Nie będę Francuzem (choćbym nie wiem jak się starał)

Wydanie
Świat Książki, Warszawa, .
Liczba stron
240
Wymiary
14,5 × 20,5 cm
Oprawa
Miękka ze skrzydełkami
ISBN
9788379439188
Waga
0,33 kg
Język
polski
więcej detali

Kategorie

Opis książki

Kiedy Greenside - mieszkający w Kalifornii nowojorczyk, zasiedziały sceptyk i niewierny (a przynajmniej nieufny) Tomasz - pojechał z dziewczyną na wakacje do niewielkiej celtyckiej wsi w Finistere, jego życie wywróciło się do góry nogami. Dowcipnie, ciepło, z sympatią dla Bretończyków, Greenside opowiada, jak się urządził w kraju, którego języka nie znał, ani nie wiedział, jak w nim cokolwiek funkcjonuje. A wszystko było inaczej niż w USA. Wbrew swoim przekonaniom zaufał mieszkańcom miasteczka - sąsiadom, pracownikom i przygodnym znajomym. I choć pokonał codzienne trudności, otworzył konto w banku, kupił dom i pozbył się roju os z komina - ciągle coś go zaskakiwało. "O trzeciej, czyli o dziewiątej czasu nowojorskiego, kiedy prawdopodobnie nikogo nie zastanę, robię to, co uczyniłby każdy dorosły szanujący się, niezależny przedstawiciel pokolenia baby boom, planujący kupno domu lub potrzebujący wymówki. Dzwonię do mamusi. Odbiera. (...) - Mamo, nie uwierzysz, ale chyba znalazłem we Francji dom, który chciałbym kupić. Czekam, aż usłyszę: Oszalałeś, odbiło ci, co się z tobą dzieje? - To miło, kochanie - odpowiada mamusia. To miło! Cholera jasna. Czy ona nie rozumie mojego przekazu: że musi mnie z tego wyciągnąć? Trzymajcie mnie! Chyba powinienem być bardziej dosłowny. - Problem w tym, że musiałbym dać zaliczkę, jakieś dziesięć tysięcy. To załatwi sprawę. Jakie pieniądze, jaka pożyczka? Przecież wie, że nigdy nie zobaczyłaby ich z powrotem. No i po domu we Francji. Ha! - Dobrze. - Dobrze? - No pewnie. - Naprawdę? - A czemu nie? Nic nie rozumiem. (...) Zadawała mi więcej pytań, gdy pożyczałem (nigdy nie oddałem) dwieście dolarów na ślubny garnitur". fragment książki Mark Greenside - autor opowiadań drukowanych w wielu gazetach i czasopismach, m.in. w "The Sun". Mieszka w Kalifornii, gdzie uczy i prowadzi ożywioną działalność polityczną, oraz w Bretanii, gdzie, jak mówi, nie umie zrobić niczego bez proszenia o pomoc.

Opinie czytelników

(brak)
Proszę , aby dodać opinię.
Twoja ocena
Tytuł opinii
Treść
Uwaga! Proszę wypełnić wymagane pola.

„Nie będę Francuzem” (choćbym nie wiem jak się starał)… a serio się starasz? Cóż, nie sądzę, Panie Greenside i chyba nie ja jedna. Książka Marka Greenside’a była dla mnie miłą odskocznią od codzienności, ale również lekkim rozczarowaniem. Podobnie jak autor, miałam okazję mieszkać we Francji i zwiedzić zapierającą dech w piersiach swoim pięknem Bretanię i stwierdzam, że autor, siląc się na jakiś uogólniony portret psychologiczny Francuzów, zmarnował potencjał swojej osobistej historii. Trzy miesiące wakacji, nie wspomniawszy już o okresie studiów we Francji, wystarczyły mi, aby zgromadzić doświadczenia oraz poczynić obserwacje na dwutomową książkę, w której to opisy wymiany kotła na olej, pomiaru podłogi, czy naprawy pralki zajęłyby może po jednym akapicie, a nie po grubym rozdziale każdy. Nie twierdzę, że książka pozbawiona jest humoru. A owszem – nie raz i nie dwa się uśmiechnęłam, a może nawet uśmiałam, ale o wiele częściej ulegałam irytacji, czytając o zwykłych życiowych aspektach, które dla mocno dojrzałego Amerykanina urastały do rangi problemu. Ogólnie rzecz biorąc, przedstawiciel narodu kojarzonego z filmowymi bohaterami, wychodzącymi bez szwanku z nie lada opresji, (ba! – dla nich nawet atak kosmitów to pestka), butnymi, śmiałymi, przebojowymi, zacnymi konstruktorami promu Challenger i wielu innych gadżetów bardziej skomplikowanych niż gilotyna, wypada nader blado i infantylnie na tle tych, których zwykliśmy, stereotypowo, postrzegać jako wyperfumowanych gogusiów, lalusiów, żabojadów, wieśniaków w berecie i bagietką w torbie zawieszonej na plecach. Każda opisana w historii „Madame” jest bardziej męska i zaradna niż to biedne lingwistycznie przetrącone kukułcze jajo podrzucone Bretanii przez los. I teraz sama nie wiem… podobno jest dalsza historia pana Greenside’a w Bretanii… Czytać, czy nie czytać…? A może w tej drugiej części jest już dorosłym chłopcem i nauczyl się języka francuskiego?

Przeczytaj całą opinię
2016-10-22
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/257543

No tak, przyjeżdża Amerykanin do Francji i wszystkiemu się dziwi. Zachowuje się tak, jakby Francja była skansenem albo wręcz jakąś inną planetą. Najbardziej dziwi go to, że ludzie ze sobą rozmawiają i sobie pomagają (w małej mieścinie). Jak już ktoś tu napisał, niewiele to mówi o Francji, a wiele o autorze tej książki i o kraju, z którego przybył. Prawie 50 lat, a pożycza pieniądze od mamy, myśli jak nastolatek, a nauczenie się języka kraju, w którym posiada dom (i ubezpieczenie) przerasta jego wszystkie możliwości. Porażka. No i ile można pisać o naprawianiu pralki.

Przeczytaj całą opinię
2016-01-29
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/257543

Czy Francuzi są kosmitami? Dla autora tej książki wyraźnie sprawiają takie wrażenie. Ciągłe dziwienie się tym, w jaki sposób ludzie się wobec siebie zachowują i jakie mają przyzwyczajenia w życiu codziennym, jak dla mnie jest trochę męczące. Ameryka to niewątpliwie wielokulturowy kraj, a mimo to sami Amerykanie często wydają się skonsternowani tym co dzieje się na Starym Kontynencie. Tak na prawdę jest to książka o niczym konkretnym. To już druga pozycja z tego gatunku literatury i zdecydowanie stwierdzam, że nie dla mnie.

Przeczytaj całą opinię
2016-01-14
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/257543

Kto lubi Francję i zna uroki Bretanii, może czytać z sentymentem. Osobiście połknąłem lekko i z apetytem jak ostrygę. Szkoda, że nie mogę sobie pozwolić na dajmy na to rok życia w Bretanii. I tak nie będę jak autor Francuzem. C'est la vie.

Przeczytaj całą opinię
2015-12-19
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/257543

Książka taka se. Nie umie po francusku a tak łatwowiernie popisuje umowę na zakup dom we Francji. Jakoś nie chce mi się w to wierzyć. Dziwne i trudne do ogarnięcia.

Przeczytaj całą opinię
2015-10-06
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/257543

Przesympatyczna powieść,ja przy niej odpoczywałam....warto przeczytać :)

Przeczytaj całą opinię
2015-09-21
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/257543

"Madame kieruje samochód w przeciwną stronę i zdaję sobie sprawę, że właśnie wyruszam polować na dom we Francji. Nie mam pieniędzy, nie znam języka i za pięć dni wyjeżdżam. Nie znam się na kupowaniu domów, ale chyba coś jest nie tak." To miały być zwykłe wakacje. Mark wyjechał ze swoją dziewczyną na dwa miesiące, aby w jakimś miłym zakątku móc przez całe lato popisać w spokoju. Traf chciał, że wybranka zdecydowała się na podróż do Bretanii. Co prawda wspomnienia Marka z pierwszej podróży do Francji nie należą do najlepszych, z własnej woli nigdy by tego kraju nie wybrał, ale z kobietami się nie dyskutuje. Związek nie przetrwał, za to Mark Greenside wbrew wszelkiemu rozsądkowi decyduje się na kupno domu we francuskiej Irlandii. Znając język na poziomie „Ja Kuba chcieć zjeść krowa”, z pomocą Madame i Monsieur, którzy choć nie znają angielskiego, to wykazują się cierpliwością godną Syzyfa, Mark zamieszkuje w kraju pełnym absurdów. „Nie będę Francuzem (choćbym nie wiem jak się starał)” to dowcipna historia o pierwszych latach spędzonych w Bretanii, próbach pogodzenia wyobrażeń o Francji z rzeczywistością. Kolejne zdumiewające odkrycia o sposobie codziennego funkcjonowania mieszkańców bawią zarówno Madame, która ze spokojem godnym podziwu pomaga Markowi w meandrach kruczków prawnych, jak i przede wszystkim czytelników, którzy uśmieją się do łez. Co prawda można mieć wiele zarzutów co do książki. Trochę przegadana – ponad pół książki czytelnik jest raczony historią kupna domu- ok, należy uznać, że taki był zamysł autora. Mark Greenside sam spoileruje kolejne wydarzenia. No cóż, taka maniera pisania. Trzeba się przyzwyczaić. Z kolei czytelnik poszukujący informacji na temat Francji mocno się zawiedzie – to przede wszystkim anegdoty – zaś faktów jest jak na lekarstwo. Owszem, wspomniane są kolejne święta, dziwne obyczaje, ale zdecydowanie autor skupił się na ukazywaniu mentalności Francuzów. Informacji trzeba szukać gdzieś indziej. Jednak „Nie będę Francuzem (choćbym nie wiem jak się starał)” to książka, po którą sięga się w cięższe dni na odstresowanie. Wtedy nie jest ważne, jakiego lotu jest powieść. Tak więc niech czytelnik przygotuje herbatę, znajdzie przytulne miejsce do czytania i weźmie do rąk książkę. Dobry humor po lekturze gwarantowany. Opinia także na: http://recenzjeksiazek.natemat.pl/153613,nie-bede-francuzem

Przeczytaj całą opinię
2015-09-04
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/257543

http://duzeka.pl/catalog_more/id/1370

Przeczytaj całą opinię
2015-08-06
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/257543

To, co lubię w książkach najbardziej to fakt, że ciągle się czegoś uczę. Nie ważne, czy sięgam po książkę obyczajową, kryminał, fantastykę czy zwykły podręcznik z danej dziedziny. Za każdym razem dowiaduję się czegoś nowego, w częstych przypadkach – bardzo ciekawego. Dzięki temu polubiłam książki, w których autorzy opowiadają o własnych doświadczeniach, ujmują w słowa własne przygody i przejścia. Jednym z takich tytułów, którym chciałabym Was zainteresować, jest książka Marka Greenside'a „Nigdy nie będę Francuzem (choćbym nie wiem jak się starał)”. To przezabawna opowieść o tym, jak rodowity Amerykanin próbuje odnaleźć się wśród bretońskiej społeczności. Nie tylko język stanowi barierę między nimi – przecież co kraj, to obyczaj. Jedno nieodpowiednie słowo, jeden zły krok i wszystko może runąć. I chociaż poczynił wiele trudnych kroków – za każdym razem spotykał nowe niespodzianki. Nowojorczyk Mark Greenside wyruszył na wycieczkę z dziewczyną do niewielkiej celtyckiej wsi – i to był początek jego drogi. Urokliwa miejscowość i mentalność Bretończyków podbiły jego serce, dlatego postanowił na trochę zostać. Wziął kredyt, otworzył francuskie konto i kupił dom. I dzięki temu przeżył więcej przygód niż niejeden bohater. „Nie będę Francuzem...” to oprawiona humorem opowieść autora o tym, jak wyglądało jego życie na francuskiej ziemi. Nadgorliwa sąsiadka i jej bezgraniczna pomoc, nieznajomość języka i prawa, czy też kłopoty natury technicznej domu sprawiły, że polubił to miejsce. W końcu nie wszędzie można doznać aż tylu niespodzianek! Tytuł ten z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom francuskiej kultury – jest nią przepełniony. Chociaż niespecjalnie interesuje się Francją, to muszę przyznać, że lekturę czytało mi się świetnie. Może dlatego, że ma w sobie sporą dawkę humoru, a może dlatego, że autor nie próbował na siłę robić z siebie wybitnego pisarza i wybitnej lektury z luźnej opowieści. Ton książki jest bardzo swobodny – autor po prostu opowiada o tym, co przeżył, mieszkając w Bretanii. Czasami jego relacja jest trochę chaotyczna, zwłaszcza w momentach, kiedy wymienia słowa z siłą i szybkością karabinu maszynowego. Jednak nie ma problemu z odbiorem tekstu, czyta się płynnie i z zaciekawieniem. To opowieść zwykłego człowieka, który postanowił zamieszkać wśród obcej kultury, mocno kontrastowej dla jego własnej – i przeżywa tyle zabawnych perypetii, że aż chce się słuchać takiej historii. Mnie osobiście urzekł i rozbawił – aż nabrałam ochoty, aby wybrać się na ten słynny „koniec świata”. Historia ciekawa, czarująca i zabawna. A jednak może sprawiać lekką trudność. Może odbieram to zbyt osobiście, może to komuś zupełnie nie przeszkadzać. Ale duuuża ilość zdań we francuskim może spowolnić lekturę nieznającym języka. Co prawda tłumaczenie jest (spokojnie), ale powtarzające się zwroty nie są ponownie tłumaczone i ktoś, jeśli nie zna francuskiego, musi się domyślać albo wertować kartki w poszukiwaniu znaczenia. To nieco dekoncentruje, spowalnia, ale oczywiście nie zmienia odbioru książki. W dodatku, jeśli nie znacie języka i będziecie próbować przeczytać je na głos jak ja – z pewnością ubawicie się niezmiernie. Krótko mówiąc,„Nie będę Francuzem...” to przezabawna opowieść, która umili niejeden nasz wieczór. Jeśli jesteście miłośnikami podróży, francuskiej kultury i komedii – historia Marka Greenside'a z pewnością przypadnie Wam do gustu. Nie jest to sztywny przewodnik po Bretanii, żaden tam poradnik „Jak rozmawiać z Francuzami”. Autor w prosty, wręcz swobodny sposób przedstawia swoją relację z pobytu na francuskiej ziemi, którą czyta się z niemałym zainteresowaniem. Całość uzupełnia galeria pięknych fotografii, które nie tyle pobudzają wyobraźnię, ale mocno zachęcają do odwiedzin tego regionu. I nie wiem jak inni, ale ja z pewnością czuję się zachęcona. Czy polecam? Na pewno. Każdemu, kto choć raz usłyszał o Francji...

Przeczytaj całą opinię
2015-07-30
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/257543

Lekka i zabawna książka o perypetiach Amerykanina we Francji który kupił dom i go remontuje. Kolejna książka o zderzeniu kultur i podejścia do życia oraz wpadek jakie się zdarzyły autorowi.

Przeczytaj całą opinię
2015-06-15
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/257543
z 3