November 9

Wydanie
Otwarte, Kraków, .
Liczba stron
320
Oprawa
Miękka ze skrzydełkami
ISBN
9788375151435
Język
polski
więcej detali

Kategorie

Opis książki

„Kryminał kończy się, gdy zabójca zostaje schwytany. Biografię wieńczy ostatnie słowo o opisywanym życiu. Historia miłosna powinna połączyć zakochanych, prawda? W takim razie to chyba nie jest opowieść o miłości...” 9 listopada to data, która zaważyła na losach Fallon i Bena. Tego dnia spotkali się przypadkiem i od tej chwili zaczynają tworzyć dwie historie: jedna to ich życie, drugą pisze Ben zauroczony swoją nową muzą. Choć los postanawia ich rozdzielić, to wzajemna fascynacja jest na tyle silna, że nie może pokonać jej ani czas, ani odległość. Co roku 9 listopada rozpoczyna kolejny rozdział historii – tej realnej i tej fikcyjnej. Gdy nieubłaganie zbliża się koniec powieści, szczęśliwe zakończenie wydaje się jedynie mrzonką, bo historia na papierze zaczyna różnić się od tej, w którą wierzy Fallon… „Zagubiliśmy się między fikcją a rzeczywistością. Nieważne, jaką wersję poznacie. Nieważne, który z ostatnich rozdziałów okaże się tym prawdziwym. Ważne jest tylko jedno: zawsze będę ją kochał”. Nowa książka Colleen Hoover to opowieść o młodym pisarzu, jego niezwykłej muzie i przeznaczeniu, które ukrywa między wierszami coś więcej niż miłość.

Opinie czytelników

(4.17)
3049 ocen, w tym
371 opinii
5
222
4
101
3
33
2
12
1
3
Proszę , aby dodać opinię.
Twoja ocena
Tytuł opinii
Treść
Uwaga! Proszę wypełnić wymagane pola.

Colleen Hoover mianuje się ''królową New Adult''. Wiele osób mówi, że to ona w tym nurcie jest niezwyciężona i na pierwszym miejscu. Czy rzeczywiście tak jest? Na mojej półce stoją wszystkie jak dotąd wydane w Polsce książki Pani Hoover. Już dawno obiecałam sobie, że będę mieć wszystkie i jak na razie trzymam się tego. Ale czy faktycznie można nazwać ją ''królową'', czy to tylko nazwisko sprawia, że stawiamy jej książki na pierwszym miejscu? Autorka w ''November 9'' skupiła się na jednej dacie. 9 listopada to jedyny dzień w którym bohaterzy się spotykają - co roku. Bohaterzy tworzą dwie historie. On - fikcyjną, ona - prawdziwą. Poznają się przypadkiem i po krótkiej rozmowie chcą spędzić ze sobą jak najwięcej czasu w tym dniu. I tak też robią. Przez cały rok nie kontaktują się w żaden sposób, a w ten jeden dzień robią wszystko aby jak najlepiej go wykorzystać. Jeśli koś wam kiedyś powiedział, bądź gdzieś przeczytaliście, że ''November 9'' jest mocno inspirowana ''Jednym dniem'' Davida Nichollsa - zignorujcie to. Owszem w obu książkach bohaterzy widzą się w jeden dzień, ale to dwie zupełnie inne historie i ja osobiście oprócz tego jednego nie widzę więcej podobieństw. ''Nie możesz jeszcze wyjść. Jeszcze nie skończyłem się w tobie zakochiwać.'' W książkach Colleen Hoover zwykle można spodziewać się tajemnicy, która wychodzi pod koniec książki. Niestety muszę przyznać, że z wszystkich książek tej autorki przeczytanych przeze mnie, zostałam zaskoczona raz czy dwa. Zwykle największej tajemnicy domyślałam się przed jej ujawnieniem. I w tym przypadku nie było inaczej. Nie przeszkadzało mi to, aczkolwiek wolałabym czegoś bardziej zaskakującego. Jeśli chodzi o bohaterów, to uważam że stworzeni zostali bardzo realnie. Ben'a pokochałam od samego początku. Zachwycił mnie swoją wrażliwością i miłością, mimo tego jak się zachował kilka lat wcześniej. Młody pisarz, który nie tylko stracił rodziców, potrafił pokazać Fallon zupełnie inny świat. W krótkim czasie nauczył ją żyć mocniej i mimo wszystko cieszyć się każdą chwilą nie rezygnując z marzeń. Fallon natomiast z życia na pół gwizdka, dzięki Ben'owi odzyskała dawną pewność siebie. Mimo przeciwnościom zawalczyła o swoją przyszłość i swoje marzenia. Wyrozumiała młoda kobieta, która potrafiła zrezygnować ze swojej miłości, tłumiąc uczucia na rzecz innych osób. Dwójka bohaterów dobranych idealnie. ''Bo kiedy kogoś kochasz, to musisz pomóc mu być najlepszą wersją siebie, jaka może być.'' Ponadto jeśli czytaliście ''Ugly Love'' możecie w ''November 9'' przez chwilę spotkać Tate i Miles'a. Niestety w niezbyt szczęśliwej atmosferze, ale podobało mi się to, że autorka w minimalnym stopniu połączyła te dwie powieści. Jak pisałam na początku, nie wiem czy to nie przez nazwisko autorki tę książkę automatycznie oceniam wyżej, bo nie była to historia, którą przeżywałam i będę do niej powracać myślami przez jeszcze jakiś czas. Podobała mi się, kilka razy ścisnęło mnie w gardle, ale wątpię, że za jakiś rok będę pamiętać ją ze szczegółami jak inne książki. https://goschebooks.blogspot.com/2017/01/november-9-colleen-hoover.html

Przeczytaj całą opinię
2017-05-08
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3705027

Raczej nie dla panów

Tytułowy 9 listopada jest dla dwójki nastolatków dniem, którego oboje woleliby nigdy nie pamiętać - zarówno dla Fallon, jak i dla Bena jest to rocznica osobistych tragedii. Jest to również dzień, w którym ich drogi oficjalnie się krzyżują, stając się początkiem wielkiej miłości. Z pozoru przypadkowe spotkanie kończy się planowaną wcześniej przeprowadzką Fallon z Los Angeles do Nowego Jorku. Młodzi jednak nie dają ledwie tlącej się iskierce miłości zgasnąć ot tak sobie i postanawiają, że przez najbliższe pięć lat spotykać się będą co roku w umówionym miejscu, a w międzyczasie nie będą utrzymywać ze sobą żadnego kontaktu. W czasie tej rocznej rozłąki Ben jako początkujący pisarz ma za zadanie napisać książkę o tym dziwnym romansie... "November 9" jest powieścią pisaną w narracji pierwszoosobowej; na przemian - raz oczami Fallon, raz oczami Bena - przyglądamy się ich corocznym spotkaniom. Co widzimy? Nie jest fanem romansów, nie jestem fanem "ochów" i "achów", dlatego pierwsze 125 stron nie zaciekawiło mnie prawie w ogóle. Romantyczne scenki, wzdychania, nijakie dialogi - e..., to nie dla mnie. Nutka zainteresowania zabrzmiała jednak dosłownie stronę dalej, kiedy to autorka mgliście daje do zrozumienia, że miłość Fallon i Bena ma ukryte drugie dno. Na przełom w powieści i odkrycie szokującej tajemnicy musiałem jednak czekać kolejne ponad sto dłużących się stron (czy przeciętny czytelnik będzie równie cierpliwy jak ja?). Dopiero wtedy książka wkracza na grunt zdecydowanie ciekawszy, wciągający i (no wreszcie!) emocjonujący. Oczywiście nie zdradzę tu szczegółów fabuły, ale powiem, że ostatecznie warto było nad tą książką posiedzieć do samego końca. Dosłownie ze strony na stronę historia Fallon i Bena staje się całkiem inną powieścią. Płytki romans przemienia się w niezwykle życiową, szokującą, poruszającą serce historię; tragedia sprzed lat przyjmuje całkiem inne oblicze, stając się nie tylko piętnem odbitym na ciałach i duszach dwojga zakochanych, ale elementem scalającym ich teoretycznie kilkuletni, ale w praktyce trwający zaledwie nieco ponad dobę związek. Nasi bohaterowie dojrzeli z dnia na dzień, jałowa fabuła dojrzała wraz z nimi, a moje podejście do tej książki zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Szkoda, że tylko jedna trzecia powieści zasługuje na ocenę bardzo dobrą; reszta jest niestety przeciętna, zbyt leniwa fabularnie i naciągana. Ale paniom być może się spodoba, zwłaszcza tym młodym. I tym, które uwielbiają szczęśliwe zakończenia skąpane w potoku łez :)

Przeczytaj całą opinię
2017-03-06
źródło: http://www.empik.com/p1128316840,ksiazka-p

Odkąd parę lat temu przeczytałam pierwszą książkę Colleen Hoover: „Hopeless”, wiedziałam, że przepadłam. Proza Colleen Hoover pochłonęła mnie bez reszty, dlatego w ciągu niedługiego czasu, przeczytałam wszystkie książki, owej autorki, które ukazały się w Polsce. Teraz z pełną świadomością mogę stwierdzić, że Pani Colleen i jej powieści zajmują specjalne miejsce w moim sercu i z nadzieją wyczekuję jej nowych książek. I chociaż „November 9” przeczytałam w dniu premiery, jej recenzje piszę dopiero teraz, a to wszystko dlatego, że zawsze po przeczytaniu powieści tej autorki, nie mam zielonego pojęcia co powiedzieć. http://lekkie-pioro.blogspot.com/2017/04/november-9-colleen-hoover-recenzja.html

Przeczytaj całą opinię
2017-05-08
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3705027

Zapiera dech w piersiach

Kolejna książka Colleen Hoover, która czyta sie jednym tchem. Po raz kolejny udowodniła, że jest niesamowita pisarka.

Przeczytaj całą opinię
2017-02-20
źródło: http://www.empik.com/p1128316840,ksiazka-p

Fallon była szczęśliwą, nastoletnią aktorką, do czasu wybuchu pożaru, w wyniku którego trzydzieści procent jej ciała pokryły blizny. Dziewczyna ma z tego powodu kompleksy i nie potrafi zaakceptować swego nowego wyglądu. W drugą rocznicę tego zdarzenia poznaje Bena. Bohaterowie spędzają razem cały dzień, a między nimi zaczyna iskrzyć. Niestety dziewczyna następnego dnia przeprowadza się do Nowego Jorku, obiecuje jednak przylecieć kolejnego dziewiątego listopada, by znów spędzić z nim ten dzień. Ben natomiast zobowiązuje się do napisania powieści opisującej ich samych. Od tego dnia z niecierpliwością wyczekują nadejścia każdego listopada. Jestem zauroczona tą powieścią. Collen Hoover ma prawdziwy dar, do poruszania serc czytelników. Każda jej książka jest wyjątkowa i każda wywraca mi serce na drugą stronę. W „November 9” najbardziej spodobała mi się koncepcja rekurencji dotycząca tworzenia przez Bena powieści o powieści, którą właśnie czytamy. Mamy do czynienia z dwojgiem narratorów, dlatego mamy okazje dogłębnie zapoznać się z historią i zajrzeć w umysły dwójki głównych bohaterów. Co do samych postaci, to o wiele bardziej przypadł mi do gustu chłopak. Fallon potrafiła być bardzo kapryśna i nieznośna, sama chyba czasem nie wiedziała, o co jej chodzi. Ben natomiast tryskał humorem oraz energią, mimo że w swoim życiu wiele przeszedł. Po tym, jak wciągnęłam się w tę powieść od pierwszej strony, mniej więcej po przeczytaniu jednej trzeciej książki, nagle zaczęło robić się zbyt słodko. Czułam się przytłoczona miłością tych nastolatków i nie mogłam przebrnąć przez kolejne rozdziały. Czułam się zawiedziona i nie mogłam zrozumieć fenomenu tej pozycji. Nagle jednak nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji, który na nowo wciągnął mnie w tę historię, sprawiając, że połknęłam ją już do końca w jeden wieczór. Największym atutem książki jest jej emocjonalność. Czytelnik może w niej znaleźć wszelkie uczucia od miłości, aż do nienawiści poprzez smutek i radość, a uczucia bohaterów zmieniają się diametralnie w ciągu sekundy. Raz można się cieszyć z obrotu spraw, po to, by już za chwilę smucić się wraz z bohaterami. Ciekawostką jest to, że w „November 9” gościnnie występują postacie z „Ugly love”. Podsumowując, pozycja jest niezwykle wzruszająca i na pewno spodoba się miłośnikom literatury młodzieżowej oraz samej Colleen Hoover. Hipnotyzuje od pierwszej strony, daje do myślenia i czyta się ją szybko. Zatraćcie się w tej historii, nie będziecie tego żałować! Polecam.

Przeczytaj całą opinię
2017-05-06
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3705027

Kochała mnie w cudzysłowie Całowała mnie pogrubioną czcionką

Dla zwykłych ludzi 9 listopada to kolejna nic nie znacząca data w kalendarzu. Dla Fallon i Bena to data, która odmieniła ich życie na zawsze. Jeden dzień, budzi zarazem radość, smutek, jak i gniew. Choć los pragnął rozdzielić tych dwoje, oni się nie poddali. Każdego 9 listopada starają się pokonać wszelkie trudności, by się zobaczyć. Ona pokrzywdzona przez los aktorka i on skryty pisarz. Podobno każda historia miłosna powinna zakończyć się happy end'em, ale czy na pewno ? Jestem zakochana w powieściach Colleen Hoover i jej stylu pisania, ale ta książka szczególnie podbiłą moje serce. Niezwykła historia już od pierwszych stron mnie wciągnęła. W końcu coś nowego i świeżego w nurcie New Adult. To nie jest kolejna taka sama książka o dziewczynie z problemiami i chłopaku, który niczym królewicz na białym koniu ją uratuję. Tutaj rzeczywitość miesza się z fikcją. Główny bohater jest pisarzem, więc niezabraknie fragmentów jego powieści, każdy rozdział rozpoczyna się cytatem z jego książki. Oprócz niezwykłych postaci, nie brakuje tu galopującej akcji. Jeśli myślisz, że wszystko jest w porządku następuję przewrot, a twoje serce ledwie wytrzymuje napięcie. Powieść wzrusza, wciąga, dostarcza czytelnikowi emocji. Jest to moja ulubiona powieść napisana przez Colleen. Uwielbiam tę okładkę, idealnie pasuje do klimatu książki. Nie mogę nie wspomnieć o pięknym grzbiecie świetnie prezentującym się na półce. Komu może się spodobać ? Powieść dla miłośników New Adult i nie tylko. Polecam ją każdemu, coś świeżego i wartego zachodu. ,,Nigdy nie będziesz w stanie się odnaleźć, jeśli zatracisz się w kimś innym.'' ,,Bo kiedy kogoś kochasz, to musisz pomóc mu być najlepszą wersją siebie, jaka może być.'' Kochała mnie w cudzysłowie Całowała mnie pogrubioną czcionką PRÓBOWAŁEM JĄ ZATRZYMAĆ wielkimi literami zostawiła mnie z wielokropkiem.'' BENTON JAMES KESSLER Ocena: 10/10 Podsumowanie: Powieść warta uwagi, zdecydowanie warta uwagi. Coś nie do opisania, przeczytaj i się przekonasz. http://fluff-my-life-my-amazing-story.blogspot.com/2017/02/73-november-9-colleen-hoover.html

Przeczytaj całą opinię
2017-02-16
źródło: http://www.empik.com/p1128316840,ksiazka-p

Dalej jestem w szoku po przeczytaniu tej książki - nie takiego obrotu sprawy i zakończenia się spodziewałam. Pomimo czasem aż za czytelnej i idealnej fabuły, pomieszania fikcji z rzeczywistością książka zdecydowanie mnie wciągnęła i nie mogłam się oderwać! Ciężko ją zaszufladkować, trzeba samemu przeczytać i ocenić.

Przeczytaj całą opinię
2017-05-06
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3705027

,,Nigdy nie będziesz w stanie się odnaleźć, jeśli zatracisz się

Informacje szczegółowe : tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski wydawnictwo: Otwarte tytuł oryginału: November 9 data wydania: 9 listopada 2016 liczba stron: 320 cykl:---- cena z okładki: 39,90 zł Kilka słów o fabule: Dla zwykłych ludzi 9 listopada to kolejna nic nie znacząca data w kalendarzu. Dla Fallon i Bena to data, która odmieniła ich życie na zawsze. Jeden dzień, który budzi zarazem radość, smutek, jak również gniew. Choć los pragnął rozdzielić tych dwoje, oni się nie poddali. Każdego 9 listopada starają się pokonać wszelkie trudności, by się zobaczyć. Ona pokrzywdzona przez los aktorka i on skryty pisarz. Podobno każda historia miłosna powinna zakończyć się happy end'em, ale czy na pewno ? Moja opinia: Jestem zakochana w powieściach Colleen Hoover i jej stylu pisania, ale ta książka szczególnie podbiłą moje serce. Niezwykła historia już od pierwszych stron mnie wciągnęła. W końcu coś nowego i świeżego w nurcie New Adult. To nie jest kolejna taka sama książka o dziewczynie z problemiami i chłopaku, który niczym królewicz na białym koniu ją uratuję. Tutaj rzeczywitość miesza się z fikcją. Główny bohater jest pisarzem, więc niezabraknie fragmentów jego powieści, każdy rozdział rozpoczyna się cytatem z jego książki. Oprócz niezwykłych postaci, nie brakuje tu galopującej akcji. Jeśli myślisz, że wszystko jest w porządku następuję przewrot, a twoje serce ledwie wytrzymuje napięcie. Powieść wzrusza, wciąga, dostarcza czytelnikowi emocji. Jest to moja ulubiona powieść napisana przez Colleen. Oprawa graficzna: Uwielbiam tę okładkę, idealnie pasuje do klimatu książki. Nie mogę nie wspomnieć o pięknym grzbiecie świetnie prezentującym się na półce. Komu może się spodobać ? Powieść dla miłośników New Adult i nie tylko. Polecam ją każdemu, coś świeżego i wartego zachodu. Cytaty: ,,Nigdy nie będziesz w stanie się odnaleźć, jeśli zatracisz się w kimś innym.'' ,,Bo kiedy kogoś kochasz, to musisz pomóc mu być najlepszą wersją siebie, jaka może być.'' "Kochała mnie" w cudzysłowie Całowała mnie pogrubioną czcionką PRÓBOWAŁEM JĄ ZATRZYMAĆ wielkimi literami zostawiła mnie z wielokropkiem.'' BENTON JAMES KESSLER Ocena: 10/10 Podsumowanie: Powieść warta uwagi, zdecydowanie warta uwagi. Coś nie do opisania, przeczytaj i się przekonasz. http://fluff-my-life-my-amazing-story.blogspot.com/2017/02/73-november-9-colleen-hoover.html

Przeczytaj całą opinię
2017-02-16
źródło: http://www.empik.com/p1128316840,ksiazka-p

RZADKO publikuję całe recenzje tutaj, ale musiałam się wyżyć... Tak więc recenzja pochodzi z: przy-goracej-herbacie.blogspot.com Uwielbiam Colleen Hoover. Jako jedna z niewielu (zaraz obok na piedestale stoi Elle Kennedy) potrafi ująć w romansach właśnie to, co prawdziwe. Wcale nie przesłodzone, nierealistyczne lub nieprawdopodobne. Sięgając po November 9 byłam przekonana, że dostarczy mi ona sporo emocji. Nie spodziewałam się jednak tego, że będą to negatywne emocje. Prowadzące do tego, że miałam ochotę rozszarpać książkę wpół. Dlaczego więc książka mojej ulubionej autorki okazała się tak zła, że zasługuje na miano najgorszej przeczytanej w tym roku? Zanim jednak wyleję swoje żale (a będzie ich sporo), zacznę od pozytywów. Autorka ma to do siebie, że potrafi pisać świetne początki. Nie zaczyna książek od przydługich wstępów – czytelnik nagle znajduje się jakby w środku kulminacyjnej sceny, często ważnej dla głównego bohatera. Nie inaczej wygląda sytuacja z Fallon, która jest właśnie w trakcie kłótni z ojcem. Czytelnik poznaje ją jako dziewczynę naznaczoną poparzeniami, które zdobią całą lewą stronę jej ciała. Blizny nie wpłynęły tylko na wygląd Fallon, ale też na jej aktorską przyszłość oraz pewność siebie. Lubię czytać o bohaterach nieperfekcyjnych, w jakiś sposób poszkodowanych. Mimo tragedii, jaką spotkało dziewczynę, nie jest ona głupkowatą mimozą, czego można by się było po niej spodziewać. Sam wątek blizn (tych widocznych i tych nie) jest z całą pewnością najmocniejszą stroną książki. Aby uratować biedną dziewczynę spod osądzającego tonu ojca, w rozmowę wtrąca się Ben. Chłopak postanawia udawać partnera Fallon. Jak schematyczne by się to nie wydawało... cóż, autorka zgrabnie poprowadziła ten wątek. Podobnie jest z miłością od pierwszego wejrzenia. Hoover tak umiejętnie opisała uczucie tej dwójki, że mimo krótkiej znajomości (jeden dzień!), czytelnik naprawdę wierzy w autentyczność ich uczuć. Gdyby ktoś pomyślał, że spotykanie się co roku to motyw już wykorzystany... nawet postaci w książce udowadniają, że czegoś takiego jeszcze nie było! I w sumie mają rację. Czytanie pierwszej połowy powieści upływa w naprawdę zabawnej i nieco podniecającej atmosferze. Czytelnik kibicuje nieśmiałej Fallon i z wielkim oddaniem śledzi rozwój wydarzeń. I wtedy dzieje się coś. Coś, co można byłoby przewidzieć. Ja niestety ślepo wierzyłam autorce i ignorowałam subtelne oznaki. Jedną z nich był motyw z tatuażem. Ben pod wpływem chwili decyduje się na zrobienie sobie słodko pierdzącego tatuażu na nadgarstku. Równie dobrze mógł on dla mnie wytatuować sobie carpe diem albo znak nieskończoności i miałoby to taki sam wydźwięk. No tak, ale preferencje są różne, więc to można przemilczeć. Z całą pewnością nie można przemilczeć perfekcyjnego pierwszego stosunku. Dlaczego autorzy uparcie brną w tą nieprawdopodobną kupę bzdur? Bezbolesną, niesamowitą, wspaniałą, sprawiającą, że bohaterowie rozpadają się na kawałki. Myślałam, że Hoover trzyma się z daleka od takich zakłamanych schematów. Zwłaszcza że sama jest już dojrzałą kobietą i matką. Połowa książki, a ja nie mam już ochoty kibicować Fallon i Benowi. Trudno jest to wytłumaczyć bez spoilerowania. Bohaterowie po prostu w pewnym momencie zachowują się wobec z siebie wyjątkowo nie-fair. Podejmują decyzje, które w prawdziwym życiu w jednej chwili przekreśliłyby ten pseudozwiązek. Tak, pseudo, bo widzieli się ile? Parę godzin przez trzy dni w ciągu trzech lat? Autorka, zamiast próbować stworzyć uczucie głównych bohaterów bardziej autentycznym, decyduje się na głupawe dialogi i kilkustronicowe sceny seksu. Fallon i Ben podczas kłótni i przemyśleń traktują ich relację, jakby budowana była przez przynajmniej kilka dobrych lat. Wyznają sobie miłość, głoszą deklaracje... które dla mnie nie miały żadnej podstawy. Ponieważ niemożliwym jest obdarzyć kogoś tak silnym uczuciem, jeśli widziało się drugą osobę tylko kilkanaście godzin, w dodatku nie z rzędu. Im dalej brnie się w fabułę, tym bardziej staje się ona nieznośna. Ben z zakochanego romantyka zmienia się w niedojrzałego, irytującego dzieciaka, który ciągle zmienia zdanie. Fallon jest pewniejsza siebie, ale jej życie i tak kręci się tylko wokół chłopaka. Brak żadnego życia, akcji, czy wątków pobocznych poza tym miłosnym. Co więcej, jedyna rzecz, jaką charakteryzuje wszystkie postaci to ich błędy lub tragedie życiowe! Jeśli już pojawią się postaci pozbawione jakiejś mrocznej przeszłości, to pełnią funkcję tylko i wyłącznie kiepskiego zapychacza. Następnie dochodzi do niesamowitych plot twistów, które pojawiają się z częstotliwością oddawanych strzałów z broni maszynowej. Absurd goni za absurdem. Nie widziałam i nadal nie widzę w tej historii niczego romantycznego. Początkowe pożądanie, być może nawet zauroczenie, ostatecznie przerodziło się w obsesję i coś... bardzo niepokojącego. Chyba żyję w innej rzeczywistości i nigdy nie nazwałabym żadnego uczucia w tej książce miłością. Książka, która początkowo zapowiadała się naprawdę nieźle, ostatecznie okazała się romansem, który propaguje przemoc i usprawiedliwia łamanie prawa oraz nieumyślne czynienie zła. Nie spodziewałam się po swojej ulubionej autorce czegoś takiego. Postaci deklarują sobie miłość, chociaż tak naprawdę w ogóle się nie znają. Zamiast bezsensownych dialogów albo kolejnej sceny kłótni lub erotycznych uniesień, autorka mogła poznać bliżej ze sobą Bena i Fallon. Jestem po prostu wyczerpana tą książką. Tym bardziej jestem zdziwiona pozytywnymi opiniami. Dla mnie była ona pozbawiona fundamentalnego elementu, czyli miłości. I jeszcze to zakończenie... Serio, Hoover? Robisz się już nieco nudna. Mogłabyś w końcu postawić na zakończenie w stylu Sparksa. Przynajmniej może bym się nieco przejęła. Podsumowując (ostatecznie...) wymęczyłam się niesamowicie, nadenerwowałam i jest to jak dotąd najgorsza przeczytana przeze mnie książka w tym roku.

Przeczytaj całą opinię
2017-05-04
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3705027

,,Nigdy nie będziesz w stanie się odnaleźć, jeśli zatracisz się

Informacje szczegółowe : tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski wydawnictwo: Otwarte tytuł oryginału: November 9 data wydania: 9 listopada 2016 liczba stron: 320 cykl:---- cena z okładki: 39,90 zł Kilka słów o fabule: Dla zwykłych ludzi 9 listopada to kolejna nic nie znacząca data w kalendarzu. Dla Fallon i Bena to data, która odmieniła ich życie na zawsze. Jeden dzień, który budzi zarazem radość, smutek, jak również gniew. Choć los pragnął rozdzielić tych dwoje, oni się nie poddali. Każdego 9 listopada starają się pokonać wszelkie trudności, by się zobaczyć. Ona pokrzywdzona przez los aktorka i on skryty pisarz. Podobno każda historia miłosna powinna zakończyć się happy end'em, ale czy na pewno ? Moja opinia: Jestem zakochana w powieściach Colleen Hoover i jej stylu pisania, ale ta książka szczególnie podbiłą moje serce. Niezwykła historia już od pierwszych stron mnie wciągnęła. W końcu coś nowego i świeżego w nurcie New Adult. To nie jest kolejna taka sama książka o dziewczynie z problemiami i chłopaku, który niczym królewicz na białym koniu ją uratuję. Tutaj rzeczywitość miesza się z fikcją. Główny bohater jest pisarzem, więc niezabraknie fragmentów jego powieści, każdy rozdział rozpoczyna się cytatem z jego książki. Oprócz niezwykłych postaci, nie brakuje tu galopującej akcji. Jeśli myślisz, że wszystko jest w porządku następuję przewrot, a twoje serce ledwie wytrzymuje napięcie. Powieść wzrusza, wciąga, dostarcza czytelnikowi emocji. Jest to moja ulubiona powieść napisana przez Colleen. Oprawa graficzna: Uwielbiam tę okładkę, idealnie pasuje do klimatu książki. Nie mogę nie wspomnieć o pięknym grzbiecie świetnie prezentującym się na półce. Komu może się spodobać ? Powieść dla miłośników New Adult i nie tylko. Polecam ją każdemu, coś świeżego i wartego zachodu. Cytaty: ,,Nigdy nie będziesz w stanie się odnaleźć, jeśli zatracisz się w kimś innym.'' ,,Bo kiedy kogoś kochasz, to musisz pomóc mu być najlepszą wersją siebie, jaka może być.'' "Kochała mnie" w cudzysłowie Całowała mnie pogrubioną czcionką PRÓBOWAŁEM JĄ ZATRZYMAĆ wielkimi literami zostawiła mnie z wielokropkiem.'' BENTON JAMES KESSLER Ocena: 10/10 Podsumowanie: Powieść warta uwagi, zdecydowanie warta uwagi. Coś nie do opisania, przeczytaj i się przekonasz. http://fluff-my-life-my-amazing-story.blogspot.com/2017/02/73-november-9-colleen-hoover.html

Przeczytaj całą opinię
2017-02-15
źródło: http://www.empik.com/p1128316840,ksiazka-p
z 38