Traktat o łuskaniu fasoli

Wydanie
Znak, Kraków, .
Liczba stron
400
Wymiary
13,9 × 20,4 cm
Oprawa
Miękka
ISBN
9788324008919
Waga
0,47 kg
Język
polski
więcej detali

Kategorie

Opis książki

Często i zimą przyjeżdżał. A najdziwniejsze, może pan sobie wyobrazić, że w ogóle nie polował. I to nie były trofea jego myśliwskich sukcesów. Miał natomiast fuzję. Do czego była mu potrzebna, nie wiem. A jak trafić przez poroża do czyjejś duszy? I nagle, trudno mi powiedzieć, co się stało, któregoś dnia przyjechał ciężarowym samochodem z dwoma robotnikami i zabrał te poroża, a domek wystawił do sprzedania. Niektórzy mówili, że jakiegoś dobrego kupca na te poroża znalazł, a inni, że wywiózł na śmieci. Ale prawda mogła być jeszcze inna, chociaż nie domyślam się. Namawiałbym pana. Nie chce dużo. Jak za taki domek, to prawie pół ceny. Co by pan tu robił? No, a co ja robię? Jeszcze jakby pan przyjeżdżał raz czy dwa razy do roku, i to po sezonie. Mógłbym nawet więcej sadzić fasoli. A nie chciałoby nam się łuskać, moglibyśmy pójść na spacer do lasu. Moglibyśmy posłuchać muzyki, przywiozłem sporo płyt. Nie, w szachy nie gram. A chciałby pan zagrać? Jakoś się nie nauczyłem. Nie miałem cierpliwości do szachów. Za granicą grywałem czasem w brydża, tylko że do brydża trzeba by czterech. Na budowach, kiedy pracowałem, jeśli nie piło się wódki, zdarzało się, ale to rzadko, że grywaliśmy w karty. W tysiąca, w durnia, w sześćdziesiąt sześć, także w oczko czy w pokera. A wcześniej w szkole w pudełka zapałek. Nigdy nie grał pan? Nawet pan nie słyszał o takiej grze? Prosta gra. Kładzie się pudełko zapałek, musi być tylko pełne, na brzegu stołu, na płask i żeby nie całą połową poza brzeg wystawało, bo spadnie. I podbija się, o, tym wskazującym palcem. W zależności jak upadnie na stół, tyle punktów się otrzymuje. Na sztorc, czyli na najkrótszy bok, gdzie zapałki się wyjmuje, najwięcej. Myśmy się umawiali na dziesięć punktów. Ale można się inaczej umówić. Na draskę jedną czy drugą stroną, wie pan, co to draska? Gdzie się zapałki pociera, pięć. Na płask, zero. O, to nie była taka niewinna gra, jak pan myśli. Nie ma gier niewinnych. Wszystko zależy nie w co się gra, lecz o co. Niewinnie graliśmy, kiedy przychodził wychowawca. Wtedy i punktów nie zapisywaliśmy. Zbierał pudełka od zapałek i prawie każdego wieczora przychodził, czyśmy wypalili już zapałki z wczorajszego pudełka. Potem panu powiem, po co zbierał. Siedział nieraz i siedział. Tak że bywało, musieliśmy udawać, że niby do spania się szykujemy, inaczej by nie wyszedł. Ten odpinał guziki u koszuli, ten rozsznurowywał buty, ten rozścielał łóżko. A gdy wreszcie wyszedł, przekonany pewnie, że zaraz będziemy w łóżkach leżeć, sprawdziło się jeszcze na korytarzu, czy i z baraku wyszedł, wtedy dopiero zaczynaliśmy naprawdę grać.

Opinie czytelników

(4.02)
4262 ocen, w tym
245 opinii
5
154
4
59
3
22
2
10
1
0
Proszę , aby dodać opinię.
Twoja ocena
Tytuł opinii
Treść
Uwaga! Proszę wypełnić wymagane pola.

Studium samotności, zgryźliwości jako nieodłącznych aspektów człowieczeństwa. Świetnie pomyślana narracja, dzięki której obraz świata nie jest zakłamany, choć punkt widzenia jest osobisty, subiektywny, a człowiekowi snującemu swoją opowieść, można by wiele zarzucić, choćby to, ze współczesnego świata nie lubi i nie rozumie. Wspaniała książka, mądra i głęboka, a jednocześnie zrozumiała dla każdego, kto zechce się nad nią pochylić bez żadnych wstępnych założeń ( takich np., że nie czytuje w ogóle polskich autorów).

Przeczytaj całą opinię
2017-05-03
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/210112

Dziś zrozumiałam jak wielki błąd popełniłam pisząc o wcześniej przeczytanych książkach w samych superlatywach. Powinnam chociaż odrobinę pomarudzić, bo wad z całą pewnością pozbawione nie były, pomimo tego, że ostatnim czasy trafiałam na naprawdę przyzwoite pozycje. Ja jednak szukałam zalet, ponieważ staram się zawsze znaleźć coś dobrego dla siebie i to właśnie tym się dzielić. Niby w porządku, ale w jaki sposób mam teraz napisać o tej lekturze? Brakuje mi słów, a te, które mam nie są adekwatne. . ,, Ile niewypowiedzianych słów przepadło na zawsze. A może ważniejsze były od tych wszystkich wypowiedzianych'' ,Traktat o łuskaniu fasoli'' to traktat o życiu. Traktat o poszukiwaniu sensu, ulotnym szczęściu i rozpaczy.Traktat o przemijaniu i trwaniu, o przeznaczeniu i przypadku. Głęboki monolog, który toczy się w nas samych, dlatego też każdy znajdzie w tej pozycji coś innego. Mnie pozostaje tylko napisać, że zabrakło mi słów. Po raz pierwszy od dawna, i chociaż próbuję je znaleźć od miesiąca to nie potrafię. ,, Wojny domowe, jak pan wie, są dużo gorsze od zwykłych wojen. Bo też nie ma większej nienawiści niż zrodzona z bliskości'' ,, Uśmiecha się pan? Rozumiem. Niedzisiejsze mam wyobrażenia, tak? Ale wtedy tak myślałem. Jakkolwiek gdy się tak zastanowić, to czy nie sądzi pan, że nosimy w sobie niezmiennie te same wyobrażenia, jakie ludzie od zawsze w sobie nosili? Mimo że świat się zmienia. Mimo że my jesteśmy wciąż inni. Czy może tylko udajemy innych, żeby sprostać światu. Ale w naszych najskrytszych tęsknotach wszyscy jesteśmy wciąż tacy sami, a tylko ukrywamy to przed sobą, przed światem'' Nie mam w zwyczaju zaznaczać cytatów, ale gdy zasiadłam do tej lektury to miałam taki zamiar. Później jednak zrozumiałam, że musiałabym przepisać całą książkę. Lepiej więc do niej wrócić. Raz a potem jeszcze jeden...

Przeczytaj całą opinię
2017-04-29
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/210112

Książka monolog. Taka właściwie, w której przez 400 stron nic się konkretnego nie dzieje. Ale niesamowicie porusza swoimi przemyśleniami, spojrzeniem na życie i ludzi. Książka przestawia tory myślenia, podczas jej czytania zaczyna myśleć się o innych sprawach niż zwykła codzienność.

Przeczytaj całą opinię
2017-04-21
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/210112

"Prawdziwa miłość jest raną. I tylko tak ją można odnaleźć w sobie, gdy czyjś ból boli człowieka jako jego ból." Bohater owej powieści metafizycznej w monologu skierowanym do tajemniczego przybysza podczas jednego dnia spędzonego na wspólnym łuskaniu fasoli dokonuje bilansu całego życia. Wiesław Myśliwski każdym słowem trafia wprost do serca. Owa książka to powieść liryczna o życiu, przeszłości, codzienności, własnych odczuciach. Autor jest mistrzem metafory, z odwagą i pełną świadomością stawia czoła każdemu aspektowi życia. Każdy przekaz jest w formie niezwykle trafnej mądrości. Bohater przedstawia swoją egzystencję chaotycznie lecz szczegółowo. Książka cechuje się wielowątkowością, wielotematycznością, doskonałą grą słów. Priorytetowymi plusami są trafne spostrzeżenia oraz obiektywne poglądy. Autor tematyce miłości poświęcił niewiele, lecz te kilka stron dotknęło całkowicie mą duszę. Każde słowo autora wyryję w swojej pamięci. Serdecznie zachęcam do lektury, warto! "Nie było nam ze sobą dobrze, jakby mógł pan sądzić. Lecz jeszcze gorzej było nam bez siebie. Rozstawaliśmy się, wracaliśmy, znów się rozstawaliśmy, znów wracaliśmy. I za każdym razem przyrzekaliśmy sobie, że już się nie rozstaniemy. Po czym znów to samo. A kiedy znów wracaliśmy, za każdym razem jakbyśmy się odnajdywali niczym w tej kawiarni wtedy."

Przeczytaj całą opinię
2017-04-19
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/210112

Bardzo refleksyjna i cudowna książka. Właściwie monolog, którego tak zawsze się wystrzegałam. Zawiera tak wiele uniwersalnych stwierdzeń, że mogłaby obdzielić nimi z kilkanaście książek. Na pewno do niej wrócę gdy moje życie trochę się "uspokoi" :)

Przeczytaj całą opinię
2017-04-17
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/210112

UWAGA. Poniższa opinia jest jedynie marną PRÓBĄ recenzji "Traktatu o łuskaniu fasoli". Jeśli kiedykolwiek spotkałaś/ spotkałeś się z recenzją tego dzieła, nie jest to warte czytania- tej książki NIE DA SIĘ poddać recenzji. Do „Traktatu o łuskaniu fasoli” trzeba dorosnąć. Ja najpierw przez lata trafiałam w różnych miejscach na jej fragmenty- w gazetach, innych książkach, w internecie. Aż w końcu, trafiłam po nitce do kłębka – „Traktat…” miałam w dłoni, zaczęłam czytać. I cóż to za dzieło! Misternie skonstruowane, enigmatyczne, przeszywające duszę, docierające gdzieś głęboko, głębiej niż jakakolwiek myśl, do głębi serca, a może istnienia… Mam wrażenie, jakby używanie w odniesieniu do „Traktatu…” określeń „powieść”, „książka” było z mojej strony bezczelne, a więc z nich zrezygnuję… W ogóle czuję, jakby jakakolwiek próba jej opisania była profanacją… Tytuł jest prowokacją. Do czego? Do medytacji. Nad rolą przypadku i przeznaczenia w naszym życiu. Nad czasem. Nad istnieniem i nieistnieniem. Nad ludzkim losem. Nad słowami. Nad skończonością i nieskończonością. Nad sumieniem i jego brakiem. Nad obecnością. Nad snem i nad jawą. Nad pamięcią i zapomnieniem. Nad życiem i śmiercią. Czy ja przeczytałam „Trakat…” czy on sam czytał się przeze mnie już nie wiem. Wielkie ukłony dla Pana, Panie Wiesławie. Dziękuję za „Traktat”.

Przeczytaj całą opinię
2017-04-09
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/210112

Należy zauważyć,iż filozofia jest podstawą sztuki ale także to, iż sztuka uzasadnia filozofię. Obie te dyscypliny,wytwory działania intelektu ludzkiego, znakomicie współistnieją na płaszczyźnie filozofii kultury.W oparciu o powieść Wiesława Myśliwskiego „Traktat o łuskaniu fasoli” można udowodnić sens wyznania Kartezjusza- Cogito ergo sum (Myślę, więc jestem),a także potwierdzić tezę o tym, iż filozofia wypełnia sobą każdy zakątek życia.Nieświadomy tego faktu człowiek zwyczajnie zapoznaje się z jedną z wielu pozycji literackich.Ktoś,kto zetknął się z filozofią, spojrzeć może na tę powieść również od strony jej unikatowego wymiaru traktatowego. Główny, bezimienny bohater powieści, w niekończącym się monologu przytacza nie tylko fakty ze swego życia, ale także streszcza swój własny stosunek do człowieka i świata.W jego relacji detale nie są ważne,nie ma charakterystyki miejsc czy opisów przyrody. Jest natomiast,jak w filozofii nowożytnej,potrzeba zamyślenia się nad człowiekiem,nad samym sobą.Autor sugeruje zatem,iż jeśli „monologuję” to jestem,jeśli rozważam swe wnętrze to jestem,jeśli fenomeny (zjawiska)przedstawiają dla mnie wartość to jestem. Samo łuskanie fasoli zaś jest niczym innym,jak odniesieniem człowieka do człowieka.Proces wydobywania ze strąków kolejnych ziaren umożliwia i pomaga w nawiązaniu relacji międzyludzkich.I tak jak z owych strąków wyłuskujemy ziarna,tak i z samych siebie i innych wydobywamy prawdę. Samowiedza ma więc tak właściwie wspólnotowy wymiar.Człowiek bowiem nie jest człowiekiem w oderwaniu od wspólnoty.Nie jest samo stanowiącym się absolutem.Człowiek nie istnieje jedynie po to,aby kontemplować samego siebie w odłączeniu od innych bytów.To dzięki nim i przez nie zachowuje przecież swą tożsamość osoby ludzkiej.

Przeczytaj całą opinię
2017-03-24
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/210112

Zapowiadało się ciekawie, ale niestety, duży zawód przeżyłem. Ta powieść o wybranych aspektach życia, rzeczach małych i tych większych, mogła spokojnie zakończyć się np. cztery rozdziały wcześniej albo trzy rozdziały później, gdziekolwiek. Zabrakło mi jakiejkolwiek klamry spinającej całość, która pozwoliłaby mi móc stwierdzić, że w tym bardzo losowym ciągu opowieści drzemie jakaś logika, spójność, cokolwiek uporządkowanego. Nie znalazłem niczego, co potwierdziłoby tylnookładkową zapowiedź, że czeka na mnie "misternie skonstruowana (...) powieść". Gdzież ona, ta misterność? Również życiowe prawdy i mądrości po pewnym czasie zdają się powtarzać, szczególnie przez dość irytujące zamiłowanie Autora do ciągłego zamieszczania paradoksalnych wywodów typu: próbuję ogarnąć swoje życie, ale nie całe, bo przecież nikt nie ogarnie całego, no i wątpliwe jest, czy jakiekolwiek życie jest całością, bo każde jest potrzaskane, może po śmierci człowiekowi się uda ogarnąć, ale któż to to sprawdzi, a tak w ogóle to po co to robić - i tak dalej, i w kółko Macieju na trzy akapity. Najmocniejszymi atutami książki są w mojej ocenie fragmenty z życia wzięte. Filozofii nie polecam. Ale że aż Nike? Hm...

Przeczytaj całą opinię
2017-03-20
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/210112

Do stróżówki nad zalewem zachodzi nieznajomy. Od stróża, starszego człowieka, chce kupić trochę fasoli. Stróż – narrator rozpoczyna opowieść. Od dzieciństwa na wsi, poprzez wojenne zawirowania, terror szkoły aż po jego aktualne życie. Można by powiedzieć, że w tej opowieści nie ma żadnej filozofii. Ot siedzi chłop, łuska fasolę i opowiada o swoim życiu przeskakując z wątku na wątek. A jest – wpleciona w proste słowa, wypowiedziana poprzez historię człowieka, który swoje w życiu przeżył. Proste słowa, a jednocześnie wyrafinowane, wysmakowane, trafiające w serce. Ta historia to kopalnia cytatów – w swoim egzemplarzu książki pozaznaczałam mnóstwo tych, które najbardziej mi się spodobały. Mimo tego, że to wspaniała literatura myślę, że nie każdemu przypadnie do gustu – jeśli kogoś nie pociąga monolog i brak zaskakujących zwrotów akcji, „Traktat…” może znudzić. Jej akcję porównałabym do spokojnej rzeki – płynie spokojnie swoim rytmem. Po przeczytaniu pozostał mi wielki niedosyt. Żałuję, że tak szybko ją przeczytałam. Cieszę się jednak na kolejne spotkanie z twórczością Myśliwskiego.

Przeczytaj całą opinię
2017-03-15
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/210112

hej czytając tą książę miałem wrażenie jak bym tam siedział i łuskał razem z naszym bohaterem tą fasolę. Książa jest przepiękną opowieścią o życiu skłaniającą do refleksji. Nie potrafię jej dokładniej zrecenzjowac dlatego zapraszam do czytania. Polecam z całego serca !

Przeczytaj całą opinię
2017-03-06
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/210112
z 25