Sezon na słoneczniki

Wydanie
Agora, Warszawa, .
Liczba stron
256
Wymiary
13,5 × 21,0 cm
Oprawa
Miękka ze skrzydełkami
ISBN
9788326813894
Waga
0,24 kg
Język
polski
więcej detali

Kategorie

Opis książki

Autor podąża przez Ukrainę z dziecięcych wspomnień, ale przede wszystkim przez kraj pogrążający się w wojnie. Spotyka syna ostatniego komendanta UPA i lwowskich nacjonalistów rekrutujących ochotnicze bataliony, obserwuje ich przysięgę, szkolenie i drogę na front, tkwi z separatystami w oblężonym Słowiańsku, jest na linii demarkacyjnej przy wymianie jeńców. Ale to nie jest książka tylko o wojnie. Opowiada o życiu w zwykłych ukraińskich miasteczkach, o górnikach z Donbasu, bandytach z Krymu, korupcji w Kijowie, oligarchach, a nawet o fabryce czekolady prezydenta Poroszenki. W swojej reporterskiej książce Igor T. Miecik pokazuje wszystkie oblicza Ukrainy po zwycięstwie Majdanu. O autorze: Igor T. Miecik – reporter z dwudziestoletnim doświadczeniem. Od wielu lat podróżuje po byłych republikach sowieckich. Autor książek „14.57 do Czyty” – zbioru reportaży o współczesnej Rosji i „Katiusza z bagnetem” – o przemilczanych epizodach historii ZSRR. Jego reportaże były wielokrotnie nagradzane, m.in. w konkursach Grand Press, Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Amnesty International, Polskiej Agencji Prasowej, Narodowego Banku Polskiego. Książkę „14.57 do Czyty” w 2013 roku nominowano do prestiżowej Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego przyznawanej najlepszemu reportażowi literackiemu.

Opinie czytelników

(brak)
Proszę , aby dodać opinię.
Twoja ocena
Tytuł opinii
Treść
Uwaga! Proszę wypełnić wymagane pola.

Dla mnie to wartościowa poznawczo pozycja, odbiegająca dalece od obowiązującego dziś politycznie poprawnego obrazu Ukrainy. Jest też wątek o Nadiji Szewczenko, która też wcale nie jest taka brązowa (pomnikowa), jak lansuje się ją powszechnie.

Przeczytaj całą opinię
2017-04-21
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/251188

Autor zabiera nas w podróż po Ukrainie w czasach po zwycięstwie Majdanu. Jedzie, aby sprawdzić, co stało się z rodziną matki, ludźmi, których pamięta z lat dziecinnych, z wakacji spędzanych u babci. Podejmuje się tego niebezpiecznego zadania ponieważ świetnie mówi po rosyjsku i ma namiary na znajomych, wraz z obietnicą pomocy z ich strony. Podczas wyjazdu spotka się z rozmaitymi ludźmi. Będzie rozmawiał z nacjonalistami i separatystami. Będzie słuchał o tym, jak wygląda życie zwyczajnych obywateli, w jaki sposób radzą sobie z brakiem gotówki, jak żyje się w strefie działań wojennych. Opisze losy zawodowych żołnierzy, ale też mafiozów i biznesmenów. Odwiedzi kobiety z dziećmi mieszkające w obozie dla uchodźców. Książka wyjątkowo wyważona, pozbawiona napuszonych opinii wypowiadanych z piedestału znawcy. Tu są tylko historie. Najczęściej smutne i przygnębiające, tak jak smutna i przygnębiająca jest wojna. A najtrudniejsze są refleksje płynące z lektury. Konflikt nie zgasł, doprowadził do tego, iż rodziny są skłócone między sobą, miasta wyniszczone, zrujnowana gospodarka, a ludzie pałają do siebie nienawiścią. I to ci, którzy byli dla siebie kiedyś sąsiadami. Przejmujący, wciągający reportaż. Polecam.

Przeczytaj całą opinię
2016-04-21
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/251188

Książka bardzo tendencyjna, jednostronnie ukazująca ukraińską tematykę ("władza w Kijowie super, ruscy terroryści be"). Napisana jest jednak dobrze, zwłaszcza końcowe rozdziały zrobiły na mnie znakomite wrażenie - dobra reporterska robota. Niestety nie mogę dać oceny wyższej niż 5/10. Ilość niepotrzebnych lub brakujących przecinków, literówek i błędów w tej książce jest dla mnie, czytelnika, obrażająca. Relacja "ostatniego świaTka wydarzeń" to już był szczyt. Oczywiście to zarzut bardziej do korekty i wydawnictwa, niż do samego autora. Tym niemniej, trochę to skandaliczne.

Przeczytaj całą opinię
2015-10-07
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/251188

By dobrze zrozumieć, a przede wszystkim wciągnąć się trzeba być pasjonatem takiego rodzaju literatury. Ja po książkę sięgnęłam wyłącznie z ciekawości. Zainteresowała mnie jej tematyka: życie na Ukrainie w świetle ostatnich wydarzeń, rewolucji na Majdanie. Moja ciekawość została zaspokojona. Czytelnik dostaje mnóstwo szczegółów, zarówno tych dotyczących podłoża politycznego, jak i odczuć zwykłego mieszkańca. Był też dla mnie jeden szczególnie ciekawy rozdział: dotyczył zaginięć ludzi. O tym się nie mówi w środkach masowego przekazu, tam dowiemy się tylko o ofiarach wojny (ile osób zostało zabitych) lub o walczących osobistościach, kimś kogo znamy. Dlatego właśnie potrzebne są takie książki: w nich ważna jest i jednostka i "masa" Bardzo podoba mi się okładka. Oprócz zdjęcia podoba mi się nasycenie kolorów.

Przeczytaj całą opinię
2015-10-03
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/251188

Tytułowy sezon na słoneczniki można rozumieć dwojako, po pierwsze jest dokładnie tym czym jest, okresem w którym należałoby zebrać dojrzałe już kwiaty, a czego się nie robi, bo wojna, i kule świszczą nad głową; po drugie zaś, żółte słoneczniki i błękitne letnie niebo oddają symbolikę ukraińskiej flagi – bezkresne pola zbóż pod otwartym niebem, nadinterpretowując – jest to więc czas dla Ukrainy, czas by zebrać owoce obecnej sytuacji, wykorzystać szansę. Na książkę składają się wcześniej publikowane reportaże, pisane na bieżąco dla Gazety Wyborczej, dokumentujące sytuację już po masakrze i zwycięstwie aktywistów z Majdanu. Od wiosny 2014, przez lato do pierwszych chłodów. Był to trudny, patowy czas. Do chwili obecnej sytuacja nie uległa zmianie i nic nie wskazuję na to że uda się zrobić porządki: ukrócić korupcję, zachować integralność terytorialną, podnieść poziom życia, reanimować gospodarkę i zabliźnić rozbabrane rany. Wręcz przeciwnie – podziały i antagonizmy się intensyfikują, z miesiąca na miesiąc umacniają się wraz z nowymi tragediami na froncie i poza nim. Wyczuwalne jest wszechobecne zniechęcenie i znużenie. W dopiskach do kolejnych reportaży, zatytułowanych „Na Marginesach” autor dotyka wątków autobiograficznych, dzieciństwa i własnych związków z Donbasem. Świetnie współgra to z głównymi tekstami i stanowi zarazem dobre uzupełnienie. Reportaże Igora T. Miecika bardzo dobrze się czyta, są przystępne i ciekawie zarysowują przed polskim czytelnikiem realia regionu, bieżącą politykę i historię jaka miała wpływ na taki a nie inny (nieco skomplikowany) status quo. Ale nie czynią tego wyczerpująco. Dobry reportaż oprócz sygnalizowania problemu, powinien go też wyjaśniać. Autor częściowo to robi, ale dociekliwy czytelnik może oczekiwać większej ilości informacji. W tekście jest dużo zwrotów kolokwialnych, mowy żywej, pełnej emocji, niewiele zaś opisów plenerów i miast, tego wszystkiego tego co zmusza umysł do wysiłku imaginacji, autor praktycznie z tego rezygnuje na rzecz samych informacji i odczuć. Odciąża nas, a jednocześnie przekazuje to co najistotniejsze, tak by pojąć wymiar bieżących problemów. Pokazuje nam codzienność z konfliktem w tle, z wojną domową która toczy się na wschodzie, ale wpływa na sytuacje w całym kraju, który nawet w okresie pokoju nie radził sobie najlepiej, a teraz ma wyjątkowo trudny orzech do zgryzienia (i niewiele zębów). Dialogi zdaje się być bardziej rekonstruowane niż odwzorowywane z nagrań. Przemawia za tym ogólne podobieństwo, tempo wypowiedzi. Na przykład młoda kobieta która kilka razy uniknęła śmierci, wylicza te epizody w dokładnie ten sam sposób co Rosjanka podsumowująca obecną sytuację we wschodniej Ukrainie. Książka jest bardzo dobra – tak pod kątem literackim jak i informacyjnym. Mimo że opisuje smutne tematy i trudne sprawy, czyta się ją z dużą przyjemnością. Poza kilkoma literówkami i opuszczonym zaimkiem, wynikającymi z pośpiesznego pisania i równie pośpiesznej korekty, nie w ma w tekście technicznych błędów, razi jednak pewien błąd merytoryczny. Na setnej stronie Igor T. Miecik wspomina o „celtyckich runach” tworzących symbol ochotniczego batalionu Azow. Owszem, jest coś takiego jak kreślone znaki celtyckiego pisma, ale autor myli je z runami germańskimi. Motyw z loga batalionu Azow przypomina herby rodowe SS – tworzy go czarny Wolfsangel (wilczy hak) i leżące pod nim, w tle: Schwarze Sonne (czarne słońce). Od razu przychodzi na myśl posadzka zamku Wewelsburg (coś w rodzaju nazistowskiego Camelotu, SS-mani bawili się tam w okultystów). No cóż, ukraińska prawica sympatyzuje z symboliką i ideologią nazistowską, co jak się zdaje ma związek z tym że państwo zakładali im Waregowie, a po latach zależności (jak nie od Polski to od Rosji) Hitler jawił się jako ten, który pomoże w utworzeniu niepodległego państwa. Zbawiciel. Nacjonalizm zabarwiony neonazistowski sympatiami jest zjawiskiem wyjątkowo śmierdzącym... pomijając fakt milionów ofiar ludzkich z okresu II wojny światowej, ideologia ta kompromituje się całkowicie pod kątem intelektualnym. Jest to czymś w rodzaju paradoksu, że o idee wolnościowe, demokratyczne, wstąpienie do UE – tłukli się na kijowskim Majdanie między innymi neonaziści i skrajna prawica; a teraz, ci sami ludzie kontynuują walkę zbrojną na wschodzie kraju. W prawdzie niewielki procent tamtejszego społeczeństwa to radykałowie, ale sam fakt że jest ich na tyle dużo by rzucali się w oczy, i przewijali codziennie w głównych odsłonach dzienników, budzi niepokój. Sformułowano kiedyś w ramach socjologii taką myśl, że wojna „oczyszcza” społeczeństwo z krzykliwych, kłopotliwych w czasie pokoju elementów. Jak widać, sprawdza się to w praktyce, bo ludzie giną tysiącami – niestety nie tylko nacjonaliści ale też zdrowi na umyśle patrioci. Każdy rozsądny Polak kibicuje Ukraińcom, ale warto też nadmienić, że takie kwestie jak wyżej, to część gorzkich faktów które u nas są konsekwentnie pomijane. W Rosji jest wręcz przeciwnie – tam sprzyjają tworzeniu wrogiej propagandy. I tak źle i tak niedobrze.

Przeczytaj całą opinię
2015-07-10
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/251188

Zbiór rewelacyjnych reportaży zza wschodniej granicy. Szkoda, że tak mało i że wszystko można było przeczytać w wydaniach świątecznych "Wyborczej" (na przestrzeni kilku miesięcy). Czekam na więcej Panie Miecik!

Przeczytaj całą opinię
2015-05-26
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/251188

Kolejny tom reportaży Miecika traktuje o współczesnej Ukrainie, ma też charakter osobisty, bo bliska rodzina autora żyje w Donbasie ogarniętym wojną. Jawi się z tego tomu Ukraina jako kraj głęboko podzielony, zżerany korupcją i bandytyzmem, nieporadnie stawiający czoła agresji militarnej, szukający swojej tożsamości i tradycji, niepewny co do przyszłości. W sumie wymowa książki jest pesymistyczna. To już trzeci tom reportaży Miecika, czytałem wiele z tych reportaży w gazetach, ale zebrane razem robią inne wrażenie. To również książka bardzo osobista, bo matka autora przeżyła dzieciństwo w Donbasie, jej siostry pozostały na Wschodzie, i ten rys osobisty, opisanie losów rodziny matki, która została w Sowietach a teraz żyje na Ukrainie, dodaje książce specjalnego waloru. Po lekturze trudno wyciągnąć jakieś ogólne wnioski na temat Ukrainy, tak zróżnicowany jest to kraj, tak podzielony. Lwów to zupełnie inny świat niż Donbas, w Kijowie ludzie się bawią, na wschodzie trwa brutalna wojna, mamy wielką nędzę i wielkie bogactwo. W sumie książka to trochę taka mozaika, pokazująca obrazy i historie ilustrujące obecną sytuację Ukrainy. Mamy obraz Donbasu: to region w fazie rozkładu, infrastruktura się rozpada, kopalnie nie pracują, węgiel wydobywa się z biedaszybów. Autor spotyka się z nacjonalistami ze Lwowa: dla nich podstawą budowania tożsamości narodowej jest UPA, Bandera i SS Galizien. Pisze o Krymie, na którym przed inwazją rosyjską, szalały bandytyzm i korupcja. Gangsterzy siłą zajmowali dochodowe biznesy, najlepszą ziemię, a teraz ci gangsterzy albo gryzą ziemię, albo stali się politykami: deputowanymi czy innymi ważniakami. Sporo pisze o korupcji, prawdziwym raku toczącym Ukrainę. Charakterystyczny tu cytat następujący: „System zbudowany na intelektualnej tępocie, politycznym zamordyzmie, powszechnej ludzkiej zawiści i korupcji, która nie tyle rozsadza porządek i dobry obyczaj, co sama tym porządkiem się staje, zwyczajem powszechnym, prawem nadrzędnym. Ukraińska korupcja: cicha konstytucja, nowy dekalog.” Opisuje bandytyzm separatystów, którzy na zajętych terenach grabią wszystko, co można spieniężyć. Spotyka uchodźców z terenów zajętych przez samozwańcze republiki: Ługańską czy Doniecką, którzy stracili cały dorobek życia. Jest to też kraj głęboko podzielony, mówi żołnierz ukraiński: „My tam, na wschodzie, gnijemy w okopach. Nie ma co żreć, nie ma jak się myć, a przyjeżdżam na przepustkę do Kijowa albo choćby do Dniepropetrowska – wakacje! Wojna? Jaka wojna? Dziewczyny pachnące, na obcasach, chłopcy się szczerzą z błyszczących aut. Słońce na plażach, steki w restauracjach, całą noc tańce w klubach.” Znajduje też wysepki normalności czy sukcesu: dobrze pracująca fabryka czekolady w Winnicy, własność obecnego prezydenta Poroszenki, czy miasto Dniepropietrowsk rządzone przez gubernatora Kołomyjskiego, który ani myśli o sojuszu z separatystami, twardo stoi przy Ukrainie. Ale to wyjątki niestety. Wszystko to zebrane razem daje obraz niezwykle pesymistyczny, czarno widzę przyszłość tego kraju, naszego wielkiego sąsiada, bardzo źle to wróży dla naszej ojczyzny.

Przeczytaj całą opinię
2015-03-14
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/251188