Szczury Wrocławia

Wydanie
Liczba stron
544
Wymiary
14,0 × 21,0 cm
Oprawa
Miękka
ISBN
9788363944810
Waga
0,51 kg
Język
polski
więcej detali

Kategorie

Opis książki

We Wrocławiu szaleje czarna ospa. W izolatorium na Psim Polu dochodzi do dziwnego incydentu, milicjanci pilnujący ośrodka meldują o wybuchu paniki spowodowanej atakami ze strony „odmienionych” pacjentów. Świadkiem tych wydarzeń jest sierżant Mielech, dowódca tamtejszego posterunku. Na jego oczach dochodzi do zabójstwa pielęgniarki, które zapoczątkowuje cały ciąg ataków na pacjentów i personel medyczny. Próby wezwania pomocy spełzają na niczym. Komenda Wojewódzka nie wierzy w niesamowity meldunek podoficera. Zdaniem kapitana Brandysa, który nadzoruje proces kwarantanny, relacja o zmartwychwstałych napastnikach to kolejne wymysły alkoholika. Kolejne telefony z innych miejsc odosobnienia zmuszają jednak członków sztabu kryzysowego do podjęcia bardziej zdecydowanych działań.

Opinie czytelników

(brak)
Proszę , aby dodać opinię.
Twoja ocena
Tytuł opinii
Treść
Uwaga! Proszę wypełnić wymagane pola.

Nie powiem podczas lektury wyobrażałam sobie "przemarsz" zombie ulicami Wrocławia. Raczej nie chciałabym ich spotkać. Dobra książka.

Przeczytaj całą opinię
2017-05-06
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/251839

Polski odpowiednik World War Z

Tematyka zombie ostatnio stała się bardzo popularna, zarówno w kinematografii jak i w literaturze wychodzą co rusz nowe pozycje. Jednak większość z nich dzieje się długo po ,,godzinie zero", i żadna nie porusza Polski. Dlatego tego tematu podjął się Robert J. Szmidt w swojej powieści ,,Szczury Wrocławia", jak mu to wyszło? Zapraszam do przeczytania recenzji.całość http://ksiazkinawieczor.bloog.pl/id,352382116,title,Recenzja-Robert-J-Szmidt-Szczury-Wroclawia-Chaos,index.html

Przeczytaj całą opinię
2016-01-02
źródło: http://www.empik.com/p1106456845,ksiazka-p

Przeczytane. Atak nieumarłych w centrum Wrocławia w okresie głębokiego PRL-u. Jest to dość ciekawa koncepcja i bardzo interesująca wizja apokalipsy w czasach, w których nie ma komórek, tylu samochodów ani komputerów. Pierwszy raz przyszło zmierzyć mi się z tego typu książką i nie zawiodłem się. Jest to zdecydowanie lepsza alternatywa, niż setki filmów w stylu "Świtu żywych trupów" razem wziętych. Jedyne co mnie w tej książce zawiodło to to, że jest to jedynie pierwszy tom, a kolejnych jak na razie brak. Myślę że Szczury Wrocławia zasługują na bardzo mocne 7, a nawet 7,5

Przeczytaj całą opinię
2017-04-20
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/251839

Szczury Wrocławia. Chaos - Nadgniła alternatywa państwa

We współczesnej literaturze panują trendy, które nie potrzebują większego rozgłosu, gdyż są one świetnie rozpoznawalne gołym okiem. Idea niektórych z nich wręcz wbija się w umysły autorów, którzy starają się spłodzić dzieło mieszczące się w ich ramach, lecz nie zawsze się to udaje. Sama koncepcja pozbawiona oryginalności umrze szybciej niż zombie rozjechane opancerzonym wozem bojowym. Czy połączenie Polski Ludowej z niespotykaną i tajemniczą pandemią wirusa czarnej ospy ma szansę wyrwać się z ram? Gdzie w tym zamieszaniu znajdziemy ubabrane we krwi zombie? Jak władza poradzi sobie z narastającym z minuty na minutę kłopotem? Jeżeli pragniecie się tego dowiedzieć, to serdecznie zapraszam do lektury książki Roberta J. Szmidta pt. „Szczury Wrocławia. Chaos”.Tematyka postapokaliptyczna jest bardzo dobrze znana w świecie literatury światowej, oraz krajowej. Nawet w naszym nadwiślańskim państwie nie brakuje autorów, którzy zręcznie poruszają się w jej obrębie. Zakropienie powyższej dziedziny odrobiną zombie jest mieszanką iście wybuchową, jednakowo nie gwarantuje ona sukcesu danego dzieła. Takiego zadania podjął się Robert Szmidt w swoich „Szczurach Wrocławia”, w których to całkowicie rozłożył na łopatki dotychczasowe, znane pozycje na rynku. Wyeksploatowanie tych dziedzin wymusza na autorze naprawdę precyzyjne działania i przemyślenia każdego słowa, aby nie stać się jedną z tych kolejnych książek na półce, którym brakuje polotu. W tym wypadku nie ma o tym nawet mowy.Akcja tego dzieła rozgrywa się latach 70. XX wieku, w których to nasza ukochana ojczyzna jest nieustannie patrolowana przez patrole ZOMO, ORMO, KBW, itp. Głównym obszarem po którym będziemy się poruszać wraz z rozwojem fabuły jest miasto Wrocław, a także tereny podmiejskie. To właśnie w tej aglomeracji dojdzie do niespotykanych dotąd incydentów, które zapoczątkują prawdziwą apokalipsę. Szalejący wirus czarnej ospy wymusił zastosowanie nadzwyczajnych kroków, które mają na celu jak najszybsze opanowanie epidemii . Wspomniana choroba okaże się tylko przykrywką do znacznie poważniejszych problemów, które zmiotą w pył znany wszystkim świat.Podczas lektury trudno narzekać na nudę, gdyż tempo akcji jest naprawdę spore. Nie ma tutaj czasu na odpoczynek, bowiem każda następna strona przynosi kolejną dawkę wydarzeń i nieodłącznej adrenaliny. Autor w tej kwestii wykazał się niemałym kunsztem. Stworzył genialne połączenie fabularne, które prze do przodu niczym rozpędzony pociąg. Wartkość historii przypadła mi do gustu, nie wyobrażam sobie, aby mogło to być przedstawione w inny sposób. Linie fabularne są doskonale ze sobą powiązane, a większość niewiadomych znajduje swoje rozwiązanie prędzej czy później. Niektórych rzeczy czytelnik musi domyślać się podczas lektury, jednak nie przeszkadza to w czytaniu. Są to raczej domysły wysnute na podstawie dotychczasowych informacji, niż jakiekolwiek braki fabularne.Trudno wskazać tutaj jednoznacznie głównego bohatera, lecz w moim przekonaniu jest nim każda napotkana przez nas postać, przynajmniej w jakiejś cząstce. To chyba jedyna książka z tego gatunku w której giną prawdziwe osoby. Wszystko dzięki rzeszy czytelników i specjalnemu profilowi społecznościowemu. Taki zabieg tłumaczy realność zachowania postaci. Mają oni uczucia, które okazują na każdym kroku, boją się, nie są nieśmiertelni, ot zachowują się jak zwykli ludzie tamtych czasów. Nie przywiążemy się do nikogo na dłuższy czas, bo śmiertelność wśród bohaterów jest niesamowicie spora.„Szczury Wrocławia. Chaos” to niesamowita przygoda literacka, podróż w czasie do smętnych czasów PRL-u. Klimatyczność dzieła wybija się na główny plan, przez co nie sposób narzekać na nudę. Tempo akcji, hordy łakomych zombie, bolączki PRL-u – to szatańskie połączenie sprawdza się nad wyraz dobrze. Autor tym dziełem udowodnił, że nawet wyeksploatowana tematyka może być genialna. Osobiście nie mogę doczekać się kontynuacji, gdyż szczerze zżyłem się z tym tytułem. Miłym dodatkiem jest dołączone na końcu opowiadanie "Horda" autorstwa Artura Olchowego. Polecam każdemu czytelnikowi, gdyż za jednym zamachem można liznąć kawał świetnej literatury i historii.Moja ocena: 8/10ArtiusW tym miejscu pragnę podziękować wydawnictwu Insignis za przekazanie egzemplarza do recenzji.Po więcej recenzji zapraszamy na blog KZTK:http://koszztk.blogspot.com/

Przeczytaj całą opinię
2015-08-29
źródło: http://www.empik.com/p1106456845,ksiazka-p

Historia o zombie? Nie, to nie dla mnie! Tak właśnie myślałam, zanim jakiś czas temu wpadła w moje ręce pierwsza powieść z nieumartymi w rolach głównych. Potem wciągnął mnie serial the Walking Dead, a jeszcze zanim na niego trafiłam, zgłębiłam wierzenia i legendy, leżące u podstaw popularności żywych trupów w popkulturze. I teraz już na pewno wiem i przyznaję się do tego bez bicia- sięgnę po każdą książkę o zombiakach, jaka tylko znajdzie się w zasięgu mojego wzroku! Pewnie nie zawsze będę zadowolona, a przynajmniej nie tak, jak tym razem… Chcecie wiedzieć więcej? A więc wybierzmy się we wspólną podróż do czasów PRL. Apokalipsa zombie w Polsce? O tak! Bójcie się! Rok 1963. Wrocław zamiera, rażony epidemią czarnej ospy. Chorzy i poddani kwarantannie umieszczani są w zamkniętych izolatoriach. Sytuacja wydaje się być pod kontrolą, gdy pewnego dnia z okna szpitala wypada siostra Młocicka. Pielęgniarka ginie na miejscu. Zaraz, zaraz… Ginie? Jej głowa zwisa pod dziwnym kątem, jakby oddzielona od kręgosłupa, jej nogi - połamane jak zapałki. A jednak… Młocicka wstaje! Wstaje i żąda krwi! Wkrótce do siostry dołączają podobne stwory. Z każdym dniem ich hordy rozrastają się w zastraszającym tempie. Szwadrony ZOMO, wspierane przez siły wojskowe, nie są w stanie opanować fali zagłady. Wrocław w niej tonie. Czy tylko Wrocław? No, co za powieść! Niesamowite, dramatyczne, momentami pełne humoru, połączenie realiów Polski Ludowej z motywem zombie apocalypse robi ogromne wrażenie! Zawrotne tempo akcji sprawia, że trudno się doczekać każdej wolnej chwili, jaką można by poświęcić lekturze kolejnych rozdziałów. Bohaterowie? Mnóstwo ich! (Fani Roberta J. Szmidta z pewnością słyszeli o ponad dwustu ochotnikach, których nazwiska autor nadał postaciom uśmiercanym w „Szczurach Wrocławia”.) Szmidt celowo nie wyróżnia żadnej z postaci, nie czyni nikogo bezdyskusyjnym protagonistą utworu. Zapewnia nam za to możliwość śledzenia kilku „wiodących” bohaterów, dając nam wielopłaszczyznową perspektywę wydarzeń rozgrywających się w skażonym mieście. Skutkiem tego zabiegu, poznajemy świat komunistycznych układów i układzików, zakrapianych alkoholem popijanym wśród kolesiostwa, któremu w pierwszej kolejności oferuje się miejsca w schronach. Autor wiedzie czytelnika poprzez uliczki Wrocławia, pozwalając nam podejrzeć, jak płynie życie (a raczej jego resztki) w izolatoriach, internatach i szpitalach. Zaglądamy do knajp oczekujących na dostawy nielegalnie pędzonego alkoholu, poznajemy też bimbrowników- niby działających poza prawem, a jednak coś ci włodarze miasta przecież popijają… Taki klimat. Wróćmy jednak do zombiaków… Ich pojawienie się w mieście to nie tylko zaskoczenie, ale i wyrok, jako że wojsko ani milicja ani trochę nie radzą sobie z pozbyciem się nieumarłych. A oni sami… Gwarantują mieszkańcom Wrocławia śmierć brutalną i krwawą, aczkolwiek w pewnym sensie odwracalną. Skąd ci wszyscy odmieńcy? Czy to zaraza zrzucona przez kapitalistów? A może jednak katolicy mają rację, wierząc w zmartwychwstanie? Myli się ten, kto sądzi, że łatwo znaleźć odpowiedź na te pytania. Mylnie też przyjąć, że zginie tylko Wrocław. Otwarte zakończenie powieści sugeruje, że jeszcze sporo będzie się działo. Kiedy? Nie wiem, ale czekam. Nabór bohaterów do kolejnej części „Szczurów…” nadal otwarty. Nie zaskoczę Was, Kochani. Przecież to jasne, że wsiąkłam w tę historię po uszy! Czy polecam, to również oczywiste. Cieszę się niezmiernie, że na polskim rynku wydawniczym pojawiła się tak porywająca historia o zagładzie nadciągającej zza światów. Niecierpliwie czekam na jej kontynuację, a tymczasem... Fear the Walking Dead! Więcej ciekawych książek na http://ksiazkilubie.blogspot.com/

Przeczytaj całą opinię
2017-04-15
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/251839

Zombie i Wrocław rok 1963 - dobre połączenie?

"Szczury wrocławia" to powieść, która wywolała wiele medialnego szumu na polskim rynku książki, a przynajmniej ja mam takie wrażenie, bo gdzie się nie obróciłam, to wszędzie na nią wpadalam. Wydaje mi się jednak, że jest to książka z gatunku young adult przeznaczona głównie dla mężczyzn i wielbicieli różnych fantastycznych gier komputerowych, w których leje się masa czerwonej, lepiącej się krwi itp. yu już bez ograniczeń wiekowych, bo wiem, że gracze są w różnym wieku legalnie bądź też nie. W każdym razie nie jest to powieść dla płci pięknej, czyli dla delikatnej, przeciętnej kobiety, która nie interesuje się zbytnio motoryzacją z roku 1963, syrenkami, ogórkami itp cudami techniki. Przyznam szczerze, że bardzo ciężko czytalo mi się powieść Szmitta, ale nie zamierzam oceniać jej negatywnie, gdyż rozumiem to, że czasem nie trafimy w gusta każdego czytelnika, a po za tym wzięłam się za lekturę tej książki, ponieważ chcialam i to na mnie spoczywa odpowiedzialność nietrafionego w 100 procentach wyboru. Uważam, że ta powieść ma w sobie pewien potencjał, biorąc pod uwagę chociażby to, że na ponad pięciuset stronach autor zmieścił tylko dwa dni pełne krwawej akcji i walki zomo z zombi, a to wszystko działo się w jego wyobraźni w roku 1963 i to jeszcze we Wrocławiu - w Polsce. Osobiście, nie potrafiłam stworzyć dobrego wyobrażenia tego, co chciał przekazać autor dlatego, nie chcę tej książki negatywnie oceniać, bo wina nie leży po stronie autora w tym wypadku. Prosto rzecz ujmując, nie jestem fanką Wrocławia, szaleję za wszelkimi górskimi klimatami, a nie za Wroclawiem pełnym słodkich figórek krasnoludków. Wizja zombi w polskim mieście w ogóle do mnie nie przemawia, niestety. Zasłużoną pochwałę muszę przyznać szacie graficznej książki i całemu jej wykonaniu, ponieważ biorąc pod uwagę tematykę ksiązki, graficy wydawnictwa Insignis spisali się na medal, ponieważ nawet ja nie mogę napatrzeć się na plan miasta i te wszystkie drobne szczegóły, o które się postarali. Świetna robota! Bardzo jednak cieszy mnie fakt, że w ogóle mogłam sięgnąć po tą książkę i się z nią zmierzyć, bo w gruncie rzeczy było to dla mnie całkiem nowe doznanie i poznalam drugą stronę polskiej literatury fantasy. Polecam tę książkę wszystkim spragnionym silnych wrażeń, nieustających emocji i krwi! Może Wy też zechciecie dołączyć do innych śmiałków, którzy wzięli udział w akcji chcę zginąć w Szczurach Wroclawia". :) "Siostra Ina, jakiś lekarz i ktoś trzeci kogo sierżant nie poznawał z wyglądu, rozrywali brzuch Agnieszki gołymi rękami."

Przeczytaj całą opinię
2015-08-09
źródło: http://www.empik.com/p1106456845,ksiazka-p

Mimo, że bardzo lubię książki tego autora, to chyba po prostu temat zombie mi zupełnie nie podpasował. Zupełnie nie byłam w stanie przebrnąć do końca książki.

Przeczytaj całą opinię
2017-03-12
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/251839

Poprawna lektura wakacyjna

Tak szczerze, to tematyka zombie mało mnie interesuje, ale zombie-apokalipsa we Wrocku, w moim ulubionym miesicie, to co innego. Cieżko mi porównywać do innych książek z tej dziedziny, bo nie czytałem, ale wydaje się, że ilość wyrywanych flaków jest wystarczająca, a czasami nawet przesadna. Brakuje mi trochę budowania nastroju, strachu. Po pierwszych 100 stronach człowiek orientuje się, że każdy nowo napotkany bohater i tak zginie za maksymalnie stron 50 (prawie każdy), więc właściwie nie ma się czego bać. No i ta cholerna epidemiologia się kłania. Ja wiem, że to książka o zombie, wiec w zasadzie logika jej niepotrzebna, ale skoro już autor dedykuje książkę lekarzowi, to może przydałoby się trochę więcej szacunku dla tej profesji. No chyba, że jak sugeruje jeden z bohaterów, Amerykanie ze stonką zarazę spuścili.Podsumowując lektura obowiązkowa dla miłośników Wrocławia a elektywna dla osób, które potrzebują się trochę odmóżdżyć.

Przeczytaj całą opinię
2015-07-29
źródło: http://www.empik.com/p1106456845,ksiazka-p

Zacząłem czytać kilka dni temu, ledwie przebrnąłem przez pierwsze 20 stron i w oczy rzucił mi się nieciekawy styl pana Roberta Szmidta. Później nastał natłok bezpłciowych postaci, dziesiątki niepotrzebnych nazwisk, które nic mnie nie obchodziły - wprowadzały chaos(!) i znużenie. Wszystko opisywane jest nudno, bez dynamiki, do tego koszmarne dialogi, banały w stylu jak to "zgrzyt gniecionej blachy zjeżył mu włoski na karku."(serio? wstyd pisarzu! opisywać strach można na setki sposobów, ale dreszcze na plecach i zjeżone włoski na karku...) Odechciało mi się czytać ok. 100 strony. Od czasów 2 tomowej "Krucjaty" nic mnie nie odrzuciło od lektury polskiej fantastyki tak szybko. Mogło być pięknie! Kochane Zombie. Kochany Wrocław. Wyszło źle. Bardzo źle. Plusik za okładkę (ale to chyba dla rysownika, nie pisarza) i czas akcji 1963.

Przeczytaj całą opinię
2017-02-14
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/251839

Rozczarowanie to za mało

Ta recenzja potrzebowała czasu, by zostać napisaną. Każdego dnia po przeczytania propozycji świata zombie przez pana Roberta, biłam się z myślami. Biłam to chyba nawet za mało powiedziane, ponieważ nie dowierzałam swoim odczuciom. Czy może być tak, że zawiodłam się na książce, którą tak wiele osób poleca?ZOMO i zombie. Trzeba przyznać, dość niecodzienne połączenie, lecz przedstawienie apokalipsy w dawnych polskich realiach jest dość nietuzinkowym pomysłem. Tylko co się tak naprawdę dzieje, gdy pomysł jest jednym z ważniejszych plusów danej pozycji? Tak moi kochani, Riana poczuła się odrobinę oszukana. Gdy tylko chwyciłam pozycję w ręce wiedziałam, że będzie to niecodzienna odskocznia czytelnicza. W końcu otwarcie się przyznaję, że zombie lubię i lubić będę.Nie sposób przypomnieć wam pewną informację, że Autor postanowił zabić w swojej pozycji prawdziwe osoby. Oczywiście wykorzystując jedynie ich dane personalne, postanowił losować postaci, spośród tych, którzy polubili fanpage. No cóż, niecodzienny pomysł, nie spotkałam się z takim pomysłem nigdy wcześniej. Nawet i ja chciałabym zobaczyć, jak Adriana umarłaby i powstała nowo na łamach powieści. Jednak, gdy zagłębiałam się w treść coraz głębiej, przestałam żałować, że nie zostałam wylosowana.Moim głównym zarzutem jest właśnie liczba osób zabitych. Ja naprawdę rozumiem, że gdy mamy do czynienia z pewną plagą, to logiczne, że pochłania ona wiele ofiar. Jednak wymienianie wszystkich z imienia i nazwiska jest nużące. Nie jestem również żadną feministką, co to to nie, jednak dostrzegłam, że wylosowane kobiety, w większości umarły i zarazem powstały w jednym momencie. No cóż, również zdaję sobie sprawę z tego, że w ZOMO miejsca dla kobiet nie było, ale bez przesady. Moim subiektywnym spostrzeżeniem jest to, że Pan Robert, mógłby wykorzystać powiedzmy pięćdziesiąt osób, a i tak byłoby to za dużo moim zdaniem. Przecież przyznacie, że nie przepadacie gdy pojawia się tryliard imion, nawet jeżeli są to postacie poboczne.Lecz zostawmy już te nieszczęsne ofiary, przejdźmy do treści. No cóż, jeżeli chodzi o ZOMO, to nie jestem zbytnio znawcą historii, a nawet się przyznam, że niewiele wiem na ten temat, jednak cała otoczka zawarta w książce kompletnie mnie nie wciągnęła. Ciągle biegniemy z miejsca na miejsce, by tam przystanąć na chwilę, aby przeczytać kto sobie kogo zjadł, jak go zjadł i to by było na tyle. Miałam po prostu wrażenie, że pierwsze skrzypce gra tutaj obowiązek zabicia wylosowanych ludzi, a nie przedstawienie paniki, i otoczki związanej z taką epidemią.To chyba kolejny przykład książki, która miała szeroko zakrojoną promocję, ludzie jak baranki biegną do guziczka lubię to, by tylko zginąć. I tak oto machina się napędza i raczej moja recenzja jej nie zatrzyma. Oraz w moim mniemaniu (już nie zwracając uwagi na liczbę osób zabitych), lecz jeżeli ktoś wykorzystuje moje dane w pozycji, to powinnam ją dostać gratisowo, a nie, że mam możliwość zakupienia edycji kolekcjonerskiej, do której nie-ofiary nie mają dostępu. Wiem, że uznacie, iż ściska mi tyłek z tego powodu, że nie umarłam w tej pozycji, ale po przeczytaniu tej pozycji, dziękuję siłom wyższym, że jednak się tak nie stało. Jest wiele innych, lepszych pozycji o zombie, nawet na ziemiach polskich, wskazuję tutaj szczególnie Infekcję Pana Wardziaka.

Przeczytaj całą opinię
2015-07-20
źródło: http://www.empik.com/p1106456845,ksiazka-p
z 13