Strażnicy światła

Wydanie
Wydawnictwo Kobiece, Białystok, .
Liczba stron
320
Wymiary
13,5 × 20,5 cm
Oprawa
Miękka ze skrzydełkami
ISBN
9788365506764
Język
polski
Tłumaczenie
Rusnak Marcin
więcej detali

Kategorie

Opis książki

Siedmioro ludzi. Jedna mała wyspa. Wyizolowane środowisko, ograniczona grupa, problemy z zaufaniem oraz bezwzględna, tylko pozornie losowa śmierć raptownie zbierająca żniwo… Strażnicy światła to thriller, który przedstawia świat dzikiej natury i spektakl grozy. Miranda jest fotografką natury, która została wysłana na zawodową misję. Jej zadaniem jest robienie zdjęć ukazujących piękno otaczającej przyrody maleńkiej wyspy. Towarzyszy jej jedynie sześciu osobliwych naukowców. Dzień po dniu, Miranda jest świadkiem niewiarygodnych wydarzeń; pogłębia swoje przywiązanie do egzotycznych wysp i… współtowarzyszy. Jednak mimo zażyłości, czuć dziwny niepokój w powietrzu - budzące lęk podejrzenia. Atmosfera robi się coraz gęstsza; słychać szepty o legendzie mówiącej, że miejsce ich zamieszkania zwie się „Wyspami Śmierci”… A z każdym kolejnym aktem przemocy robi się… duszno. I już każdy jest podejrzany o najgorsze. NIEWYMOWNA KOMPOZYCJA MONSTRUALNEGO NIEPOKOJU ORAZ TRWOGI, KTÓRĄ CZUJESZ, OGLĄDAJĄC SIĘ NIEUSTANNIE PRZEZ RAMIĘ ------- Specyficzna, szalenie klimatyczna opowieść. (...) To, co najbardziej wciąga w tej książce, nie mówiąc już o dynamicznej fabule, to zmysł autorki do tworzenia pełnej napięcia atmosfery. Kończąc tę powieść, czytelnik natychmiast zaczyna zastanawiać co jeszcze się Abby Geni w przyszłości mu opowie. - New York Times Book Review ------- Abby Geni – amerykańska autorka, która zadebiutowała prowokacyjną książką Strażnicy światła. Wielokrotnie nagradzana pisarka jest szeroko chwalona za swój niesztampowy styl. Z zawodu jest nauczycielem akademickim kreatywnego pisania.

Opinie czytelników

(3.31)
98 ocen, w tym
40 opinii
5
7
4
21
3
10
2
2
1
0
Proszę , aby dodać opinię.
Twoja ocena
Tytuł opinii
Treść
Uwaga! Proszę wypełnić wymagane pola.

Całość można by zmieścić na 30, może 50 stronach. Reszta to opisy z cyklu "biologiem być". Wielkie rozczarowanie

Przeczytaj całą opinię
2017-05-07
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4222183

Jestem pod wrażeniem, dawno żadna książka tak mnie nie urzekła. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest to moja ulubiona książka :)

Przeczytaj całą opinię
2017-05-05
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4222183

Poniższa recenzja ukazała się również na moim blogu Świat według Lilii: http://swiatwedluglilii.pl/ksiazka/straznicy-swiatla-252017/ Wychodzimy z założenia, że jesteśmy w stanie zawłaszczyć sobie każdy skrawek lądu i dostosować go do własnych potrzeb oraz upodobań. Najśmielsze zapędy przyroda obserwuje z politowaniem kiwając głową… Nie należy zrzucać winy na położenie geograficzne za utrudnianie dostępu do owianych legendami Wysp Śmierci. Mogłoby się wydawać, że wspomniane miejsce znajduje się na krańcu świata, ukryte przed wpływem globalizacji. Nowo przybyłych intruzów wita natura, odziana w dziewicze, nieskalane technologicznym postępem szaty. Fauna i flora niechętne są dwunożnym istotom, wciąż przechowując w pamięci zło, jakiego doświadczyły z ich rąk. Nie wystarczy wiedza, odwaga, ani umiejętność adaptacji nawet w ekstremalnych warunkach. By przetrwać wśród rekinów, lwów morskich, mew i nurzyków niezbędny jest samozachowawczy instynkt, dystans wobec małych i wielkich tragedii. Surowe oblicze staje się azylem dla cierpiących dusz, skrupulatnych naukowców, osieroconych dzieci, kochanków oraz złoczyńców. Czy przyniesie ukojenie tym, którzy go szukają? Czy potrafi wzbudzić w człowieku jego pierwotne instynkty i odkryć prawdziwe oblicze? Życie kąsało Mirandę już od dzieciństwa, odbierając poczucia bezpieczeństwa i obdarowując nieprzeciętną umiejętnością. Lecz nawet dar, jakim jest uwiecznianie na fotografiach prawdziwego wymiaru rzeczywistości, nie był w stanie zrekompensować dziewczynie utratę matki. Ta istotna niekompletność odbiła się na psychice bohaterki Strażników Światła, nakazując jej odbywanie nieustającej podróży. Kiedy więc miłośniczce wojaży udało się dołączyć do grona biologów, badających naturalne zasoby Wysp Farallońskich, czytelnik, zaznajomiony z okładkową zapowiedzią historii, z napięciem zaczyna wyczekiwać nagłych zwrotów akcji. Nim jednak dochodzi do pierwszej zbrodni, wyobraźnia przejmuje stery. Nozdrza wyczuwają morską bryzę, którą za wszelką cenę chce zdominować odór ptasich odchodów. Kilkoro ludzi decyduje się zamieszkać na skrawku lądu, koegzystując z naturalnymi właścicielami wspomnianych wysp. Badacze, skupieni na wykonywaniu żmudnej pracy, starają się przestrzegać głównej zasady- nie ingerują, nie zapobiegają dramatom, nie zmieniają biegu wydarzeń. Są świadkami narodzin dzikich ssaków i ptaków, obserwują ich walkę o przetrwanie i odnotowują kolejne zgony. Wraz z przybyciem Mirandy, dotychczasowy układ napotyka problemy, część naukowców ginie w podejrzanych okolicznościach. Autorka wprowadza zalążki mistycyzmu, pozwalając czytelnikowi snuć fantastyczne teorie. Tymczasem prawda okazuje się być bardzo przyziemna, co nie zmienia faktu, iż może szokować. Morderca nie działa z wyrachowaniem. Jako ranna zwierzyna stał się bardzo niebezpieczny. Dla tych, którzy muszą się ograniczyć do podróżowania palcem po mapie, powieść Abby Geni jest poetyckim przewodnikiem po nieznanej części globu. Początkująca pisarka przemienia obrazy w zdania, zachwycające bogactwem opisów, równowagą pomiędzy zachwytem, a naukową skrupulatnością. Strażnicy Światła przypominają stąpanie po kruchym lodzie. Jest w tej historii coś niebezpiecznego, co niesie podpartą solidnymi argumentami grozę, ale również urzeka samym faktem igrania z losem. Pozbawiona luksusów chatka skupia różne osobowości. Daje poczucie pozornego schronienia, przechowalni. Jednak tylko dla jednego z mieszkańców oznacza prawdziwy dom, tylko jednemu z badaczy stwarza doskonałe warunki do pracy. Przenikanie dwóch światów (natury i człowieka) umożliwia niemalże niewidoczna granica. Dwunożna istota, będąca w stanie obrócić wyspę w proch, pozostaje bezbronna wobec zmasowanych ataków fauny i flory. Ten, który niszczy, rani, poniewiera, zamieni się miejscami z ofiarą. W tym kalejdoskopie emocji jest miejsce na poważne rozważania, rozrachunek z przeszłością, poszukiwanie źródła czystej radości i spełnienia. Ambitny projekt Abby Geni przerodził się w tekst godny dojrzałego pisarza. To kieliszek wytrawnego wina, napełniony do odpowiedniej wysokości, podsyca pragnienie, zaspokaja apetyt i stanowi kwintesencję zaplanowanego, uroczystego przedsięwzięcia. Czy to nie dziwne, że debiut może być aż tak oszałamiający?

Przeczytaj całą opinię
2017-05-04
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4222183

Jak zwykle, urzekła mnie okładka. Chociaż opis także miał coś w sobie, ale tym razem to zdecydowanie natura 'sroki okładkowej' przejęła dowodzenie. Nie wincie mnie, naprawdę wygląda spektakularnie, a książki wydawnictwa kobiecego zazwyczaj przypadają mi do gustu, więc stwierdziłam - czemu nie? Miranda fotografuje przyrodę. Jej zdjęcia są bardzo doceniane, ale chciałaby, by były bardziej unikalne. Przeprowadza się więc na Wyspy Farallońskie, gdzie przez rok będzie mogła fotografować dziką przyrodę właśnie taką, jaką jest. Niestety nie wszystko idzie po jej myśli. Przekonuje się, że prawdę mówiąc mało kogo zna z jej zespołu. Pewnej nocy zostaje zaatakowana przez jednego z mieszkańców. Jakie jest jej zdziwienie, gdy parę nocy później odnajdują ciało oprawcy... Lecz pozostaje pytanie - kto jest prawdziwym mordercą? Okazuje się, że nawet żarłacze białe nie są tak drapieżne jak on... Cóż na pewno nie spodziewałam się tego typu historii. Już nawet opis mówiący o kryminale mnie nie przekonywał. No bo facet przecież rzeczywiście mógł zginąć po potknięciu. Nie wiem jak wy, ale ja sama czasami rzeczywiście się potykam. Raz przez potknięcie zwichnęłam kostkę - wszystko by pasowało. Niemniej to uporczywe słowo, ten kryminał, nie dawał mi spokoju. Przecież wydawnictwo chyba lepiej wie, co wydało, prawda? Prawda. Rozwój faktów nastąpił stosunkowo późno, bo ostatnie sto stron okazało się najbardziej emocjonującymi, ale chyba inaczej być nie mogło, bo książka jest króciutka. Ma zaledwie 320 stron. Wtedy działy się takie rzeczy, że już sama nie miałam pojęcia w co wierzyć. Pochłonęła mnie akcja i nie chciała wypuścić, ale kiedyś musiałam zakończyć czytanie. Bardzo podobało mi się, że bardziej niż na morderstwie, skupiamy się na otaczającej główną bohaterkę florze i faunie. Po raz pierwszy spotkałam się w książce fabularnej z zabiegiem o takim nasileniu. Książka mogłaby być przewodnikiem dla amatorów po świecie zwierząt morskich z okolic koła podbiegunowego, a przynajmniej takie odniosłam wrażenie. Poznajemy tutaj rekiny, wieloryby, foki oraz ptaki. Opisy wydarzeń były bardzo realistyczne. Wszystko przekazano nam z wielkimi emocjami, że chwilami nawet czytelnik mógł się poczuć jak rzeczywisty uczestnik wydarzeń. Były momenty, które wręcz wzruszały. Kazały myśleć, kazały czytać i błagać o dobre powodzenie się akcji. Niestety nie zawsze się udawało. Wtedy czekało nas rozczarowanie, a czasem nawet smutek tak wielki, że powodował wzruszenie. Bohaterowie byli bardzo tajemniczy. Zastanawiam się, czy nawet narratora mogliśmy dobrze poznać i dochodzę do wniosku, że niekoniecznie. Autorka tak zakręciła historią, że spowodowała naszą niewiedzę. Nie możemy się dowiedzieć niczego o bohaterach, czego sami nie wywnioskujemy. Zabawa w detektywów musi się dla nas stać czymś normalnym na trzystu stronach powieści. Jedynie na ostatnich pięćdziesięciu mamy lekkie rozwikłanie zagadki. Wydaje mi się, że właśnie to rozwikłanie najbardziej mi się podobało, bo mogłam się dowiedzieć, jak wielu rzeczy nie zauważyłam, na ile nie zwróciłam uwagi. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że zostanę wrobiona aż tak bardzo. No cóż, chyba kariera Sherlocka Holmesa jednak nie jest mi przeznaczona. A może z czasem się wyrobię. Podsumowując, książka jest w porządku, ale raczej niczym więcej bym jej nie nazwała. Nie jest rewelacyjna, nie wkroczy radośnie do grona moich ulubieńców. Miło z nią spędziłam wieczór, ale nic ponadto. Chyba jedyną jej oryginalnością była obecność zwierząt i wiedza, którą nam mogła przekazać. Jedynie ta malutka rzecz sprawia, że książka wychodzi przed szereg i ma prawo zaintrygować. Wszystko inne już kiedyś było i nie wyróżnia się jakoś szczególnie. http://tysiac-zyc-czytelnika.blogspot.com/

Przeczytaj całą opinię
2017-05-03
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4222183

Młoda kobieta, Miranda, jest miłośniczką fotografii i podróży, podczas których ma okazję poznać nowych ludzi oraz sfotografować najróżniejsze klimatyczne miejsca. Tym razem jej wybór padł na Wyspy Farallońskie, na której mieszka zaledwie kilku naukowców. Zimny i niebezpieczny klimat nie jest łaskawy, mało kto zostaje w takim miejscu z własnej woli dłużej niż miesiąc. Fotografka jest jednak zawzięta, nie tylko ze względu na rewelacyjne zdjęcia - na wyspie czuje się jak w domu, rano budzi się ze spokojem w duszy. Wydarzenia zaczynają przybierać niepokojący obrót, a bohaterowie stają się coraz bardziej tajemniczy. Wypadki, przypadkowe ześlizgnięcia się z kamieni, nocne wyjścia... to wszystko może nie być przypadkiem. Wśród naukowców nie każdy jest całkowicie szczery. Siedmioro ludzi. Mała wyspa. Mniej lub bardziej przypadkowa śmierć. Już od pierwszych stron powieści da się wyczuć niesamowity, nieco niebezpieczny i morski klimat. Tło w całej książce odgrywa dość duże znaczenie - sezon rekinów, ptaków, wielorybów, fok. Życie bohaterów na wyobcowanej wyspie musi przebiegać zgodnie z naturą, a oni sami nie mogą w nią ingerować. Badania muszą być w stu procentach subiektywne, nikt nie może zaburzać równowagi. Jak się jednak okazuje, nie wszystkie zwierzęta są z nimi w zgodzie i nie wszyscy podzielają ich zdanie. Przyroda oraz zwierzęta odgrywają w powieści niezaprzeczalnie ogromne znaczenie, dlatego też w książce znaleźć można mnóstwo barwnych, klimatycznych oraz dodających całości uroku i smaku opisów. Wszystko idealnie ze sobą współgra, a przyroda i naukowcy stają się niemalże jednością. Dużym plusem książki jest również główna bohaterka, Miranda, która mimo trudnych warunków radzi sobie z nową rzeczywistością. Pisuje listy do swojej zmarłej matki, wymienia pocztówki z ojcem, robi zdjęcia na każdym kroku i pomimo przykrych sytuacji, które miały miejsce w jej życiu, kobieta wstaje i idzie dalej. Nie poddaje się ani nie zgrywa bezbronnej postaci. Oczywiście, jej opis sugeruje, że jest kruchą, ale niesamowicie silną kobietą. Jest to duży atut powieści, ponieważ niestety często główne bohaterki nie należą do walecznych ani zbyt pomysłowych. Miła odmiana. "Strażnicy światła" to skarbnica wiedzy, legend i ciekawostek o przyrodzie, rekinach oraz innych zwierzętach i choć początkowo nie wydawało mi się to zbyt przekonujące - bardzo się myliłam. Klimat panujący w książce jest mroczny i tajemniczy, bohaterowie nie do końca odkryci, a przyroda miewa swoje humory. Podoba mi się styl pisania autorki, tym bardziej, że mamy do czynienia z debiutem - czekam zatem na kolejną powieść, bo ta książka skradła moje serce. Zostałam wciągnięta w niesamowitą, klimatyczną i tajemniczą opowieść, która zaprzątała mój umysł przez długie godziny. Nieokiełznany świat dzikiej natury stanowi idealne tło dla spektaklu grozy.

Przeczytaj całą opinię
2017-05-02
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4222183

Słyszeliście kiedyś o Wyspach Farallońskich? Zgaduję, że nie. Tymczasem jest to jedno z tych miejsc na Ziemi, które z kilku co najmniej powodów zapierają dech w piersi. Ten położony na Pacyfiku niewielki, skalisty archipelag oddalony jest zaledwie o około 40 kilometrów od San Francisco, a jednak z perspektywy samych Wysp dokoła nic tylko Ocean i świat, którego nie widać, który mógłby nie istnieć. Wychylające się ponad powierzchnię wody, ostre skały stanowią podłoże dla niezwykłego rezerwatu przyrody u brzegów, którego zatopionych jest 45 tysięcy pojemników (każdy o objętości 200 litrów) nafaszerowanych odpadami nuklearnymi!! Intrygujący zakątek świata, prawda? I to właśnie w jego realiach osadzony został DEBIUT ROKU WEDŁUG KSIĘGARNI BARNES & NOBLE – powieść Strażnicy światła, autorstwa Abby Geni. Czy Wykreowany przez Geni świat to odurzająca mikstura niewyobrażalnego piękna i przerażającego horroru („San Francisco Chronicle„)? Czy jest to debiut Oszałamiająco ambitny („Chicago Tribune„)? Sprawdźmy! Na Wyspach Farralońskich nie istnieją znane wszystkim pory roku; nie ma lata, jesieni, zimy i wiosny, zastępują je odpowiednio: pora rekinów, pora wielorybów, pora fok oraz pora ptaków. Każda niebezpieczna, każda pachnąca śmiercią, jak i same Farallony. Tutaj – o czym przekonało się już wielu – jeden, niewłaściwy krok może kosztować życie; tutaj chwila nieuwagi może sprawić, że nie powrócisz już do nigdy, Wyspy zabiorą Cię na zawsze. Dookoła czas się zatrzymał, a odmierzany jest wyłącznie pływami krwiożerczych rekinów, gigantycznych, całkowicie wyłamujących się z łańcucha pokarmowego wielorybów, opasłych lwów morskich i fok oraz drapieżnych ptaków, które nie zawahają się rozerwać człowieka na strzępy. W to jakże urokliwe miejsce przybywa pewnego dnia główna bohaterka powieści – Miranda. "Chciałabym, żebyś tu była. Chciałabym, żebyś była gdziekolwiek. Przez te wszystkie lata próbowałam pogodzić się z faktem, że piszę do Ciebie, a Ty nie odpowiadasz. Udawałam, że jest w tym wszystkim – w akcie przelewania myśli na papier – jakiś element terapeutyczny". Miranda to fotograf przyrody, która zwiedziła świat wzdłuż i wszerz. Stąpała po rozgrzanych piaskach afrykańskich pustyni, marzła na kole podbiegunowym, tygodniami przesiadywała w jaskiniach nietoperzy, tylko po to, by uchwycić okiem aparatu fascynujący świat królów nocy. Od ponad dwudziestu lat Miranda nie ma stałego adresu zameldowania, od ponad dwudziestu lat nie ma przyjaciół, od ponad dwudziestu lat regularnie pisuje listy do zmarłej matki, które nigdy nie trafią do adresata. I to właśnie w formie listów do rodzicielki opowiada nam swoją historię na Wyspach Umarłych (jak nazywane są Farallony) główna bohaterka. Obok Mirandy, usytuowaną na archipelagu stację badawczą (choć to zbyt wielkie słowo, mowa bowiem o malutkiej drewnianej chatce) zamieszkuje sześcioro ekscentrycznych biologów, z których każdy odpowiedzialny jest za badanie zwyczajów poszczególnych zwierząt, którym odpowiadają kolejne pory roku. Nikt tu nie rozmawia o przeszłości, nie stara się nawiązać bliższych relacji, skupiając się wyłącznie na powierzonych sobie zadaniach. Skupia się więc i Miranda, z pasją fotografując dziką przyrodę tajemniczych Wysp. I tak mija dzień za dniem, aż do momentu, kiedy to nasza pani fotograf zostaje brutalnie zaatakowana przez jednego ze współmieszkańców, który z kolei – w niewyjaśnionych okolicznościach – ginie kilka dni później. "Widziałam płonące oczy. Owalną czaszkę. Pośród cieni nie mogłam dostrzec ust. Jej włosy poruszały się na wietrze, którego nie czułam. Potem jej ramię wykonało błagalny gest. Nie miałam wątpliwości co do jej zamiarów. To było powitanie, skierowane przez jednego ducha w stronę drugiego". Trudno przypiąć Strażników światła pod konkretny gatunek literacki, bo choć groza wylewa się z prawie każdej strony omawianej powieści, nie jest ona ani klasycznym thrillerem, ani pełnokrwistym horrorem. Wbrew pozorom (okładkowy opis oraz cała dotychczasowa część niniejszej recenzji) najbliżej debiutowi Abby Geni do dramatu. Ale po kolei… Napaść, której ofiarą staje się Miranda zapoczątkowuje serię niepokojących i trudnych do wytłumaczenia zdarzeń, włącznie z cytowanym powyżej fragmentem jednej ze scen. To jednak nie duchy ani żadne paranormalne zjawiska straszą na kartach powieści, a opadający na czytelnika niczym mgła, gęsty klimat tajemnicy oraz niezwykle realistyczne opisy dzikiej przyrody. Przedstawione w książce zwyczaje poszczególnych zwierząt wywołują gęsią skórkę, nadając powieści zarówno drapieżnego, jak i bajkowego charakteru. Już od pierwszej strony udaje się autorce wywołać w odbiorcy poczucie niepokoju i bliżej nieokreślonego lęku. Jest kameralnie, surowo, posępnie. Każdy nieuważny krok może przynieść śmierć, niewypowiedziana groźba cały czas wisi w powietrzu, a my – czytelnicy – czujemy, że drzwi, za którymi czai się najgłębszy mrok, nadal są dla nas zamknięte. Podążamy więc śladami Mirandy, która przybliża nam zarówno same Wyspy, jak i historię swego życia, a my chcemy tę historię chłonąć, nawet pomimo wyraźnie wyczuwalnego niebezpieczeństwa. Jednak kiedy wszystko układa się tak znakomicie, kiedy wydaje się, że Strażnicy światła rzeczywiście okażą się jedną z najlepszych tegorocznych premier wydawniczych, nadchodzi finałowe rozwiązanie, które w mojej ocenie mocno psuje odbiór całości. Opinia ta prawdopodobnie znajdzie się w mniejszości i naprawdę rozumiem tych, którym takie, a nie inne rozwiązanie historii przypadło do gustu, ja jednak nie do końca to kupuję. Co prawda autorka ani przez chwilę nie obiecuje nam horroru i ja sam również nie nastawiałem się na nie wiadomo jaką rzeź czy upiory z szafy, jednak kiedy przewróciłem ostatnią stronę, zadałem sobie pytanie: Po co to wszystko było? I tak, wiem „po co było”, rozumiem, co stanowiło w Strażnikach tło i jaki jest ogólny wydźwięk książki, tyle tylko, że poczułem się nieco oszukany. Przyznaję – temat, który – jak się okazało – porusza autorka, jest zdecydowanie bardziej ambitny niż to, na co liczyłem, aczkolwiek summa summarum, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że potencjał został tu nieco zmarnowany. Po chwili narzekania pora jednak oddać Strażnikom światła, co ich, i pochwalić. Opisy dzikiej natury wbijają w fotel, klimat grozy oraz tajemnicy, który towarzyszy nam od pierwszej strony, to prawdziwy majstersztyk, a jeśli dodamy do tego świetnie skrojoną postać Mirandy, otrzymujemy dzieło, które rzeczywiście pochłania bez reszty. Zakończenie, które mnie akurat niespecjalnie przypadło do gustu i – jeśli mam być szczery – zawiodło, każdy odbierze po swojemu i wyciągnie własne wnioski. Tak czy inaczej warto dać Abby Geni i jej Strażnikom światła szansę; warto przysiąść na ostrych niczym brzytwa skałach Wysp Farallońskich i zatracić w lekturze, którą jednej z bohaterek udaje się zgrabnie podsumować w zaledwie czterech słowach: Stąd nie ma ucieczki! *Recenzja ukazała się wcześniej na http://pisanepopijaku.pl oraz www.gloskultury.pl

Przeczytaj całą opinię
2017-05-01
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4222183

Tak się zastanawiam... co ja właśnie przeczytałam?... Trudno jest cokolwiek powiedzieć... Cokolwiek, co choć w części oddałoby sens i klimat tej powieści... Od pierwszych stron czuć, towarzyszące przez całą dalszą lekturę, uczucia, atmosferę zarówno opisywanej historii, jak i Wysp Farallońskich będących miejscem akcji. Groza, tajemnica, niepokój, zachwyt, podziw... Mimo dreszczy na plecach (a może właśnie dzięki temu) byłam, i dalej jestem, oczarowana, zachwycona fabułą oraz sposobem jej przedstawienia. Surowe piękno dzikiego krajobrazu kryjącego wiele tajemnic, a także niezrozumiała siła, która przyciągnęła w to miejsce sześcioro biologów. Poznajemy je oczami Mirandy, głównej bohaterki, która przybyła tam na rok jako fotograf przyrody. Na początku można się zastanawiać czy to wszystko na pewno jest rzeczywiste... Najbardziej odosobnione miejsce na świecie, z daleka od jakiejkolwiek cywilizacji (prąd, woda, światło i lodówka - to jedyne z udogodnień). Podczas pobytu Mirandy na wyspach, mają miejsce dziwne wydarzenia, bardzo tajemnicze i niebezpieczne, śmiertelnie przerażające... Znacząca część powieści to opisy, ale jakie opisy... Chyba nigdy takich nie czytałam... Bardzo poetyki język i sposób pisania autorki... Jestem pod ogromnym wrażeniem, naprawdę. To również opowieść o ludzkich uczuciach, emocjach, lękach, marzeniach, sposobach radzenia sobie z traumą i poznawaniu samego siebie, wsłuchaniu się w samego siebie... Poruszone zostały ważne problemy. Oryginalna powieść, wszystko jest w niej wyjątkowe... Czy najlepsza, którą miałam okazję czytać w tym roku? Tego nie wiem, ale na pewno ma na to ogromną szansę. POLECAM!

Przeczytaj całą opinię
2017-04-30
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4222183

Wspaniale było zanurzyc sie w lekturze Strażników Światła. Czyta się ją z zapartym tchem mimo ,że to nie fabuła o tym decyduje. W moim odczuciu jest ona dość przewidywalna , losy bohaterów łatwo można przejrzeć i domyślić się "co i jak". ALE !!!! Ale za to klimat jest niesamowity !!! To on stanowi o jej świetności.Mroczny , zimny , przenikający do szpiku kości. No i natura, natura nieskalana cywilizacją. To ona tu rządzi , nadaje rytm. Oczarowało mnie piękno i surowość Wysp Farallońskich.Wraz z bohaterami odczuwałam strach, zimno i respekt przed przyrodą,która jest nieprzewidywalna, ale jakże piękna!!!

Przeczytaj całą opinię
2017-04-30
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4222183

Bardzo dobra, bardzo nieoczywista proza, gdzie zagadka schodzi na dalszy plan ustępując pięknym opisom przyrody i ciekawym rozważaniom w listach głównej bohaterki pisanych do zmarłej matki. Dosyć krótka, a pełna emocji, z niespodziewanym zakończeniem - polecam!

Przeczytaj całą opinię
2017-04-26
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4222183

Miranda, zawodowa fotograf przybywa na Wyspy Farallońskie, które otoczone są mistyczną historią. Wyspy te leżą na Pacyfiku, blisko kalifornijskiego wybrzeża. Jej jedynym towarzystwem przez cały rok ma być sześcioro dziwnych naukowców. Pierwsze miesiące wydają się być spokojne, do czasu... To, co się rzuca w oczy to opisy przyrody. Fascynujące zwierzęta, przyroda nie do końca odkryta - to idealne miejsce na umiejscowienie akcji książki. Wszędzie pojawia się nawiązanie do śmierci matki. Klimat jest niezwykły i silny. Czytając książkę stajemy się tacy, jak mieszkańcy wyspy - jesteśmy biernymi obserwatorami, nie możemy w nią ingerować. Dostrzegamy zjawiskowość natury, również tę najbardziej niebezpieczną. Szkoda, że akcja rozwija się trochę powoli. Żywsze wydarzenia pojawiają się dość rzadko, są zbyt mało emocjonujące. Za mało mamy tu energicznego działania. Być może dlatego, że przyspieszenie akcji wpłynęłoby na niekorzystną aurę Wysp, w której zostały przedstawione. Mimo to lekki dreszczyk niepokoju towarzyszy nam do końca książki, a minusy jakie wymieniłem rekompensuje zakończenie. Więcej szczegółów nie zdradzę, aby nie zepsuć przyjemności z czytania. Powieść ta oczarowuje niesamowitym klimatem i warto po nią sięgnąć. Cudowne opisy, spokojny nastrój, niepewność, tajemnice mogą zszokować wraz z zakończeniem. Szkoda, że mimo wszystko po przeczytaniu pozostał pewien niedosyt.

Przeczytaj całą opinię
2017-04-23
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4222183
z 4