pierwszy zadaje pytania, wychodzi z pozycji, że nie wie, a odpowiadający daje wyczerpującą analizę problemu. Wytwarza się ciekawa wymiana myśli, naprowadzanie na istotę problemu, która w matematyce jest zasadniczą składową procesu umysłowego. Uruchamiana jest wyobraźnia, niezwykle pomocna, szczególnie nieobytym na co dzień z matematyką. Są przepiękne kolorowe rysunki, zarówno ilustracje dzieł sztuki, jak i wykresy czy tabele. Wszystko stanowi integralną część pracy. Pewnych tematów nawet nie dałoby się bez grafiki wyjaśnić. Niemal każda strona zawiera jakiś element graficzny. Wykresy, jeśli mają coś wyjaśnić, są duże (nawet na całe strony), by nikt nie czuł się zagubiony, niedoinformowany. Po prostu feeria barw w słusznej sprawie! Zakładany poziom matematycznego obycia, to według mnie szkoła średnia. Stąd wiele pojęć nie jest w sposób ścisły wyprowadzony szczególnie, gdy opisywana jest nowoczesna matematyka. Jednak dla śledzenia niemal wszystkich wywodów, zdobyta w trakcie lektury wiedza jest wystarczająca. Te kilka wyjątków, to pewne rozważania o liczbach, pojęcie rozmaitość, elementy rachunku tensorowego. Mimo, że tych pojęć w sposób ścisły nie daje się zdefiniować na zakładanym poziomie zaawansowania tekstu, to autorzy zastosowali liczne sprytne analogie, porównania. To, co dla mnie było wartością nie do przecenienia, do wielokrotne powtarzanie, jak należy traktować matematykę; po co ona jest. Tu cytat, który sporo wyjaśnia, a formalnie jest odpowiedzią na częste pytanie w stylu, 'po co logarytmy czy sinusy?' (str. 44): "Na nauczanie matematyki wiele osób patrzy przede wszystkim pod kątem przydatności w praktyce, zapominając o pewnych innych aspektach, jak chociażby o ogólnej kulturze. Oczywiście, na co dzień nie wykorzystujemy bezpośrednio różnych konstrukcji i obiektów matematycznych, ale często nawet nie wiemy, że się nimi posługujemy lub wykorzystujemy ich własności. Rozumiem, że praktyczne sugestywne zastosowania działają na wyobraźnię najlepiej, ale nie tylko o praktykę tu chodzi. Na lekcjach matematyki, oprócz konkretnych narzędzi i metod, młodzi ludzie powinni się uczyć logicznego myślenia, umiejętności wyciągania wniosków z danych, czyli myślenia dedukcyjnego. Tego właśnie uczy rozwiązywanie zadań z geometrii, czy równań z logarytmami i sinusami. One uczą wykorzystywania danych, zmuszają do logicznego myślenia na abstrakcyjnych przykładach." Nie da się krótko zreferować możliwych intelektualnych przyjemności z czytania "Królowej bez Nobla". Samych faktów, które warto poznać jest sporo. Można zrozumieć, czym jest homeomorfizm (str. 50), przyswoić zasadę działania szyfrów RSA (str. 61-63), które w Internecie są powszechne, czy poznać zastosowania fraktali w telefonach, czy transmisji sygnału w kablach (str. 245). Z potężnych pojęć, które w matematyce są codziennością, a tu zostały niemal ściśle podane, należy wyliczyć pojęcie grupy (str. 157), przestrzeni Banacha (str.89-91). Warto szczególnie zanurzyć się w rozdział o teorii liczb, pełen dziwów świadczących o potędze ludzkiego umysłu. Poznajemy historię zera, liczb ujemnych oraz krótkie charakterystyki podstawowych zbiorów liczbowych, aż do pięknie opisanych liczb zespolonych (str. 35-37). Samo piękno, to temat całego rozdziału, gdzie przeanalizowano inspiracje malarzy, architektów. Fascynacja złotym podziałem, bryłami platońskimi, elementami perspektywy, to znane od starożytności geometryczne podstawy. Sztuka od wieków czerpie z matematyki. Tak przy okazji dowiadujemy się, że człowiekowi estetycznie pozytywnych doznań, dostarczają przedmioty symetryczne (czyli izometrie). Następnie autorzy łagodnie przechodzą do analizy pokrycia płaszczyzn przez mozaiki, i dyskusji co matematyka ma na ten temat do powiedzenia (a ma dużo). Wszystko okraszone pięknymi ilustracjami. W rozdziale o nierozwiązanych problemach matematycznych, uświadamiamy sobie, że samo sformułowanie problemu może być zrozumiałe przez każdego, jednak czasem rozwiązanie jest ponad ludzkie możliwości. Przykładowo, hipoteza Goldbacha: 'każda liczba parzysta większa od 2 może być przedstawiona, jako suma dwóch liczb pierwszych', nie ma rozwiązania od ponad 270 lat! Inny przykład związany jest z liczbami doskonałymi (czyli takimi, które są sumą wszystkich własnych dzielników, np 6 = 1+2+3). Okazuje się, że nic nie wiadomo o istnieniu liczb doskonałych nieparzystych. Czy jest jedna, kilka czy też jest ich nieskończenie dużo?! Jest wspomniany polski wkład do matematyki. Autorzy poświęcają temu cały rozdział. Mamy zdjęcie profesora Mazura (za czasów międzywojennej szkoły lwowskiej sformułował problem, za którego rozwiązanie obiecał gęś), wręczającego umieszczoną w koszyku nagrodę młodemu Szwedowi. Są przykłady twierdzeń, które za zabawowym sformułowaniem, kryją poważne matematyczne wyzwania, jak twierdzenie o antypodach: 'w każdej chwili istnieją na kuli ziemskiej dwa punkty leżące dokładnie naprzeciwko siebie, w których ciśnienie i temperatura są identyczne'. Inny przykład, to twierdzenie Banacha o punkcie stałym (str. 95): "Wyobraź sobie, że gdzieś w Polsce kładziesz na ziemi mapę Polski. Wówczas na pewno jest taki punkt na mapie, że leży on dokładnie w miejscu, które przedstawia." Oba przytoczone twierdzenia (w formie nieco nieformalnej) stanowią bardzo zaawansowane elementy topologii, czy przestrzeni metrycznych. Na szczęście można i współczesną matematykę przybliżać w sposób przystępny i zrozumiały dla laika. W innym rozdziale, o statystyce i prawdopodobieństwie, podano wyliczenie szansy na wygranie w Lotto. Autorzy interesująco opisali, czemu sondaże wyborcze to nie najlepsze źródło pewnych wyliczeń preferencji wyborczych obywateli. Wreszcie podany jest bardzo ciekawy przykład na wyniki matur z różnych przedmiotów w roku 2005 (zebranych z całej Polski). Z wykresów rozkładu ocen, można ustalić od ilu punktów było zaliczenie z przedmiotu! Okazuje się, że nauczyciele minimalną liczbę punktów (dającą promocję) dawali w sposób 'nadreprezentatywny' (zbyt ochoczo), przez co zakładany rozkład Gaussa (dzwonowy) został w sposób radykalnie zaburzony. Szczegóły z grafikami na str. 222-223. Prawdziwi twardziele dostają przedostatni rozdział, który jest zbiorem łamigłówek, zarówno rozwiązanych jak i do samodzielnej analizy. W ostatnim zaś pada odpowiedź na problem braku Nagrody Nobla dla królowej nauki. Dodatkowo autorzy podają kilka przykładów innych prestiżowych nagród dla matematyków. Poznajemy dziwaków, przede wszystkim Perelmana, który nie odbiera żadnych nagród, mimo że jest uznawany za geniusza i wielokrotnie był honorowany za swe osiągnięcia. Jest też Grothendieck, który po błyskotliwych latach pracy naukowej, zaszył się w głuszy. Nikt nie wie, gdzie jest i czy jeszcze żyje. Czemu warto tę książkę mieć? Bo według mnie to praca, umożliwiająca wielokrotne wyczytywanie treści na nowo, szczególnie przez ludzi, o zainteresowaniach dalekich od matematyki. Daje satysfakcję ze zrozumienia, która sprawia dopaminową radość mózgowi. Pewne elementy, zwłaszcza te trudniejsze, warto na nowo przyswajać, analizować. Zawsze, w ramach przerwy, można podziwiać piękno fraktali, czy zamieszczone na początku każdego rozdziału, ilustracje przedstawiające obrazy wybitnego rosyjskiego matematyka. Lepszej reklamy piękna i sensu zgłębiania matematyki nie czytałem dawno! Gorąco polecam. Za same grafiki warto dać maksymalną notę.

Przeczytaj całą opinię
2016-11-18
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/177425

Książka trochę mi się skojarzyła z pozycją "Och ta geometria", która jest kierowana do młodszych czytelników. Ta pozycja właściwie powinna być zrozumiała mniej więcej dla licealistów, choć bywają trudniejsze fragmenty, jak ten o geometrii różniczkowej. Tam też trochę posypał się schemat książki, która ma formę dialogu "żółtodzioba" z profesorem. W tym rozdziale żółtodziób ma zdecydowanie zbyt wielką wiedzę. Ogólnie, książka jest kopalnią rozmaitych ciekawostek o matematyce, którymi potem można sypać "z rękawa" w codziennych rozmowach. Rozmowy te uzupełnianie są tablicami, na których omawiane tematy można poznać dokładniej (choć jeśli ktoś nie chce, to bez szkody dla lektury może je pominąć). Oprócz faktów stricte matematycznych, związanych np. z topologią, geometrią różniczkową, teorią liczb, statystyką czy fraktalami, poznamy tu spiskowe teorie wyjaśniające dlaczego nie ma Nobla z matematyki, dowcipy matematyczne, zagadki matematyczne, pomstowanie na sondaże polityczne czy działalność wymiaru sprawiedliwości. A także rozważania nad tym który matematyk co rzeczywiście odkrył i czy odkrycie nazwano właściwym imieniem, czy dwoje matematyków mogło się spotkać ze sobą, itd. Z jedną rzeczą jednak nie mogę się za bardzo zgodzić: autorzy kilka razy podkreślają (np. str. 47, 245), że zoom cyfrowy oparty jest na metodach fraktalnych. Nic podobnego. Jest to problem interpolacji. Owszem, metody fraktalne stosowane bywają w kompresji obrazów (kody PIFS-SF), ale jest to raczej temat rozwojowo-badawczy niż stosowany praktycznie. Inne nieścisłości, błędy: s. 53: "niekończenie wiele" -> "nieSkończenie wiele" s. 137: Salvador Dali uznany jest za malarza klasycznego:) s. 244: "po raz miałem" -> "po raz PIERWSZY miałem"

Przeczytaj całą opinię
2015-07-23
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/177425

Rewelacyjna książka zarówno dla osób interesujących się matematyką jak również dla tych, którzy nie mają o niej zbyt wielkiej wiedzy. W zupełności spełni oczekiwania fascynatów tej dziedziny, jak również zachęci osoby nie przepadających za matematyką do głębszego jej poznania i odkrycia jej piękna.

Przeczytaj całą opinię
2015-07-22
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/177425

Matematyka. Wzory, liczby, ułamki, wykresy i zabawa z cyrklem, która na początku wydaje się porywająca, a potem wszystko się psuje. Ala ma kota, a kot ma Alę. Oblicz pole trapezu. Wszystkie podręczniki i ćwiczenia do tego przedmiotu sieją przerażenie w umysłach uczniów. Rozmowy o matematyce zamykają się w tematach: „sprawdź rozwiązanie zadania z tyłu książki”, „chętni (hehehe) mogą zrobić zadania z gwiazdką”, „nie baw się ekierką” oraz „umiesz coś na sprawdzian z majcy?”. Nic poza tym. Ten przedmiot był moją szkolną zmorą od czwartej klasy szkoły podstawowej. Nie oznacza to, że mój mały świat ignoruje wszystko, co wiąże się z tą dziedziną. Gdy zobaczyłam książkę „Królowa bez Nobla. Rozmowy o matematyce”, poczułam ukłucie w moim zranionym przez „matmę” sercu oraz poruszenie w mózgu – bo jakie „rozmowy”, w dodatku przez 296 stron? Domyślacie się, który organ zwyciężył tę wewnętrzną walkę. Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy, to naprawdę perfekcyjnie przygotowane wydanie książki. Czegoś takiego już dawno nie widziałam: twarda oprawa, dobry papier, wygodna czcionka, bardzo dużo grafik, fotografii oraz wykresów, które ułatwiają zrozumienie treści (wszystko w świetnej jakości). Muszę to napisać – wydaje mi się, że cena tego tytułu powinna być wyższa (!), bo wydawca musiał poświęcić dużo czasu na zrobienie czegoś tak doskonałego. Skoro książka dobrze wygląda, to może treść jest trefna? Nic z tych rzeczy. „Królowa bez Nobla” jest podzielona na czternaście rozmów. Nie wiemy, kto je prowadzi – wiadomo, że jedna z nich chętnie dzieli się swoją wiedzą w przystępny sposób, a druga ma jakieś pojęcie o matematyce, ale na pewno nie traktuje zadań matematycznych jako najlepszą rozrywkę na świecie. Kolejne rozdziały zajmują się zagadnieniami, które napisano w bardzo sprytny sposób. Interesujesz się sportem? Ok, mamy coś dla Ciebie! Wielbiciele malarstwa, historii, jedzenia, astronomii, pijanych królików, a nawet marzyciele, plotkarze i przyszli milionerzy też znajdą swój kącik. Całość jest nafaszerowana humorem, często <uzasadnioną> złośliwością i ironią. Nie, nie chodzi o psychiczne znęcanie się nad osobami, które w miarę możliwości starają się maksymalnie ignorować matematykę. Panowie trafiają w sedno, tzn. krytykują obecne sposoby nauczania, zasady zdawania egzaminów i codzienne absurdy serwowane pracownikom naukowym. Oto świetny przykład: “Zetknąłem się z opinią, że dziś Bóg nie miałby szans zostać profesorem. Jest autorem tylko jednej publikacji, która nie zawierała przy tym żadnej literatury. Ponadto publikacja ta nie została opublikowana w żadnym znaczącym czasopiśmie”. W dalszej części możecie poczytać o wybitnych matematykach, którzy nie spełnialiby dzisiejszych wymagań stawianym naukowcom. Dwa lata temu pisałam recenzję innej matematycznej książki – moja przyjaciółka (i niezależny krytyk w jednej osobie) stwierdziła, że nie znam się na matematyce, więc każdy tekst popularnonaukowy będzie mnie zachwycał i zdumiewał. Coś w tym jest, ale przecież nie recenzuje książki dla pracowników NASA, skryptu dla studentów ani pracy habilitacyjnej z wydziału matematyki. “Królowa bez Nobla” pewnie bardziej trafi do osób podobnych do mnie, ALE ścisłowcy także powinni chociaż ją przeglądnąć. Zapewne omawiane zagadnienia nie będą dla nich czymś nowym, co nie oznacza, że sposób przekazywania informacji nie będzie dla nich interesujący. Przy okazji poznają książkę, którą będą mogli polecić swoim znajomym humanistom. Na koniec mogę dodać tylko tyle: bardzo żałuję, że autorzy tej książki nie uczyli mnie matematyki. Prawdopodobnie odbierałabym teraz medal Fieldsa (nagroda dla matematyków przyznawana na Międzynarodowym Kongresie Matematyków) za jakieś epokowe odkrycie albo przynajmniej nie odczuwałabym aż takiego wstrętu do wzorów, statystyk i innych przerażających rzeczy. Alicja Knapik

Przeczytaj całą opinię
2014-07-14
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/177425

Książkę bardzo przyjemnie się czyta, jakbyśmy podsłuchiwali czyjąś rozmowę w kawiarni. Mnóstwo anegdot, ciekawych historii oraz matematyka pokazana od tej ciekawsze strony. Aż żałuję, że jestem matematycznym ignorantem ale nic nie stoi na przeszkodzie by to zmienić ;)

Przeczytaj całą opinię
2014-02-08
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/177425

Polecam. Autorzy opowiadają o matematycznych zagadnieniach w sposób zadziwiająco prosty, umożliwiając czytelnikowi bez matematycznego wykształcenia wgląd w takie tematy jak teoria miary czy teoria fraktali. Zastosowana przez nich forma dialogu sprawia, że od książki trudno się oderwać, pochłania się ją wręcz błyskawicznie, a w morzu ciekawostek nawet największy zapaleniec matematyki odnajdzie coś, o czym do tej pory nie słyszał (dla mnie były to na przykład ruchome wielościany - fleksory). Minusy? Biografie wszystkich wspominanych matematyków napisane "na jedno kopyto" (kogo tak naprawdę obchodzi, w którym mieście studiował Gauss, a w którym roku uzyskał doktorat Leibniz? Poza tym te wstawki zaburzają płynność dialogów) oraz pojawiająca się na co drugiej stronie irytująca uśmiechnięta buźka. Mimo to jest to bardzo dobra popularyzująca matematykę pozycja.

Przeczytaj całą opinię
2013-07-24
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/177425